Etap 5. Telefon od teściowej
Czwartego dnia zadzwoniła sama Wiera Iwanowna.
Nie powiedziała nawet „dzień dobry”.
— Jesteś zadowolona?
Maria zmarszczyła brwi.
— Z czego?
— Rozbiłaś rodzinę, zrobiłaś ze mnie potwora, a teraz siedzisz u koleżanki i czekasz, aż Siergiej przyczołga się do ciebie na kolanach.
— Niczego nie rozbiłam.
— Zmuszasz mojego syna do wyboru.
— Nie. To pani i Siergiej zdecydowaliście, że to ja mam odejść.
— Powiedział to w złości.
— A pani go poparła.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
W końcu teściowa powiedziała:
— Jestem jego matką.
— A ja jestem jego żoną.
— Żona czasem powinna ustąpić.
— W sporze o kolor zasłon można ustąpić. W kwestii własnego prawa do mieszkania we własnym domu nie.
— Zawsze byłaś zbyt niezależna.
— Tak. Między innymi dzięki temu mogliśmy kupić to mieszkanie. Moja praca i moje pieniądze też mają znaczenie.
Głos Wiery Iwanowny zrobił się cichszy.
— Chcesz mnie wyrzucić.
— Chcę, żebyśmy mieszkali osobno. To nie jest to samo.
— Nie mam dokąd pójść.
— Ma pani dom na wsi.
— Nie chcę tam wracać.
— W takim razie trzeba wynająć mieszkanie. Siergiej może pomagać pani w opłatach. Ale to nie oznacza, że dostaje pani prawo do zarządzania naszym domem.
— A jeśli nie będzie go stać?
— Wtedy oboje musicie znaleźć inne rozwiązanie. Ale ja nie będę już mieszkała w warunkach, w których jestem stale upokarzana.
Wiera Iwanowna milczała długo.
— Stałaś się okrutna.
Maria odpowiedziała:
— Nie. Stałam się szczera.
Po rozmowie nie poczuła ulgi.
Była zmęczona.
Nie chciała prowadzić wojny.
Nie marzyła o zwycięstwie nad teściową.
Chciała czegoś znacznie prostszego.
Wrócić do własnego mieszkania i móc w nim naprawdę czuć się u siebie.
Etap 6. Siergiej wreszcie znalazł rozwiązanie
Piątego dnia Siergiej zadzwonił z konkretną wiadomością.
— Znalazłem jednopokojowe mieszkanie obok przychodni.
Maria odłożyła kubek.
— Właścicielka zgodziła się wynająć mamie na pół roku — dodał. — Potem będzie można przedłużyć.
— A twoja mama się zgodziła?
— Początkowo nie. Potem powiedziałem, że innego rozwiązania nie ma.
— Jak zareagowała?
— Obraziła się. Powiedziała, że ją porzucam.
— Wyjaśniłeś, że jej nie porzucasz?
— Tak.
Westchnął.
— Ale ona od lat uważa, że jeśli nie spełniam każdego jej życzenia, to ją zdradzam.
Maria spojrzała na niego.
— A ty?
Siergiej nie próbował już zaprzeczać.
— Ja z kolei przez całe życie uważałem, że jeśli nie spełniam jej życzeń, jestem złym synem.
— W takim razie oboje musicie się nauczyć czegoś nowego.
Siergiej skinął głową.
Przeprowadzka Wiery Iwanowny nie przebiegła spokojnie.
Krytykowała mieszkanie.
Dzielnicę.
Kuchnię.
Sąsiadów.
Narzekała na zbyt małą ilość światła i brak balkonu.
— Mogłeś znaleźć coś lepszego — mówiła do syna.
Siergiej tym razem odpowiedział stanowczo:
— Mogłem. Tylko kto miałby za to płacić? Ty czy ja? Wybraliśmy mieszkanie, na które nas stać.
Wiera Iwanowna natychmiast rzuciła:
— Wcześniej Lena wszystko opłacała.
Siergiej spoważniał.
— Już nie będzie.
Maria usłyszała tę rozmowę przypadkiem, kiedy Siergiej miał włączony głośnik.
Po raz pierwszy zauważyła w jego głosie prawdziwą stanowczość.
Nie próbował uspokajać matki kosztem żony.
Nie obiecywał rzeczy, na które nie mogli sobie pozwolić.
Nie przepraszał za samo istnienie granic.
Wiera Iwanowna tym razem nie odpowiedziała.
Dwa dni później się przeprowadziła.
Maria wróciła do domu wieczorem.
W mieszkaniu panowała niezwykła cisza.
W kuchni nikt nie przestawiał jej kubków.
Na kanapie leżał pled, który sama wybrała.
W przedpokoju stały jej buty dokładnie tam, gdzie je zostawiła.
Przesunęła dłonią po ścianie.
Poczuła, jak napięcie w jej ciele zaczyna powoli puszczać.
Siergiej czekał w salonie.
— Zmieniłem zamek — powiedział. — Teraz nikt nie wejdzie bez wcześniejszego telefonu.
Maria popatrzyła na niego.
— Dziękuję.
— I rozmawiałem z mamą. Nie będzie już ingerowała w nasze decyzje.
— Zobaczymy.
Siergiej skinął głową.
— Rozumiem.
Maria odpowiedziała spokojnie:
— Nie, Siergiej. Samo zrozumienie nie wystarczy. Musisz nauczyć się chronić naszą rodzinę, zanim znowu będę zmuszona chronić samą siebie.
— Będę.
Etap 7. Pierwsza próba po powrocie
Pierwsze dni po powrocie były niezręczne.
Maria nadal spała niespokojnie.
Budził ją każdy odgłos na klatce schodowej.
Czasami przez sekundę była przekonana, że zaraz zobaczy Wierę Iwanowną w kuchni.
Że usłyszy uwagę o zbyt długo zapalonym świetle.
O temperaturze w mieszkaniu.
O źle ustawionej filiżance.
Siergiej naprawdę się starał.
Zaczął przygotowywać kolacje, choć wcześniej potrafił właściwie tylko usmażyć jajka.
Rozpakowywał rzeczy.
Robił zakupy.
Pytał Marię o pracę.
Pewnego wieczoru postawił przed nią talerz przesolonej kaszy gryczanej.
Maria spróbowała.
— Jest okropna.
Siergiej skrzywił się.
— Wiem.
— Ale się starałeś.
— Tak.
Maria w końcu się uśmiechnęła.
— W takim razie uznajmy to za początek.
Spokój nie trwał jednak długo.
Siódmego dnia Siergiej wrócił z pracy i bez słowa położył telefon na stole.
Maria od razu poczuła, że coś się wydarzyło.
— Dzwoniła mama?
— Tak.
— Czego chciała?
— Powiedziała, że brakuje jej pieniędzy na pierwszą opłatę za wynajem.
Maria zesztywniała.
— I?
Siergiej odpowiedział:
— Przelałem jej.
— Ile?
— Dwadzieścia tysięcy.
— Możesz sobie na to pozwolić?
— Ten miesiąc będzie trudniejszy.
Maria zamknęła oczy.
— Siergiej.
— Nie mogłem zostawić jej bez mieszkania.
— Nie mówię, że nie wolno ci pomagać matce. Problem polega na tym, że znowu sam podjąłeś decyzję, która wpływa na nas oboje.
— Oddam z następnej wypłaty.
— A jeśli za tydzień poprosi o kolejne pieniądze?
Nie odpowiedział.
Maria wstała.
— Potrzebujemy budżetu.
— Budżetu?
— Spisanego. Z konkretnymi kwotami. Możesz przeznaczać matce określoną część swojej wypłaty, ale nie możesz brać pieniędzy z naszych wspólnych oszczędności ani z funduszu przeznaczonego na inne cele.
— Dobrze.
— Jeśli prosi o większą kwotę, najpierw rozmawiasz ze mną.
— Dobrze.
— A jeśli znowu podejmiesz taką decyzję sam?
Siergiej spojrzał na nią niepewnie.
— Znowu odejdziesz?
Maria pokręciła głową.
— Wtedy zrozumiem, że tak naprawdę niczego nie zmieniłeś.
