András nigdy mu tego nie wybaczył.
— Rzucił się do zbiornika — wyszeptał Viktor z bólem gardła. — Zamknął klapę. Słyszałem, jak klika na kłódkę. Krzyczałem swoje imię, aż w końcu straciłem głos.
Marianna powiedziała jej wtedy, że sześcioletni chłopiec nalegał, żeby go odnaleziono.
— Dziecko?
— Máté Kovács. Sierota. Dyrektorka chce go zamknąć w zakładzie, bo uważa, że słyszy głosy.
Viktor zamknął oczy.
Kiedy je otworzył, jego oczy nie były już oczami słabego człowieka.
Były oczami kogoś, kto czuł dług w duszy.
Tego samego popołudnia, z kroplówką w ręku i bransoletką szpitalną na nadgarstku, Viktor pojawił się w Domu Dziecka Szent Luca w towarzystwie Laury i Marianny.
Dániel go zobaczył i był wstrząśnięty.
— Panie Horváth, powinien pan odpocząć.
Viktor spojrzał w stronę korytarza, gdzie ukrywał się Máté.
— Odpocznę, kiedy będę pewien, że dziecko, które uratowało mi życie, nie trafi na oddział psychiatryczny dla dzieci.
Laura wyjęła z torby niebieską teczkę.
— Oficjalnie zostaliśmy rodzicami zastępczymi dwa lata temu. Proces został przerwany z powodu choroby mojej mamy, ale nasza rejestracja jest nadal aktywna.
Beáta pojawiła się na końcu korytarza, blada ze złości.
— Nie mogą tu tak po prostu wejść i zakłócić pracy mojej placówki!
Viktor zrobił krok naprzód.
— Nie. Ale jutro rano złożę wniosek o pilną rewizję. A jeśli naprawdę chcesz wysłać do szpitala psychiatrycznego dziecko, które od początku mówiło prawdę, to będziesz miał sporo do wyjaśnienia.
Máté podniósł wzrok.
A odkąd przyjechał do tego domu, po raz pierwszy widział dorosłego, który był gotów o niego walczyć.
CZĘŚĆ 3
W poniedziałek rano Beáta Szalay pojawiła się w swoim gabinecie w nienagannym beżowym garniturze, niosąc przygotowane dossier, którym chciała przekonać komisję do natychmiastowego przeniesienia Máté Kovácsa.
Napisała w nim surowe, klinicznie brzmiące zdania:
Uporczywa skłonność do ucieczki.
Urojenia słuchowe.
Obsesyjna fiksacja na punkcie zakładów przemysłowych.
Ryzyko zagrożenia dla siebie i innych.
Ale zanim zdążyła rozpocząć spotkanie, drzwi się otworzyły.
Weszło dwóch inspektorów ds. ochrony dzieci: niezależny psychiatra dziecięcy, major policji Marianna Rácz, Dániel Róbert, Viktor Horváth i jego żona Laura.
Beáta nagle wstała.
— Co to znaczy?
Jeden z inspektorów ds. ochrony dzieci, stanowczy
Kobieta, Teréz Aguilár, położyła teczkę na stole.
— Przeniesienie Máté zostało wstrzymane.
— Prowadzę ten sierociniec.
— Właśnie dlatego tu jesteśmy, żeby przeanalizować wasze działania.
Beáta próbowała się uśmiechnąć.
— To dziecko potrzebuje leczenia. To, co stało się z panem Horváthem, nie zmieni jego stanu.
Viktor, wciąż słaby, zrobił powolny krok naprzód.
Na rękach miał siniaki, głos miał ochrypły, ale oczy mu nie drżały.
— Głos, który usłyszał Máté, należał do mnie.
W gabinecie zapadła cisza.
— Byłam zamknięta w tym pojemniku. Krzyczałam swoje imię i waliłam pięściami w metal, aż krew pociekła mi z ręki. Jeśli ten mały chłopiec nie będzie milczał, nawet jeśli wszyscy postanowicie go ignorować, moja żona wybierze dziś moją trumnę.
Beata przełknęła ślinę.
— Nie da się udowodnić, że on…
Marianna położyła oficjalny raport na stole.
— Tak, zrobił to. Chłopiec opisał zbiornik, położenie pokrywy, szyn i zawalony hol. Te informacje umożliwiły odnalezienie żywej zaginionej osoby. Wszystko to jest oficjalnie udokumentowane.
Następnie Máté został zabrany do małego pokoju, z dala od Beaty.
Psychiatra dziecięcy, dr Elena Kamocsai, siedziała naprzeciwko niego z notesem i kubkiem gorącej czekolady.
— Nie masz kłopotów, Máté. Chcę tylko zrozumieć, co słyszałeś.
Máté ściskał swojego pluszowego misia.
— Nie zawsze słyszałem głosy. Tylko wtedy, gdy podchodziłem do zbiornika. Najpierw rozległo się głośne pukanie. Potem usłyszałem, jak ktoś mówi: „Viktor”. Potem prawie nic nie mówił. Dlatego się bałem.
— Czy słyszysz teraz głosy w tym pokoju?
— Nie.
— Czy słyszysz kogoś, kiedy śpisz?
— Czasami śni mi się moja matka. Ale wiem, że to tylko sen.
Lekarz spojrzał na niego łagodnym wzrokiem, którego Máté się nie spodziewał.
— Dlaczego ciągle wracałeś do zbiornika?
Chłopak zniżył głos.
— Bo gdybym krzyczał i nikt by nie przyszedł, chciałbym, żeby ktoś mnie wysłuchał.
Lekarz musiał na chwilę zamknąć notes.
Dwie godziny później jego intencje stały się jasne.
Máté odczuwał głęboki smutek i objawy stresu pourazowego spowodowanego śmiercią rodziców, ale nie było żadnych oznak psychozy ani halucynacji.
Potrzebował terapii.
Stabilności.
I rodziny, która potrafi słuchać.
Nie odosobnienia.
Nie kary.
Nie okrutnych etykietek.
Ale śledztwo w sprawie ochrony dzieci ujawniło coś jeszcze gorszego.
Beáta Szalay zainicjowała również przeniesienie psychiatryczne kilkorga dzieci, które uważała za „trudne w opiece”.
Dzieci, które za dużo płakały.
Dzieci, które uciekły.
Dzieci, które moczyły się w nocy.
Dzieci, które po prostu potrzebowały więcej uwagi.
Kierując je do wyspecjalizowanych placówek, zwolniła miejsca i obniżyła koszty utrzymania domu dziecka.
To nie była ochrona.
To była selekcja administracyjna.
Beáta została zawieszona tego samego dnia.
Kilka tygodni później został zwolniony i oskarżony o zaniedbanie, znęcanie się w placówce i fałszowanie dokumentacji medycznej dzieci.
Kiedy opuścił sierociniec, dzieci obserwowały go w milczeniu przez okno.
Máté tam nie poszedł.
Siedział na podwórku z Dánielem, rysując dom.
W międzyczasie policja znalazła Andrása Molnára w tanim motelu niedaleko Peczu.
W jego plecaku znajdowały się pieniądze, fałszywy dowód osobisty i kluczyki do wynajętego vana.
Na początku wszystkiemu zaprzeczał.
Ale jego odciski palców znaleziono na łańcuchu zbiornika.
