— To moja działka. Kto dał wam klucze i pozwolenie, żeby tu mieszkać? – zapytała Daria nieproszonych gości.
Kobieta w krótkim, błękitnym szlafroku odwróciła się od kuchennego blatu, trzymając w ręku nóż. Obok niej leżał rozkrojony melon, a po desce rozlewał się lepki sok. Mężczyzna przy otwartym oknie przestał przykręcać do ramy metalowy wspornik. Na kanapie siedziała nieznajoma dziewczyna z mokrymi włosami i przeglądała telefon.
Żadne z trojga nie wyglądało na przestraszone. Raczej byli poirytowani, że właścicielka pojawiła się przed czasem.
— A ty nie miałaś być w mieście? – pierwsza odezwała się kobieta.
Daria postawiła torbę podróżną przy drzwiach i uważnie jej się przyjrzała.
— Znamy się?
— Bardzo śmieszne – kobieta odłożyła nóż obok melona. – Jestem Inga, żona Jegora.
Imię wszystko wyjaśniło. Jegor był młodszym bratem Romana, męża Darii. Widzieli się dwa razy: na ślubie i na jubileuszu teściowej. Za pierwszym razem Jegor przez cały wieczór opowiadał, jak zamierza otworzyć własny warsztat samochodowy. Za drugim skarżył się, że wspólnik okazał się nierzetelny, lokal podrożał, a klienci z jakiegoś powodu nie chcieli czekać na naprawę trzy tygodnie.
Daria nie interesowała się szczegółami. Cudze plany nie dotyczyły jej, dopóki nie zaczęto ich realizować na jej terenie.
— Teraz się znamy – powiedziała. – Powtarzam pytanie: kto przekazał wam klucze?
Jegor odłożył śrubokręt i wyprostował się. Miał na sobie szorty, stare buty sportowe i koszulkę Romana, którą Daria doskonale zapamiętała. Mąż kupił ją przed zeszłorocznym wyjazdem nad morze.
— Roma dał – odpowiedział Jegor. – Mówił, że nie przyjedziesz do końca miesiąca.
— Kiedy dał?
— Tydzień temu. Jaka różnica?
— Duża. Gdzie jest Roman?
— W mieście, chyba.
— Mieszkasz w moim domu, korzystasz z rzeczy mojego męża, wiercisz w ramach i nie wiesz, gdzie jest człowiek, który rzekomo pozwolił ci się tu wprowadzić?
Inga parsknęła i skrzyżowała ręce na piersi.
— Nikt się nie wprowadzał. Zatrzymaliśmy się tymczasowo. Roman wszystko uzgodnił.
— Ze mną nic nie uzgadniał.
Nieznajoma dziewczyna na kanapie wstała i zaczęła zbierać ze stołu kosmetyki.
— Ja chyba już pójdę – powiedziała.
Daria odwróciła głowę w jej stronę.
— Kim pani jest?
— Kristina. Znajoma Ingi.
— Też tu pani mieszka?
— Przyjechałam tylko na weekend.
— Dziś jest poniedziałek.
Kristina szybko zapięła torbę i skierowała się do wyjścia.
— Ing, oddzwonię później.
Daria nie zatrzymywała jej. Odsunęła się na bok, przepuszczając dziewczynę, i zauważyła przy drzwiach jeszcze trzy pary damskich butów. Na wieszakach wisiały cudze torby, czapki i dwa słomkowe kapelusze. Obok szafki stały plastikowe torby z jedzeniem. Jedna była wypchana butelkami.
Dom, który Daria zostawiła czysty dziesięć dni temu, przypominał teraz bazę wypoczynkową po przedłużonym weekendzie.
Drzwi za Kristiną zamknęły się.
— Macie dziesięć minut, żeby wyjaśnić, co się dzieje – powiedziała Daria. – Potem pakujecie się.
Jegor uśmiechnął się.
— Dasza, bez komend. Roman powiedział, że możemy mieszkać do września. Mamy remont w mieszkaniu, kurz, fachowcy. Tu i tak stoi puste.
Daria spojrzała na jego ręce. Na palcach nie było śladu budowlanej ziemi, za to na nadgarstku widniał świeży ślad po bransolecie lub zegarku. U jego stóp stała nowa skrzynka z narzędziami.
— W którym mieszkaniu remont?
— W naszym.
— Adres?
Inga zmarszczyła brwi.
— A po co ci?
— Chcę zrozumieć, po co ludzie, którzy mają własne mieszkanie, wprowadzili się do mojego domu bez mojej zgody.
— Bo nie da się tam wytrzymać – powiedziała ostro Inga. – Wymieniamy łazienkę.
— To wynajmijcie mieszkanie.
— Roman zaproponował działkę.
— Roman nie jest właścicielem.
Jegor westchnął i spojrzał na żonę, jakby Daria była zbyt wolna, a oni musieli cierpliwie wyjaśniać oczywistość.
— Jesteście małżeństwem. Co twoje, to i jego.
— Nie. Ta działka została kupiona przeze mnie przed ślubem. Działka i dom są zapisane tylko na mnie. Roman wie o tym od pierwszego dnia.
Na twarzy Jegora nic się nie zmieniło, ale jego spojrzenie stało się ostrożniejsze.
Daria przeszła do pokoju. Na stoliku kawowym stało otwarte pudełko z warcabami, obok leżały paragony ze sklepu i kartka papieru. Wzięła ją.
Był to wydruk ogłoszenia. „Przytulny dom na wsi w sosnowym osiedlu. Do sześciu gości. Sauna, grill, duży teren. Wolne terminy w sierpniu”.
Poniżej znajdowały się zdjęcia jej domu.
Daria przewinęła stronę i znalazła cenę za dobę.
— Co to jest?
Inga rzuciła się w jej stronę, ale Daria podniosła kartkę wyżej.
— Oddaj.
— Wyjaśnij.
— Tylko sprawdzaliśmy, ile takie domy kosztują.
— Z moimi zdjęciami?
— Roman je przesłał.
Jegor zamknął skrzynkę z narzędziami i wyta rł dłonie o szorty.
— Dasza, nie nakręcaj się. Chcieliśmy kilka razy wynająć dom znajomym. Tylko jak sami wyjedziemy. Wszystko pod kontrolą.
Daria powoli odwróciła się w jego stronę.
— Zamierzaliście wynajmować moją działkę?
— Nie obcym ludziom z ulicy. Normalnym grupom. Inga pracuje przy imprezach, ma dużo kontaktów. Dom duży, miejsce dobre. Czemu ma stać pusty?
— Komu pieniądze?
Jegor ledwo zauważalnie odwrócił wzrok.
— Pokryłyby koszty.
— Jakie koszty?
— Prąd, woda, sprzątanie.
— Reszta?
Inga uderzyła dłonią w stół.
— Jesteś detektywem? Roman się zgodził! Wszystko z nim omówiliśmy. Mieliśmy ci powiedzieć, jak pojawiłby się pierwszy normalny klient.
Daria włożyła ogłoszenie do swojej torby.
— Gdzie jest zamieszczone?
— Nigdzie – odpowiedział szybko Jegor.
— Źle kłamiesz.
— Udowodnij, że kłamie – wtrąciła się Inga.
— Jesteście w moim domu z kluczami otrzymanymi od osoby niebędącej właścicielem. W pokoju leży gotowe ogłoszenie ze zdjęciami mojej własności. Na oknie montowany jest wspornik, o który nikt mnie nie pytał. To nie ja muszę teraz udowadniać.
Wyjęła telefon i zaczęła nagrywać pokój. Kamera zarejestrowała cudze rzeczy, plamy na jasnej tapicerce kanapy, kartony z alkoholem, zdjęte drzwiczki szafki oparte o ścianę i głęboką rysę na drewnianym stole.
— Przestań – zażądała Inga. – Nagrywasz nas bez pozwolenia.
— Dokumentuję stan mojej własności.
Jegor zrobił krok w stronę Darii, ale zatrzymał się, gdy skierowała na niego kamerę.
— Nie zbliżaj się.
— Sama urządzasz cyrk.
— Cyrk urządziliście wy. Zbieram dowody i oszczędzam sobie czasu.
Daria przeszła do sypialni. Na jej łóżku leżały otwarte walizki. Z dolnej szuflady komody wyciągnięto albumy babci i złożono na podłodze. Część zdjęć była porozrzucana przy szafie. Przysiadła, podniosła fotografię, na której stała obok ojca przy starym jabłoniowym drzewie, i włożyła ją do albumu.
Na parapecie znalazła wyciąg bankowy. Odbiorcą była Inga, tytułem przelewu „rezerwacja domu, sierpień”.
Daria sfotografowała dokument i wzięła go dwoma palcami.
— Otrzymaliście już zaliczkę.
Jegor pojawił się w drzwiach.
— To niewielka kwota.
— Od kogo?
— Od znajomych Ingi.
— Na jakie terminy?
Milczał.
— Na jakie terminy, Jegor?
— Od dziewiątego do jedenastego sierpnia.
— Ile osób?
— Sześć.
— W ogłoszeniu jest napisane do sześciu. Czyli ogłoszenie przemyśleliście z wyprzedzeniem. Kto miał sprzątać po gościach?
Inga podeszła z tyłu.
— Posprzątalibyśmy sami. Nie wyolbrzymiaj. Nie zamierzaliśmy niszczyć twojego cennego domu.
Daria wyprostowała się.
— Zaliczkę zwracacie dziś. Ogłoszenie usuwacie przy mnie. Potem pakujecie się i wyjeżdżacie.
— Nigdzie nie jedziemy – oświadczyła Inga. – Mamy remont w domu.
— To nie mój problem.
— To co mamy zrobić?
— Dokładnie to, co robią dorośli ludzie, gdy planują remont: wcześniej decydują, gdzie będą mieszkać.
— Roman się zgodził!
— To mieszkajcie u Romana.
Jegor zaśmiał się krótko.
— Właściwie to Roman mieszka z tobą.
— Dziś też to omówimy.
Daria zadzwoniła do męża. Odebrał nie od razu.
— Dasza, już jesteś wolna?
— Jestem na działce.
W słuchawce zapadła cisza.
— Dlaczego? Miałaś przyjechać w piątek.
— Plany się zmieniły. Jest tu twój brat z żoną.
Roman głośno wypuścił powietrze.
— A, no tak. Chciałem ci wieczorem powiedzieć.
— Wieczorem którego dnia?
— Dziś.
— Oni są tu od tygodnia.
— Czekałem na odpowiedni moment.
— Odpowiedni moment miał nadejść po tym, jak dostali pieniądze za wynajem mojego domu?
— Co?
Zaskoczenie zabrzmiało autentycznie. Daria spojrzała na Jegora. Ten zmarszczył brwi i odwrócił wzrok.
— Nie wiedziałeś o ogłoszeniu?
— Jakim ogłoszeniu?
— Twój brat potrzebował zdjęć działki. Wysłałeś?
— Wysłałem. Powiedział, że chce pokazać Inge układ pomieszczeń. Mieli mieszkać kilka tygodni, póki robią u nich łazienkę.
— Do września – poprawiła Daria.
— Kto ci powiedział?
— Jegor.
Roman odezwał się głośniej:
— Zgodziłem się maksymalnie do połowy sierpnia. Fachowcy opóźnili im materiały.
— Nie mogłeś zgodzić się ani do połowy sierpnia, ani do jutra. To nie twoja działka.
— Dasza, no po co od razu tak? Jestem twoim mężem. Nie obcą osobą.
— Właśnie dlatego doskonale wiedziałeś, że najpierw powinieneś mnie zapytać.
— Wiedziałem, że będziesz przeciwna.
— Czyli celowo zataiłeś.
— Chciałem pomóc bratu.
— Cudzym majątkiem.
— Nie cudzym, tylko twoim. To co innego.
— Dla ciebie najwyraźniej nie.
Roman zamilkł. Daria usłyszała skrzypnięcie krzesła i stłumione głosy w tle. Był w pracy.
— Porozmawiajmy wieczorem spokojnie – powiedział już ciszej. – Nie wyrzucaj ich teraz. Jest gorąco, mają rzeczy, jedzenie. Przyjadę po pracy.
— Mają samochód. Jedzenie mieści się w torbach. Gorąco na dworze jest dla wszystkich takie samo.
— Daria, nie rób głupstw w afekcie.
Spojrzała na wyciąg z zaliczką i uśmiechnęła się.
— Jestem teraz jedyną osobą, która działa bez emocji. Przyjedziesz nie tutaj, tylko do domu. Na działce do twojego przyjazdu nie będzie nikogo.
— Czekaj…
Daria zakończyła połączenie.
Jegor przesunął językiem po policzku.
— Po co go podstawiasz? Chciał jak najlepiej.
— Sam się podstawił. Teraz zwróć zaliczkę.
— Nie mogę.
— Dlaczego?
— Pieniądze już wydałem.
Inga spojrzała ostro na męża.
— Mówiłeś, że przelałeś je fachowcowi.
— Fachowcowi i przelałem.
— Jakiemu fachowcowi? – zapytała Daria.
Jegor machnął niecierpliwie ręką.
— Jaka różnica? Za płytki.
— Czyli opłaciliście swój remont pieniędzmi uzyskanymi z nielegalnego wynajmu mojej działki.
— Nie nielegalnego – wtrąciła się Inga. – Mieliśmy zgodę Romana.
— Roman nie ma prawa wynajmować tego domu.
— Ale jesteście w małżeństwie.
— I to nie czyni go właścicielem mojej przedmałżeńskiej nieruchomości.
Inga chwyciła telefon i zaczęła do kogoś pisać.
Daria wróciła do salonu, otworzyła wszystkie szafy i kontynuowała nagrywanie. W spiżarni znalazła opakowania jednorazowej pościeli, tanie ręczniki i pięć identycznych zestawów naczyń. Na górnej półce leżały kartony z lamówkami i dekoracyjnymi tabliczkami.
Jegor i Inga nie planowali tu spędzić lata. Przygotowywali dom do regularnego wynajmu.
Na tarasie Daria zobaczyła złożone plastikowe krzesła, których wcześniej nie było, i nowy przenośny głośnik. Przy ogrodzeniu stały trzy worki węgla drzewnego. Na jabłoni zamocowana była lampa, od której kabel ciągnął się przez cały teren do przedłużacza.
— Zdemontować – zażądała Daria.
— Co? – Jegor wyszedł za nią.
— Wszystko, co przykręciliście, przywiązaliście i podłączyliście. Wspornik z okna też usuń. Dziury zaszpachlujesz.
— Jest gorąco. Nie będę się tym zajmować.
— Wtedy zapłacę fachowcowi, a rachunek wyślę tobie.
— Grozisz?
— Ostrzegam o konsekwencjach.
Inga wyszła na taras z telefonem.
— Zadzwoniłam do Tamary Pietrowny. Zaraz przyjedzie.
— Po co?
— Porozmawia z tobą.
— O czym?
— O stosunku do rodziny.
Daria spojrzała na nią ze szczerym zainteresowaniem.
— Naprawdę uważacie, że przyjazd teściowej zmieni dokumenty na dom?
— Nie wszystko rozwiązują dokumenty.
— Kwestia własności rozwiązuje się właśnie nimi.
Daria przeszła w stronę bramy. Na zewnątrz stały dwa samochody: stary kompakt Jegora i ciemny minibus z logo firmy organizującej imprezy. Tylne drzwi minibusa były otwarte. W środku leżały składane stoły, kartony z naczyniami i zwinięty baner.
Sfotografowała numery rejestracyjne i wróciła do domu.
— Wykorzystywaliście teren do przechowywania sprzętu?
— Tymczasowo – odpowiedziała Inga.
— Wszystko nazywacie tymczasowym. Zamieszkanie do września. Wynajem na weekendy. Skład. Otrzymanie zaliczki. Wygodne słowo.
— Ty i tak tu prawie nie przyjeżdżasz – powiedziała Inga. – Dom stoi pusty. Moglibyśmy go doprowadzić do porządku i zarobić. Normalny człowiek dostrzegłby korzyść.
— Korzyść dla kogo?
— Dla wszystkich.
— To pokaż obliczenie mojej części.
Inga zamilkła.
— Jakiej części?
— Mieliście zarabiać na moim domu. Jaka część przypadała właścicielowi?
Jegor i Inga spojrzeli po sobie. Nie spodziewali się tego pytania.
— Jeszcze nie omawialiśmy – powiedział w końcu Jegor.
— Omówiliście pojemność, cenę, terminy, reklamę, przechowywanie sprzętu i liczbę kompletów pościeli. Ale zapomnieliście omówić właściciela.
— Roman powiedział, że sobie z tobą poradzi – mruknął Jegor.
— Teraz wszystko jest jasne.
Przy bramie rozległ się sygnał. Po chwili na teren weszła Tamara Pietrowna. Miała na sobie jasną letnią sukienkę i szeroki kapelusz. Za nią szedł Roman.
Daria spojrzała na zegarek.
— Szybko skończyłeś pracę.
— Mama zadzwoniła – odpowiedział.
— Oczywiście.
Tamara Pietrowna zatrzymała się przy tarasie i rozejrzała po kartonach, torbach i napiętych twarzach.
— Co wy wyprawiacie? – zapytała.
— Pana młodszy syn z żoną wprowadzili się na moją działkę, zaczęli przygotowywać ją do wynajmu i otrzymali zaliczkę od przyszłych gości – wyliczyła Daria. – Pański starszy syn przekazał im klucze bez mojej zgody.
Teściowa zdjęła kapelusz i zaczęła nim machać, chłodząc twarz.
— Roman mówił, że miał klucze.
— Miał. Do dziś.
— To znaczy, że pozwalałaś mu korzystać z działki.
— Jemu. Nie jego bratu, żonie brata, znajomym i płatnym gościom.
— I co teraz? Wyrzucisz ich na ulicę?
— Nie mieszkają na ulicy. Mają mieszkanie.
Jegor zaklął pod nosem.
Tamara Pietrowna przeniosła wzrok na młodszego syna.
— Remont rzeczywiście trwa?
— Trwa.
— Gdzie są zdjęcia?
— Jakie zdjęcia?
— Rozebranej łazienki.
Jegor zmarszczył brwi.
— Mamo, ty też zaczynasz?
— Pytam.
— Nie muszę się spowiadać.
Daria przyjrzała się teściowej uważniej. Wyraźnie nie wiedziała o wszystkim.
— Jest pani pewna, że u nich w ogóle trwa remont? – zapytała Daria.
Tamara Pietrowna odwróciła się w stronę Ingi.
— Wczoraj wpadłam do was po dokumenty Jegora. W mieszkaniu było cicho. Drzwi do łazienki stały na miejscu.
Inga pierwsza odwróciła wzrok.
