Kobieta z wiedeńskiej fundacji nazywała się Anna Leitner.
— Mamy wyniki badań DNA, dokumenty szpitalne i zeznanie pielęgniarki — powiedziała. — Pani biologiczna matka żyje. Ojciec zmarł trzy lata temu, nie doczekawszy spotkania.
Usiadłam na zimnej podłodze balkonu.
— Dlaczego wychowałam się w domu dziecka?
— W 1992 roku pani matka urodziła bliźnięta w prywatnej klinice pod Warszawą. Powiedziano jej, że jedno dziecko zmarło. Pani została wpisana do dokumentacji jako noworodek pozostawiony anonimowo.
— Kto prowadził klinikę?
Anna zawahała się.
— Ojciec pani męża, profesor Henryk Król.
Zamknęłam oczy.
Przez trzydzieści cztery lata rodzina Sebastiana wiedziała więcej o moim pochodzeniu niż ja.
— Dlaczego mnie zabrano?
— Nie mamy jeszcze pełnej odpowiedzi. Pani rodzice byli wtedy obywatelami Polski i Austrii. Toczył się spór o spadek po dziadku pani matki. Ktoś zapłacił za zmianę dokumentacji.
— Moja siostra żyje?
— Tak. Ma na imię Natalia. To dzięki jej badaniu genealogicznemu odnaleziono pani profil DNA.
— Chcę z nimi porozmawiać.
— Zorganizujemy połączenie jutro. Proszę jednak nikomu nie mówić, że pani wie. W Warszawie trwa zabezpieczanie archiwów.
Rano zachowywałam się tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Przyjęłam od Sebastiana butelkę tabletek. Zamiast je połknąć, wkładałam każdą do małego woreczka dowodowego.
Kiedy wyszedł do pracy, zadzwoniłam do doktor Radeckiej, niezależnej kancelarii prawnej oraz licencjonowanego detektywa.
Mecenas Zofia Milewska wysłuchała wszystkiego bez przerywania.
— Najpierw zabezpieczamy pani zdrowie, majątek i możliwość podejmowania decyzji — powiedziała. — Czy mąż ma pełnomocnictwa do pani rachunków?
— Tak. Podpisywałam dokumenty po ślubie.
— Dzisiaj je odwołamy.
— Rodzina Królów kontroluje klinikę, część banku inwestycyjnego i fundację, przez którą prowadzono adopcję.
— W takim razie działamy poza ich siecią.
Jeszcze tego samego dnia zmieniłam testament. Wcześniej cały majątek miał przejść na Maksa.
Sebastian doskonale o tym wiedział.
Pochodziłam z domu dziecka, lecz po osiągnięciu pełnoletności otrzymałam niespodziewany zapis testamentowy od człowieka przedstawionego mi jako anonimowy darczyńca. Dzięki tym pieniądzom ukończyłam studia i kupiłam pierwsze udziały w spółkach medycznych.
Teraz podejrzewałam, że darczyńcą był ktoś z mojej biologicznej rodziny.
Nazajutrz był dziewiąty dzień miesiąca.
Sebastian ubrał Maksa w granatową marynarkę.
— Jedziemy do dziadków — powiedział.
— Mogę pojechać z wami?
Zatrzymał się.
— Ostatnio źle się czujesz. Odpocznij.
— Dawno nie widziałam twoich rodziców.
— Ojciec ma ważne spotkanie, a mama jedzie na rehabilitację. Wrócimy wieczorem.
Pocałował mnie w czoło.
— Weź tabletkę.
— Oczywiście.
Poczekałam, aż samochód zniknie za bramą.
Detektyw, Paweł Nowak, czekał przecznicę dalej. Pojechaliśmy za nimi do starej willi w Zalesiu Górnym.
Sebastian zaparkował od strony ogrodu. Drzwi otworzyła Weronika, jego młodsza siostra.
Nie była matką Maksa.
Przy stole siedziała kobieta, której nigdy wcześniej nie widziałam. Miała około trzydziestu pięciu lat, ciemne włosy i tę samą małą bliznę nad brwią co chłopiec.
Maks wbiegł do domu.
— Mamo!
Kobieta uklękła i objęła go.
Sebastian pocałował ją w policzek.
Wyglądali jak rodzina, którą tworzyli od lat.
Paweł ustawił kamerę z teleobiektywem. Mikrofon kierunkowy rejestrował rozmowę przy uchylonym oknie.
— Kiedy wreszcie zabierzesz go od niej? — zapytała kobieta.
— Karolina, nie zaczynaj znowu — odpowiedział Sebastian. — Alicja nadal jest potrzebna.
— Maks coraz bardziej jej nie znosi.
— To dobrze. Nie przywiąże się za mocno.
— Obiecałeś, że po przejęciu funduszu mieszkaniowego i udziałów rozwiedziesz się z nią.
Weronika postawiła na stole wino.
— Nie możecie działać zbyt szybko. Alicja jest jedyną osobą uprawnioną do aktywów zapisanych przez Austriaków.
Wstrzymałam oddech.
Sebastian wiedział o mojej rodzinie.
— Jak długo jeszcze mamy czekać? — zapytała Karolina. — Siedem lat podajecie jej tabletki.
— Ojciec szuka rozwiązania — odpowiedział. — Jeżeli potwierdzi się, że fundacja w Wiedniu ją znalazła, musimy przejąć jej pełnomocnictwa, zanim dowie się o spadku.
— A jeśli już wie?
Sebastian nalał sobie wina.
— Alicja ufa mi bardziej niż własnym oczom.
Paweł ściszył nagranie.
— Mamy wystarczająco dużo, żeby wykazać spisek majątkowy — szepnął. — Ale potrzebujemy dokumentów z kliniki.
Wtedy do pokoju wszedł profesor Henryk Król.
— Jutro doktor Kwiecień wystawi opinię o niestabilności emocjonalnej Alicji — powiedział. — Po jej dawnym samookaleczeniu będzie łatwo wykazać ryzyko dla niej i dziecka.
— Jakiego dziecka? — zapytała Karolina.
— Maksa. W dokumentach jest jego matką adopcyjną. Jeżeli uznamy ją za niestabilną, Sebastian przejmie pełną kontrolę nad jego majątkiem.
Maks siedział przy stole i jadł ciasto, słuchając, jak dorośli planują odebrać mi prawo do życia.
— A dokumenty dotyczące jej urodzenia? — zapytała Weronika.
Profesor machnął ręką.
— Stare archiwum zostanie jutro zutylizowane. Bez oryginałów Austriacy będą mieli tylko test DNA i opowieść starej pielęgniarki.
Paweł spojrzał na mnie.
— Musimy powiadomić prokuraturę natychmiast.
Zadzwoniliśmy do mecenas Milewskiej. Jeszcze tego samego wieczoru złożyła zawiadomienie dotyczące niszczenia dokumentacji medycznej, fałszowania wyników i podawania mi leków bez zgody.
Prokurator wystąpił o pilne zabezpieczenie archiwum Król Med.
Nie wróciłam od razu do domu.
Pojechałam do kancelarii i połączyłam się z Wiedniem.
Na ekranie pojawiła się starsza kobieta o moich oczach.
Obok niej siedziała Natalia.
