Etap 8. Rozmowa bez matki
Po raz pierwszy od początku całego konfliktu zostali sami.
Nadia poszła do kuchni, pozostawiając ich w salonie.
Denis usiadł na kanapie.
Wyglądał na wyczerpanego.
— Zadowolona?
— Nie.
— Mama będzie teraz mieszkała w hotelu.
— Ma prawie trzy miliony wolnych środków.
— Nie chce ich wydawać.
— Ja też nie chcę wydawać swojego życia na spełnianie jej życzeń.
Spuścił głowę.
— Myślałem, że się przyzwyczaisz.
Julia aż drgnęła.
— Do czego?
— Do mamy. Ona nie jest taka zła. Po prostu ma trudny charakter.
— Miałam przyzwyczaić się do półtora roku z nią w naszej sypialni?
— Z czasem mogliśmy się zamienić.
Julia patrzyła na niego przez chwilę.
— Denis, ty naprawdę nadal myślisz, że chodzi o pokój?
Milczał.
— Sam zdecydowałeś o sprzedaży jej mieszkania, przeprowadzce, naszej sypialni i pieniądzach ze wspólnego konta. Ani razu mnie nie zapytałeś.
— Bałem się, że odmówisz.
— Dlatego uznałeś, że najlepiej w ogóle mnie nie pytać?
— Mama powiedziała, że na początku będziesz przeciwna, a później się pogodzisz.
— I jej uwierzyłeś.
— Jest moją matką.
Julia spojrzała mu prosto w oczy.
— A ja kim jestem?
— Żoną.
— Nie. Żona to człowiek, z którym omawia się wspólne decyzje. Dla ciebie byłam wygodnym zasobem. Mieszkanie, pensja, jedzenie, porządek. Uznałeś, że i tak nigdzie nie odejdę.
— Wyjechałaś od razu. Nawet nie próbowałaś rozmawiać.
— Wczoraj to ty nie zaproponowałeś rozmowy. Ogłosiłeś decyzję.
— Popełniłem błąd.
— W sposobie, w jaki to powiedziałeś, czy w całym pomyśle?
Denis długo nie odpowiadał.
W końcu powiedział:
— Mama naprawdę naciskała. Mówiła, że w jej wieku wynajem jest niebezpieczny, że właściciel mieszkania może ją nagle wyrzucić.
— A mnie można było wyrzucić z własnej sypialni?
— Nie wyrzucić. Przenieść.
Julia uśmiechnęła się gorzko.
— Nadal nie rozumiesz.
Denis wstał.
— Czego ode mnie chcesz?
— Żebyś wyszedł.
— Na zawsze?
— Na razie tak.
— To też jest mój dom.
— Nie, Denis. Od tego właśnie wszystko się zaczęło. Nazywasz swoim wszystko, do czego dostałeś dostęp.
— Rozwodzimy się?
— Jeszcze nie zdecydowałam.
— A gdzie mam mieszkać?
Julia spojrzała na niego spokojnie.
— Z mamą. W hotelu.
Etap 9. Walizka Denisa
Pakował się dłużej niż Julia poprzedniej nocy.
Chodził z pokoju do pokoju, otwierał szafy, wzdychał i kilka razy próbował rozpocząć kolejną rozmowę.
— A telewizor?
— Mój. Kupiłam go przed ślubem.
— Ekspres do kawy?
— Prezent od Nadii dla mnie.
— Mikrofalówkę kupowaliśmy wspólnie.
— Zabierz.
— Nie będę taszczył mikrofalówki.
— W takim razie zostaw.
Pod koniec zaczął się irytować.
— Specjalnie wszystko zapisywałaś? Kto co kupił?
— Nie. Po prostu pamiętam, bo zazwyczaj płaciłam ja.
Wrzucił koszulki do walizki.
— Ja też się dokładałem.
— Tak. Tylko znacznie mniej, niż opowiadałeś swojej matce.
Zapiął torbę.
W przedpokoju zatrzymał się jeszcze raz.
— Daj mi klucz. Przyjadę później po resztę.
— Zadzwonisz wcześniej. Będę wtedy w domu.
— Nie ufasz mi?
Julia spojrzała na niego bez wahania.
— Po dzisiejszym dniu nie.
Zdjął klucz z kółka i położył na szafce.
— Mama miała rację. Zawsze uważałaś to mieszkanie wyłącznie za swoje.
— Bo jest moje.
— W małżeństwie tak się nie żyje.
— W małżeństwie nie wprowadza się rodziców za plecami współmałżonka.
Otworzył drzwi.
— Nie będę się poniżał.
— Dobrze.
Czekał, aż go zatrzyma.
Było to widać po tym, jak powoli zakładał buty i jak długo poprawiał pasek torby.
Julia milczała.
Wyszedł.
Drzwi się zamknęły.
Tym razem Julia zaczęła płakać.
Nie głośno.
Usiadła po prostu na podłodze w przedpokoju, oparła plecy o ścianę i zakryła twarz dłońmi.
Nadia wyszła z kuchni i usiadła obok.
— Może zrobiłam to zbyt gwałtownie? — zapytała Julia.
— Nie.
— Trzy lata małżeństwa.
— Trzy lata nie są powodem, żeby oddawać następne trzydzieści.
