Tego popołudnia Mauricio i Doña Leonor zobaczyli w wiadomościach coś, co ich całkowicie zdruzgotało. Elena pojawiła się na konferencji prasowej transmitowanej z hotelu w Reformie. Ale to nie była wyblakła Elena w szarej sukience. Miała na sobie granatowy garnitur, rozpuszczone włosy, surowe spojrzenie, otoczona biznesmenami i kamerami. Na ekranie widniał napis: „Elena Beltran Marquez, nowa wiceprezes wykonawcza Grupo Beltran Sierra”. Mauricio zamarł. Doña Leonor zakryła usta dłonią. Dziennikarz wyjaśnił, że Elena została adoptowana przez Don Arturo Beltrána po dorastaniu w sierocińcu i przez lata ukrywała swoją tożsamość.
Wtedy Elena zabrała głos: „Od dawna chciałam wiedzieć, czy ludzie potrafią docenić kogoś bez nazwiska, pieniędzy i widocznej władzy. Dziś potwierdzam, że wielu nadal ocenia po pochodzeniu, klasie i uprzedzeniach. Pod moim kierownictwem Grupo Beltrán Sierra nie będzie współpracować z ludźmi ani firmami, które depczą ludzką godność.
Mauricio padł na kolana przed telewizorem. Pamiętał każdą obelgę. „Sierota”. „Brzemię”. „Nie przetrwasz beze mnie tygodnia”. Doña Leonor zaczęła płakać: „Kazałam jej podać kawę… Nazwałam ją dziwką… Boże, Mauricio, co myśmy narobili?”. Ale jej wyrzuty sumienia nie trwały długo. „Idź do niej” – powiedziała nagle. „Ona wciąż jest twoją żoną. Rozwal wszystko. Powiedz jej, że ją kochasz. Jeśli ci wybaczy, jesteśmy uratowani”. Zdesperowany Mauricio wyjął papiery rozwodowe z teczki i podarł je. „Tak. Bez papierów nie ma rozwodu”. Pobiegł do siedziby Grupo Beltran Sierra w Santa Fe. Wszedł do holu, krzycząc jak szaleniec: „Jestem mężem Eleny Beltran! Powiedz jej, żeby się wynosiła!”. Ochroniarz go zatrzymał. Ramiro wyszedł z windy, nieskazitelny, zimny. – Panie Mauricio, przestań się ośmieszać. — Chcę zobaczyć moją żonę! Ramiro spojrzał na niego ze spokojną pogardą: — Dokument, który podarłeś, był kopią. Oryginał został złożony dziś rano o 8:30. Twój rozwód jest już w toku. Dodatkowo pani Elena zażąda odszkodowania za straty moralne i przekaże dowody władzom.
Mauricio zbladł: — Nie… ona mnie kocha. Uczyniłem ją moją rodziną. Ramiro zrobił krok w jego stronę: — Nie. Dała ci szansę. Pomyliłeś miłość z pozwoleniem na upokorzenie.
