„Nazywam się Camille Armand. Szukam mojego męża, Étienne’a Armanda. Zniknął trzy lata temu w pożarze na jachcie L’Étoile du Ponant. Malo powiedział mi o pewnym mężczyźnie tutaj”.
Staruszka odłożyła nóż.
„Nazywam się Jeanne. Tutaj nazywają mnie Babcią Jeanne. Jesteś pewna, że chcesz znaleźć to, o co prosisz? Czasami prawda przybiera formę, która oszpeca całe życie”.
„Przeżyję”.
„Ludzie zawsze tak mówią, zanim prawda ich dopadnie”.
Camille poczuła, jak pieką ją oczy.
„Jeśli to mój mąż, bez względu na to, co się z nim stało, zaakceptuję to”.
Babcia Jeanne spojrzała w stronę tylnej części domu.
„Trzy lata temu, po burzy, znaleźliśmy mężczyznę w trzcinach. Prawie martwego. Miał rozciętą głowę. Plecy spalone. Żadnych dokumentów. Nie znał nawet jego imienia. Klinika zarejestrowała go jako nieznanego, z ciężkim urazem”.
„Dlaczego nikt tego nie zgłosił?”
