— Przecież złożyłeś pozew o rozwód. Dlaczego więc miałabym pomagać twojej rodzinie? — rzuciła Nastia.
Ilja pojawił się w kuchni z prośbą, której Nastia zupełnie się nie spodziewała. Chciał, żeby odwiedziła jego matkę w szpitalu. Tłumaczył, że sam ma teraz mnóstwo pracy i zwyczajnie nie jest w stanie wszystkim się zająć.
Problem polegał na tym, że jego matka przez ostatnie trzy lata traktowała Nastię jak kogoś obcego. Nazywała ją „tymczasową”, wszczynała awantury i nigdy nie dawała jej poczuć, że naprawdę należy do rodziny.
Teraz sytuacja nagle się zmieniła. Ilja uznał, że skoro Nastia mieszka w pobliżu szpitala, powinna pomóc jego matce. Zachowywał się tak, jakby było to czymś oczywistym i wynikało z jej obowiązków.
Tyle że kilka dni wcześniej sam złożył pozew o rozwód.
Prośba, która zabrzmiała jak obowiązek
Nastia przez chwilę patrzyła na męża, próbując zrozumieć jego sposób myślenia. Ilja chciał zakończyć ich małżeństwo, ale jednocześnie oczekiwał, że ona nadal będzie wykonywała obowiązki, które przypisywał żonie.
Nie zamierzała urządzać kolejnej awantury. Odpowiedziała spokojnie, ale stanowczo:
— Prosisz, żebym nadal odgrywała rolę żony, kiedy jest ci to wygodne.
Te słowa jasno określały granicę, której Nastia nie chciała już przekraczać. Nie zamierzała być osobą, po którą Ilja sięgał wtedy, gdy potrzebował pomocy, a od której odsuwał się, gdy sytuacja stawała się trudna.
Nie oznaczało to jednak, że całkowicie zignorowała sytuację jego matki.
Nastia zgodziła się pojechać do szpitala jeden raz. Chciała sprawdzić, czego kobieta potrzebuje, i pomóc zorganizować najpilniejsze sprawy. Jednocześnie od razu uprzedziła Ilję, że na tym jej pomoc się skończy.
Dalsza opieka nad matką miała należeć do niego.
Nie była to już odpowiedzialność Nasti.
Jedna wizyta i jasno postawiona granica
Decyzja Nasti nie wynikała z chęci zemsty. Nie próbowała ukarać Ilji ani jego matki. Chciała jedynie przestać funkcjonować w układzie, w którym inni oczekiwali od niej poświęcenia niezależnie od tego, jak sami ją traktowali.
Dlatego pojechała do szpitala zgodnie z obietnicą.
Spodziewała się chłodnego przyjęcia. Przez trzy lata zdążyła przyzwyczaić się do dystansu i wyniosłego zachowania teściowej. Tym razem jednak zobaczyła zupełnie inną kobietę.
Teściowa wyglądała na zmęczoną i wyraźnie osłabioną. Nie było w niej zwykłej pewności siebie ani chłodu, z którym Nastia spotykała się wcześniej.
Kiedy zobaczyła synową, odezwała się cicho:
— Czyli jednak cię poprosił…
Po chwili dodała coś, czego Nastia nigdy wcześniej od niej nie usłyszała.
— Chyba nie byłam wobec ciebie sprawiedliwa.
Nastia nie odpowiedziała od razu. Przez lata między nimi narosło zbyt wiele napięcia, aby jedno zdanie mogło nagle wszystko naprawić. Mimo to samo przyznanie się teściowej do błędu było czymś zupełnie nowym.
