„Gdzie?”
„Nigdzie”.
Odwrócił je.
Odbijająca powierzchnia była zwrócona w stronę ściany.
Prosta drewniana tylna część była zwrócona w naszą stronę.
Patricia wpatrywała się w niego.
„Co ty robisz?”
Daniel otworzył szufladę obok kanapy i wyciągnął czarny zmywalny marker.
„Danielu, przestań”.
„Dlaczego?”
„To drogie lustro”.
Daniel się uśmiechnął.
„Dobrze”.
Otworzył marker i pochylił się nad tylną częścią.
„Bo od teraz będziemy go używać do mierzenia czegoś, co naprawdę ma znaczenie”.
Narysował trzy małe kreski i napisał obok nich imiona naszych córek. Poniżej dodał wagę urodzeniową każdego dziecka, a następnie narysował trzy śmieszne patyczaki.
Zaśmiałam się po raz pierwszy odkąd pojawiła się Patricia.
