— Czy można tęsknić za kimś, kogo nigdy się nie poznało?
Powiedziałam jej, że tak.
Potem William zmarł.
Nekrolog nazywał go ukochanym ojcem, dziadkiem, liderem społeczności i przyjacielem.
Długo patrzyłam na słowo **„dziadek”**.
Powinno tam być jeszcze pięć imion.
Pogrzeb wyznaczono na sobotę na rodzinnym cmentarzu Whitmore’ów.
Nie podjęłam decyzji od razu.
Przez dwie noce chodziłam po domu, gdy dzieci już spały.
Trzeciej nocy Ethan znalazł mnie przy kuchennym stole z listem Williama, nekrologiem i otwartym pudełkiem dokumentów.
— To on? — zapytał.
Kiwnęłam głową.
— Nasz dziadek?
— Tak.
— Wiedział o nas?
— Nie.
Ta odpowiedź zabolała dokładnie tak bardzo, jak zawsze się obawiałam.
Wtedy Ethan zapytał:
— Możemy pojechać?
Do śniadania cała piątka chciała uczestniczyć w pogrzebie.
Nie dlatego, że rozumiały kwestie spadku, reputacji czy kłamstwa Vanessy.
Chciały mieć prawdziwe miejsce, do którego należą.
Chciały dowodu, że połowa ich krwi nie jest tylko opowieścią.
Dlatego zaczęłam się przygotowywać.
