Ostatnia kropla
Wczoraj przyszli całą delegacją. Walentyna Pietrowna z balkonikiem, Nataszka z mężem, nawet Igor wziął wolne z pracy. „Wszyscy już postanowiliśmy” – zaczęła teściowa. „Przeprowadzasz się do mnie. Będziesz się opiekować, gotować, sprzątać. Wasze mieszkanie wynajmiecie – pieniądze pójdą na moje leczenie.” „A Masza? Zaraz idzie na studia!” „Pomieszka w akademiku! Nie jest z cukru, nie stopnieje!” Spojrzałam na Igora. Unikał wzroku. „Lena, no zrozum, mama potrzebuje pomocy…” „Nataszka nie potrzebuje pomocy?” – zwróciłam się do szwagierki. „Macie trzypokojowe mieszkanie, mąż biznesmen, dzieci już dorosłe!” „Mam pracę!” – oburzyła się. „Jestem dyrektorką salonu kosmetycznego!” „Który pracuje trzy dni w tygodniu?” „Jesteś zobowiązana!” – teściowa uderzyła balkonikiem o podłogę. „To ja was z Igorem połączyłam! To ja was z tej dziury wyciągnęłam! Gdyby nie ja…”
Moment przełomu
„Gdyby nie pani, dawno bym się rozwiodła!” – słowa wyrwały się same. „Ale znosiłam! Dla Igora, dla Maszy! Połykałam pani obelgi, upokorzenia, chamstwo!” „Jak śmiesz…” „Śmiem wszystko! Zniszczyła mi pani życie! Ale wie pani co? Dość!” Wyjęłam telefon, otworzyłam aplikację bankową. „Widzi pani? To moje konto. Cztery miliony. Zarobiłam sama, opiekując się pańskim synem-cukrzykiem. Przelewami, projektami, nocami bez snu! A teraz uwaga!” Otworzyłam inną aplikację. „To umowa kupna-sprzedaży. Kupiłam mieszkanie. Na swoje nazwisko. Jutro wprowadzam się tam z Maszą.” Igor podskoczył: „Lena, co ty? Nie rozmawialiśmy o tym…” „A co tu rozmawiać? Milczałeś dwadzieścia lat, gdy twoja matka mnie upokarzała. Milcz dalej. Z mamą.” „Nie waż się!” – Walentyna Pietrowna zachwiała się na balkoniku. „Igor, zabronij jej!” „Za późno na zakazy. Pozew o rozwód też już złożyłam. Dokumenty u adwokata.” Nataszka pisnęła: „Ty wyrachowana ścierwo! Tylko dla pieniędzy się trzymałaś!” „Nie, kochanie. Dla pieniędzy dawno bym odeszła. Trzymałam się z miłości. Ale ona skończyła się wczoraj, gdy twój brat nie stanął w obronie własnej córki.” Skierowałam się do drzwi. Walentyna Pietrowna próbowała zagrodzić mi drogę balkonikiem. „Stój! Jesteś zobowiązana! Dałam ci życie w mieście!” „Nie, Walentyno Pietrowno. Dała mi pani dwadzieścia lat piekła. A życie sama sobie zorganizowałam.”
Wieczorem Igor wysłał SMS: „Mama upadła, zabrali ją do szpitala. Jesteś zadowolona?” Odpisałam: „Niech Nataszka dyżuruje. Przecież ma dorosłe dzieci.” Więcej nie pisał. Dziś rano adwokat poinformował – Igor zgadza się na rozwód bez podziału majątku. Walentyna Pietrowna wprowadza się do Nataszki. Sprawiedliwość czasem przychodzi. Wystarczy tylko dwadzieścia lat i cztery miliony na koncie.
