Żadnej muzyki.
Żadnego telewizora.
Nie było głosu Camille.
Tylko metaliczny dźwięk łyżki powoli uderzającej o brzeg talerza.
Puk.
Puk.
Puk.
Adrien ruszył w stronę kuchni.
A kiedy dotarł do drewnianego łuku, zatrzymał się.
Pani Madeleine siedziała przy stole, niemal pochylona nad talerzem, z szarą skórą i drżącymi rękami.
Nadine płakała w kącie.
A Camille, z idealnie spokojną twarzą, jedną ręką trzymała podbródek staruszki, a drugą otwierała jej usta.
Wtedy Adrien zobaczył butelkę.
Małą.
