gment obcego życia, który zajrzał do środka i natychmiast zniknął.
— Kiedy mama umarła — kontynuował cicho Oleg — przestałeś dopuszczać ludzi blisko siebie.
Boris Leonidowicz spuścił wzrok.
Imię jego żony rzadko pojawiało się w tym domu.
Leżało pomiędzy nimi jak stara fotografia schowana w zamkniętej szufladzie.
— Teraz by cię nie poznała — powiedział Oleg.
Boris Leonidowicz gwałtownie podniósł głowę.
Ale syn nie wyglądał na okrutnego.
Wyglądał na smutnego.
— Zawsze mówiła, że jesteś dobrym człowiekiem. Tylko zbyt często zakładasz zbroję.
Boris Leonidowicz gorzko się uśmiechnął.
— Zbroja pomaga przetrwać.
— Tak.
Oleg westchnął.
— Ale w zbroi nie da się przytulić ludzi, którzy są obok.
