Część 1: Zapowiedź wizyty, która odmieniła wszystko
— Do nas w gości niedługo przyjedzie babcia Ola — powiedziała Ałła do swojej teściowej, starając się, by jej głos brzmiał neutralnie, choć w środku czuła narastające napięcie. — Zadzwoniła do Żeni i uprzedziła, że wpadnie na kilka dni. Chce zobaczyć wnuka.
Teściowa, która właśnie nalewała sobie herbatę, zamarła na chwilę, a jej dłoń zacisnęła się na uchwycie czajnika. Przez jej twarz przemknął cień, który szybko ustąpił miejsca wymuszonej obojętności. Wiedziała, że ta wizyta nie będzie zwykłym rodzinnym spotkaniem — dla niej oznaczała powrót kobiety, którą przez lata uważała za swojego największego wroga.
Następnego dnia, gdy słońce stało już wysoko na niebie, a w ogrodzie rozbrzmiewał śpiew ptaków, Antoszka wbiegł do domu z szerokim uśmiechem na twarzy. Jego oczy błyszczały podekscytowaniem, a na policzkach widniały rumieńce, które świadczyły o tym, że dzień był pełen przygód.
— Byliśmy w muzeum! — oznajmił dumnie, stając na środku kuchni. — Potem płynęliśmy statkiem po rzece, jedliśmy lody i kupili mi prawdziwy kompas! Taki, jakiego używają odkrywcy!
Ałła, która właśnie kroiła warzywa na obiad, spojrzała na syna z mieszaniną zdziwienia i rozbawienia. Odłożyła nóż na deskę i przetarła ręce w ściereczkę, by lepiej przyjrzeć się nowej zdobyczy swojego dziecka.
— Kompas? — zapytała, unosząc brew w geście ciekawości. — Odkąd to interesujesz się kompasami? Przecież zawsze mówiłeś, że wolisz samochody i samoloty.
— I plecak! — dodał chłopiec, nie zwracając uwagi na pytanie matki. Jego entuzjazm był tak wielki, że nie mógł usiedzieć na miejscu. Zerwał się z krzesła i pobiegł do swojego pokoju, by za chwilę wrócić z małym, zielonym plecakiem, na którym widniały wizerunki górskich szczytów i leśnych ścieżek. — Teraz jestem podróżnikiem! — oświadczył, stając przed matką z miną odkrywcy, który właśnie wrócił z wyprawy na nieznane lądy.
— Skąd masz na to pieniądze? — zapytał Żenia, który wszedł właśnie do kuchni i z zainteresowaniem przyglądał się nowej zdobyczy syna. W jego głosie pojawiła się nuta, która nie była ani złością, ani pretensją, raczej zdziwieniem, że ktoś wydał pieniądze na coś, co można było zaoszczędzić.
Babcia Ola, która stała w progu z kubkiem herbaty w dłoni, odpowiedziała z charakterystycznym dla siebie spokojem.
— Miałam pieniądze — powiedziała, a w jej głosie zabrzmiała nuta, która nie pozostawiała miejsca na dyskusję. — Przywiozłam je właśnie w tym celu, by sprawić mu radość. Nie wydałam fortuny, ale widzę, że prezent trafił w dziesiątkę.
— Babciu, nie musiałaś wydawać — powiedział Żenia, ale w jego głosie nie było już pretensji, tylko nuta wdzięczności, która mieszała się z zakłopotaniem. — To było niepotrzebne, sami mogliśmy mu to kupić.
— Żenia, znowu zaczynasz — odpowiedziała babcia, a w jej głosie pojawiła się nuta, która była zarówno żartem, jak i upomnieniem. — Nie kupiłam mu złotego roweru. Plecak kosztował niewiele, a wrażenia, które przeżył, są bezcenne. Nie można ich wycenić ani kupić w sklepie.
Teściowa, która od początku tej rozmowy stała w milczeniu w drzwiach, w końcu postanowiła zabrać głos. Jej twarz, gdy spojrzała na Olę, była zimna i pełna rezerwy.
— Znaczy przyjechała… — powiedziała, a w jej głosie zabrzmiała nuta, która była zarówno stwierdzeniem, jak i oskarżeniem.
— A pani to chyba Inna — odpowiedziała Ola, podnosząc wzrok i patrząc na nią z uwagą, która miała w sobie coś więcej niż zwykłą ciekawość. — Była synowa.
— Była teściowa — poprawiła Inna, a w jej głosie zabrzmiała nuta, która miała być stanowcza, ale zabrzmiała raczej jak obrona przed czymś, co ją przerażało.
— Jaka różnica? — odpowiedziała Ola, wzruszając ramionami. — Najważniejsze, że była. Przeszłość nie zmienia się od tego, jak ją nazywamy.
Żenia, który stał między nimi, poczuł, że narasta w nim napięcie, którego nie potrafił już dłużej ignorować. Odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę, i spróbował zażegnać konflikt, który w każdej chwili mógł wybuchnąć.
— Mamo, proszę — powiedział, zwracając się do swojej matki. — Dajmy spokój starym urazom. Babcia przyjechała w odwiedziny, nie po to, by się kłócić.
— Nie zamierzam wyjaśniać stosunków — odpowiedziała Inna, a w jej głosie zabrzmiała nuta, która była zarówno oświadczeniem, jak i ostrzeżeniem. — Chcę tylko ostrzec Ałłę: twoja babcia zawsze była nieznośna. I nie zmieniła się ani trochę.
— Nie zawsze — odpowiedziała Ola, a w jej głosie zabrzmiała nuta, która była zarówno żartem, jak i przypomnieniem. — Czasami byłam po prostu niewygodna.
W salonie zapanowała cisza, która trwała zbyt długo, by być komfortową. Żenia spuścił wzrok, a Ałła poczuła, że stoi na środku pola bitwy, które właśnie zaczynało się wyłaniać z cienia przeszłości.
