Igor bezradnie usunął się z drogi, wpuszczając matkę do mieszkania. Lena wyszła z sypialni i zamarła, widząc teściową.
– Ja… chciałam porozmawiać – Galina Michajłowna po raz pierwszy spojrzała na synową bez wrogości. – Z wami obojgiem.
Przeszli do salonu. Galina Michajłowna usiadła w fotelu, splatając dłonie na kolanach.
– Dużo myślałam w tych dniach – zaczęła. – Wera ze mną rozmawiała i jeszcze… w sumie, zrozumiałam, że nie miałam racji.
Lena i Igor wymienili spojrzenia. Takiego obrotu spraw się nie spodziewali.
– Naprawdę bałam się stracić syna – ciągnęła Galina Michajłowna. – Jest mi jedyny, tyle w niego włożyłam… I gdy pojawiłaś się ty, Leno, ja… przestraszyłam się, że stanę się niepotrzebna.
– Mamo, nigdy nie będziesz niepotrzebna – powiedział łagodnie Igor.
– Teraz to rozumiem. Ale wtedy… Wydawało mi się, że mnie porzucasz. I zaczęłam walczyć. Głupio, prawda?
Zaśmiała się smutno.
– Wiecie, mam przyjaciółkę, Ninę. Ona też ma syna, który się ożenił. I ciągle mi mówiła – nie wtrącaj się, daj im żyć. A ja nie słuchałam. Myślałam, że jest obojętną matką. A okazało się, że jest mądra. Z synową mają świetne relacje, wnuki ją uwielbiają…
Galina Michajłowna podniosła oczy na Lenę.
– Wybacz mi, Leno. Zachowywałam się okropnie. Nazywałam cię „tą”, byłam bezczelna, poniżałam cię… Wstyd mi.
Lena nie wiedziała, co powiedzieć. Przez trzy lata przywykła do wrogości teściowej, a tu taki zwrot.
– Ja… rozumiem pani uczucia, Galino Michajłowno. Na pani miejscu pewnie też bym się martwiła.
– Nie usprawiedliwiaj mnie. Nie miałam racji. I chcę was oboje prosić o wybaczenie. A jeśli dacie mi szansę, postaram się zmienić.
– Oczywiście, mamo – Igor wstał i przytulił matkę. – Jesteśmy rodziną. Wszyscy jesteśmy rodziną.
Galina Michajłowna zaszlochała i przytuliła się do syna.
– Tak się bałam, że straciłam cię na zawsze…
– Nikt nikogo nie stracił – Lena też wstała i niepewnie położyła rękę na ramieniu teściowej. – Po prostu wszyscy potrzebowaliśmy czasu, żeby znaleźć równowagę.
Galina Michajłowna spojrzała na nią z łzami w oczach.
– Jesteś dobrą dziewczyną, Leno. I cieszę się, że mój syn ma taką żonę. Naprawdę się cieszę.
Siedzieli we troje, pili herbatę i rozmawiali. Po raz pierwszy od trzech lat – spokojnie, bez wyrzutów i oskarżeń.
– A propos waszego urlopu – powiedziała Galina Michajłowna. – Jedźcie, odpoczywajcie. Zasłużyliście. A ja… zajrzę tu od czasu do czasu, podleję kwiaty, jak trzeba.
– Dziękujemy, mamo – uśmiechnął się Igor.
– I jeszcze – Galina Michajłowna wyjęła z torebki kopertę. – To dla was. Na urlop.
– Mamo, nie trzeba – zaczął Igor, ale powstrzymała go gestem.
– Trzeba. Potraktujcie to jako moje przeprosiny. I… prezent ślubny. Spóźniony.
W kopercie było pięćdziesiąt tysięcy.
– Galino Michajłowno, to za dużo – zaprotestowała Lena.
– Nic nie jest za dużo. Tyle mi oddaliście przez te lata za pierwszy wkład. A ja… chcę, żebyście zaczęli od czystej karty. Bez długów wobec mnie.
Gdy teściowa wyszła, Lena i Igor długo siedzieli w objęciach na kanapie.
– Nie wierzę, że to się stało – powiedziała Lena.
– Ja też. Ale wiesz, cieszę się. Że tak się skończyło.
– Myślisz, że naprawdę się zmieni?
– Nie wiem. Ale spróbuje. I my musimy dać jej tę szansę.
Lena skinęła.
– Wiesz, może zaprosimy ją kiedyś na weekend? Gdy wrócimy z urlopu?
Igor spojrzał na żonę ze zdziwieniem.
– Mówisz poważnie?
– No, stara się. I jest twoją matką. Naszą rodziną.
Igor pocałował żonę.
– Dziękuję ci. Za cierpliwość, za zrozumienie. Za to, że nie kazałaś mi dokonywać ostatecznego wyboru.
– Nigdy nie kazałabym ci wybierać między mną a matką. To okrutne. Po prostu chciałam, żeby nas szanowano.
– I osiągnęłaś to.
– Osiągnęliśmy – poprawiła Lena. – Razem.
Trzy dni później polecieli do Turcji. Na lotnisku Galina Michajłowna przyszła ich pożegnać, przywiozła domowe pierożki na drogę i, nieśmiało, przytuliła synową na pożegnanie.
– Dobrego wypoczynku, dzieci. I… dbajcie o siebie nawzajem.
W samolocie Lena patrzyła w okno na oddalającą się ziemię i myślała o tym, że czasem trzeba przejść przez kryzys, żeby stać się prawdziwą rodziną. I że szacunku nie można wymusić – można go tylko zdobyć. Po obu stronach.
