Pułapka bez krzyków
Dzieci pojechały do babci.
Wiera przygotowała się wcześniej.
W sypialni zostawiła telefon z włączonym nagrywaniem.
W sąsiednim pokoju znajdował się drugi telefon. Był połączony z Tamarą Iwanowną, która siedziała u siebie w domu i również miała przygotowany dyktafon.
Plan nie wymagał żadnych skomplikowanych sztuczek.
Najtrudniejsza część należała do Wiery.
Miała zachować spokój.
Nie dać się sprowokować.
I przekonać Kostię, że wreszcie osiągnął to, do czego najwyraźniej od dawna dążył.
Wieczorem Kostia wrócił do mieszkania.
Od razu zauważył ciszę.
Nie było odgłosów dzieci, nie było biegania po pokojach, nie było pytań ani rozmów.
Wiera siedziała spokojnie przy kuchennym stole.
— Gdzie dzieci?
— U mamy. Na weekend.
— A to dlaczego?
— Jestem zmęczona, Kostia. Po prostu zmęczona. Chcę z tobą porozmawiać. Bez krzyków.
Usiadł naprzeciwko niej.
Wiera obserwowała jego oczy.
Były szybkie, czujne, oceniające.
Nie wyglądał jak człowiek, który chce ratować małżeństwo.
Wyglądał raczej jak ktoś, kto próbuje ustalić, co właśnie zm
