Nawet zatrudnienie stu osób niczego im nie wyjaśniło
Kiedy jakiś czas później wspomniałam, że zatrudniłam pierwszych stu pracowników, ciotka Susan pokiwała głową z uznaniem.
— Och, czyli teraz zarządzasz jakimś działem? To naprawdę wspaniały postęp.
Nie wiedziałam już, jak na to odpowiadać.
Każda informacja, którą podawałam, była natychmiast dopasowywana do historii, którą rodzina już wcześniej sobie stworzyła.
Jeśli mówiłam o pracownikach, zakładali, że dostałam awans na kierownika.
Jeśli mówiłam o logistyce, wyobrażali sobie magazyn na zapleczu supermarketu.
Jeśli wspominałam o dostawcach i kontraktach, traktowali to jak kolejny etap mojej niezbyt imponującej pracy w handlu detalicznym.
Po pewnym czasie przestałam ich poprawiać.
Było łatwiej pozwolić im wierzyć w to, co chcieli, niż za każdym razem mierzyć się z ich niedowierzaniem.
A jeśli mam być szczera, jakaś część mnie zaczęła być ciekawa, jak długo potrafią utrzymywać tę własną wersję mojego życia.
Odpowiedź brzmiała najwyraźniej:
Bez końca.
