Etap 6. Wyprowadzka i nowa rzeczywistość
Tydzień później Sława się wyprowadził.
Wynajął pokój u znajomego poza miastem.
Z mieszkania zabrał ubrania, laptop oraz kilka pudeł z osobistymi rzeczami.
Przed wyjściem długo stał w przedpokoju.
— Nadal mam nadzieję, że zmienisz zdanie.
— Ja też miałam nadzieję, że zwrócisz pieniądze, zanim będę musiała iść do prawnika.
— Dom zostanie sprzedany. Przekonam mamę.
— Teraz jest to ważne dla ciebie. Nie dla naszego małżeństwa.
— Lika, nie można wyrzucić dziesięciu lat przez jeden błąd.
— Jednym błędem jest pomyłka w kwocie przelewu. Ty przez pół roku przekazywałeś nasze pieniądze rodzinie, a potem zaciągnąłeś kredyt i go przede mną ukryłeś.
— Kochałem cię.
— Możliwe. Ale siebie i ich aprobatę kochałeś bardziej.
Po jego wyjściu Lika wymieniła zamki.
W mieszkaniu zrobiło się niezwykle cicho.
Przez pierwsze wieczory odruchowo gotowała dwie porcje obiadu, a potem chowała jedną do lodówki.
Czasem prawie pisała do Sławy, żeby zapytać, czy zjadł, czy znalazł wygodny dojazd do pracy, czy ma wszystko, czego potrzebuje.
Za każdym razem otwierała jednak wyciąg bankowy i przypominała sobie saldo, które niemal doprowadzono do zera.
W tym samym czasie prawnik rozpoczął formalne działania.
Antonina Pawłowna otrzymała oficjalne wezwanie do zwrotu kwoty przelanej jej po zaciągnięciu kredytu.
Zadzwoniła do Liki tego samego wieczoru.
— Naprawdę zamierzasz się ze mną sądzić?
— Tak.
— Przez jakieś papierki?
— Przez kilka milionów.
— Jestem matką twojego męża!
— Niedługo byłego.
— Niszczysz Sławę!
— Nie. Nie pozwalam mu zniszczyć mojej przyszłości finansowej.
— Masz ogromną pensję! Zarobisz tę kwotę w rok!
— A pani w ile lat ją zwróci?
Antonina Pawłowna zamilkła.
— Właśnie — powiedziała Lika. — Bardzo łatwo uznawać cudze pieniądze za niewielkie.
Po chwili teściowa niespodziewanie powiedziała:
— Sprzedamy dom. Ale wycofasz pismo.
— Po sprzedaży i całkowitej spłacie kredytu.
— Najpierw wycofaj.
— Nie.
— Nie ufasz nam?
Lika zaśmiała się bez radości.
— Naprawdę pyta pani o zaufanie osobę, której potajemnie zabrano oszczędności?
Po trzech tygodniach dom został wystawiony na sprzedaż.
Marina urządziła awanturę.
Twierdziła, że zostanie z dziećmi na ulicy i groziła matce, że już nigdy się do niej nie odezwie.
Później próbowała przekonać Sławę, żeby wynajął jej inne mieszkanie.
— Sam mieszkam w pokoju — odpowiedział.
— A Lika?
— Lika już nam nie pomaga.
— To znaczy, że źle prosisz!
Wtedy Sława po raz pierwszy powiedział siostrze:
— Znajdź pracę.
Marina go zablokowała.
Etap 7. Cena uratowanej „rodziny”
Kupiec znalazł się szybko, ale dom trzeba było sprzedać taniej, niż oczekiwała Antonina Pawłowna.
Część pieniędzy poszła na spłatę kredytu, odsetek i kar naliczonych za opóźnienia.
Z pozostałej kwoty ledwo wystarczyło na zwrot pieniędzy, które Sława wcześniej zabrał ze wspólnego rachunku.
Marina razem z dziećmi przeprowadziła się do matki, do jej dwupokojowego mieszkania w mieście.
Już po miesiącu obie zaczęły się regularnie kłócić.
Antonina Pawłowna narzekała, że córka nie sprząta i nie dokłada się do jedzenia.
Marina oskarżała matkę o odebranie jej domu.
Sława podjął dodatkową pracę wieczorami, żeby oddać dług koledze i poprawić swoją historię kredytową.
Rozwód przebiegał spokojnie.
Nie próbował walczyć o mieszkanie ani domagać się innych składników majątku.
Podczas ostatniego spotkania pod budynkiem sądu wyglądał na zmęczonego.
Po raz pierwszy jednak rozmawiał bez zwykłego odruchu bronienia matki i siostry.
— Miałaś rację — powiedział. — One naprawdę żyły naszym kosztem.
— Nie naszym. Głównie moim.
— Tak.
Spuścił wzrok.
— Kiedy skończyły się pieniądze, mama zaczęła wymagać, żebym znalazł drugą pracę. Marina uznała, że powinienem opłacać jej czynsz. Nikt nawet nie zapytał, jak ja sam żyję.
— Teraz rozumiesz?
— Rozumiem. Tylko za późno.
Lika nic nie powiedziała.
Sława kontynuował:
— Cały czas się zastanawiam, dlaczego łatwiej było mi oszukać ciebie niż im odmówić. Chyba dlatego, że byłem pewien, że jesteś silna. Że sobie poradzisz. A one są słabe.
— One nie są słabe. Po prostu wiedziały, że słabość im się opłaca.
— Tak.
Podniósł wzrok.
— Nie proszę, żebyś wróciła. Chcę tylko przeprosić.
— Przyjmuję przeprosiny. Ale to niczego nie zmienia.
— Wiem.
Podpisali dokumenty i odeszli w przeciwnych kierunkach.
