Pewnego czwartku coś było nie tak
Restauracja była wyjątkowo zatłoczona.
Przechodziłam pomiędzy stolikami, zbierając talerze i donosząc kolejne zamówienia, kiedy spojrzałam w stronę Lance’a.
Od razu zauważyłam różnicę.
Nie tknął swojego tostu.
Siedział zupełnie nieruchomo.
Patrzył przez okno.
Dłonie trzymał złożone na kolanach.
Coś było nie tak.
Kiedy na chwilę zrobiło się spokojniej, podeszłam do jego stolika.
— Wszystko w porządku, Lance?
Podniósł na mnie wzrok.
I zobaczyłam w jego oczach coś, od czego ścisnęło mi się serce.
Stratę.
Głęboką, niewyobrażalną stratę, którą znałam aż za dobrze.
