Nie zaprzeczył wystarczająco szybko.
Matka wydała przerażony dźwięk.
„Powiedz jej, że kłamie, Daniel.”
Na chwilę nie zrozumiałam.
Potem zrozumiałam.
Ojciec miał na imię Thomas.
Daniel był detektywem.
Matka nie mówiła do ojca.
Patrzyła na Noah.
Świat zawirował.
„Dlaczego babcia nazwała mnie tak?” — zapytał Noah.
Nikt nie odpowiedział.
„Elena… powinnaś była mu powiedzieć” — powiedział ojciec.
„Powiedzieć co?!”
Rachel patrzyła uważnie.
„Ile masz lat?”
„Czternaście.”
„Kiedy masz urodziny?”
„Siedemnastego października.”
Rachel zamknęła oczy.
Moje serce zaczęło walić.
Bo ta data była niemożliwa.
Bo według wszystkiego, co mi wmawiano, mój syn urodził się siedem miesięcy po tym, jak mnie wyrzucono.
Bo okłamywałam wszystkich.
Nawet jego.
„Mamo…” — głos Noah się załamał.
„Mogę wyjaśnić—”
W tym momencie zgasło światło.
Dom pogrążył się w ciemności.
Na zewnątrz trzasnęły drzwi samochodu.
A potem głos:
„Koniec rodzinnego spotkania.”
Rachel krzyknęła.
Noah wyszeptał:
„Znam ten głos…”
Sekundę nikt się nie ruszał.
Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Strzały.
Szkło eksplodujące do środka.
Krzyki.
Ucieczka.
Aż w końcu—
Daniel Harper stał w garażu.
Starszy. Z blizną. Z pistoletem.
Uśmiechał się.
„Tom… zawsze czekałeś za długo.”
Spojrzał na Noah.
I jego uśmiech zniknął.
„No proszę… to problem.”
Ojciec stanął przed nami.
„Zapłaciłem ci.”
Daniel się zaśmiał.
„Za zniknięcie. Nie za przebaczenie.”
Podniósł broń.
