Półtora miesiąca później
Minęło półtora miesiąca.
Marina siedziała w swoim nowym gabinecie przy dużym biurku. Za oknem rozciągał się widok na miasto.
Praca szła dobrze. Zespół ją szanował, projekty posuwały się naprzód, a Marina coraz częściej miała poczucie, że wreszcie znajduje się dokładnie tam, gdzie powinna być.
Telefon krótko zawibrował.
Przyszła wiadomość z nieznanego numeru.
„Marino, witaj. To mama Denisa. Ma coś z gardłem, lekarstwa są drogie, a on teraz nie pracuje, sama rozumiesz. Może pomogłabyś po rodzinie? Przecież nie jesteśmy sobie obcy…”
Marina przeczytała wiadomość dwa razy.
Uśmiechnęła się pod nosem.
Bez trudu wyobraziła sobie, z jakim oporem Zinaida Pawłowna musiała pisać te słowa. Jeszcze niedawno była przekonana, że synowa ma obowiązek dzielić się wszystkim, co zarabia. Teraz sama zwracała się do niej z prośbą.
„Nie jesteśmy sobie obcy”.
Marina długo patrzyła na te słowa.
Dla niej bliskość oznaczała jednak coś zupełnie innego: radość z czyjegoś sukcesu, obecność w trudnej chwili i szacunek dla granic drugiej osoby.
Tego w ich relacji zabrakło.
Nacisnęła przycisk „Zablokuj”.
