Swietłana spojrzała na zegar w telefonie – była wpół do drugiej w nocy. Dmitrij już spał, rozrzuciwszy ręce na kołdrze. Jutro znów wczesne wstawanie, znów praca, znów wieczór w tym ciasnym jednopokojowym mieszkaniu. Rok temu wprowadzili się tu z nadzieją, że to tymczasowe – tylko na pół roku, maksymalnie dziewięć miesięcy. Ale czas mijał, a mieszkanie jakby przykleiło się do nich.
Każdego dwudziestego piątego dnia miesiąca Dmitrij przelewał właścicielce trzydzieści dwa tysiące rubli. To była prawie połowa jego pensji. Swietłana zarabiała nieco mniej od męża, pracując jako menedżerka w małej firmie budowlanej. Pieniądze wypływały przez palce – czynsz, rachunki, jedzenie, dojazdy. Odkładać udawało się najwyżej dziesięć tysięcy miesięcznie. Przez rok uzbierali sto dwadzieścia tysięcy. To nie wystarczało nawet na pierwszy wkład na kredyt hipoteczny.
Swietłana przewracała się z boku na bok, próbując zasnąć, ale myśli nie dawały jej spokoju. Chciała mieć własny kąt, gdzie mogłaby ustawić meble według własnego gustu, powiesić tapety, zawiesić na ścianie duży obraz. Tu nawet bali się wbić gwóźdź – właścicielka mogłaby zażądać odszkodowania za uszkodzenie mienia.
Rano zadzwonił telefon, gdy Swietłana myła naczynia po śniadaniu. Na ekranie pojawiło się imię ojca – Włodzimierz Siergiejewicz.
– Tato, cześć – odpowiedziała Swietłana, przyciskając telefon ramieniem i kontynuując płukanie talerza.
– Swieta, muszę się z tobą spotkać – głos ojca brzmiał podekscytowany. – Dasz radę dziś wieczorem?
Swietłana zmarszczyła brwi. Ojciec rzadko dzwonił bez powodu, a jeśli już, to zwykle przekazywał nowiny krótko, bez zbędnych emocji.
– Mogę. Coś się stało?
– Później ci opowiem. Przyjedź do mnie po pracy, dobrze?
Przez cały dzień Swietłana zastanawiała się, co mogło się wydarzyć. Ojciec nie należał do osób, które lubią dramatyzować, ale w jego głosie słychać było coś niezwykłego. Może problemy ze zdrowiem? Albo kłopoty w pracy?
Wieczorem Swietłana weszła na czwarte piętro starego pięciopiętrowego bloku, gdzie ojciec mieszkał od ostatnich dwudziestu lat. Włodzimierz Siergiejewicz otworzył drzwi natychmiast, gdy tylko nacisnęła dzwonek.
– Wejdź – ojciec odsunął się, przepuszczając córkę do środka.
Swietłana rozzuła się, przeszła do kuchni i usiadła w swoim zwykłym miejscu przy oknie. Włodzimierz Siergiejewicz postawił na stole czajnik i odwrócił się do córki.
– Poznałem kobietę – zaczął ojciec, patrząc gdzieś w bok. – Nazywa się Ludmiła. Poznaliśmy się przez internet, mieszka w Tule. Zdecydowaliśmy… cóż, krótko mówiąc, przeprowadzam się do niej.
Swietłana mrugnęła, przetrawiając usłyszane.
– Przeprowadzasz się? Na stałe?
– Tak – Włodzimierz Siergiejewicz skinął głową i nalał wrzątku do filiżanek. – Tu już nic mnie nie trzyma. Praca mi się znudziła, znajomi się porozjeżdżali. A Ludmiła… jest dobra. Pasujemy do siebie.
Swietłana odchyliła się na oparcie krzesła, próbując ogarnąć nowinę. Ojciec nigdy nie był samotnym człowiekiem, ale od rozwodu z matką minęło już osiem lat i Swietłana przyzwyczaiła się myśleć, że Włodzimierz Siergiejewicz pozostanie kawalerem.
– No to… świetnie, chyba – powiedziała ostrożnie Swietłana. – Gratuluję.
– Dziękuję – ojciec uśmiechnął się i usiadł naprzeciwko. – A co do mieszkania – chcę ci je zostawić. Przepiszę na ciebie darowiznę, zrobimy wszystko oficjalnie. Ty i Dima potrzebujecie własnego lokum, a ja zacznę tam wszystko od nowa.
Swietłana zamarła z filiżanką w ręku.
– Tato, mówisz poważnie?
– Absolutnie – Włodzimierz Siergiejewicz skinął głową. – Mieszkanie jest trzypokojowe, w dobrym stanie. Oczywiście remont dawno nie był robiony, ale można w nim mieszkać. Będziesz miała gdzie się rozwinąć.
Swietłana postawiła filiżankę na stole i przytuliła ojca.
– Dziękuję, tato. To… nie wiem nawet, co powiedzieć.
– Nie musisz nic mówić – Włodzimierz Siergiejewicz poklepał córkę po plecach. – Po prostu mieszkajcie i cieszcie się.
Nowy dom i pierwsze plany
Wieczorem Swietłana opowiedziała mężowi o rozmowie z ojcem. Dmitrij siedział na kanapie, wpatrzony w telewizor, ale gdy usłyszał o mieszkaniu, wyłączył dźwięk i odwrócił się do żony.
– Trzypokojowe? – zapytał, szeroko otwierając oczy.
– Tak – Swietłana skinęła, nie kryjąc uśmiechu. – Wyobrażasz sobie? Nie będziemy już wynajmować! Będziemy mieli własne mieszkanie!
Dmitrij zerwał się z kanapy i przytulił żonę.
– To niesamowite! Kiedy możemy się wprowadzić?
– Tata mówił, że zacznie załatwiać dokumenty w przyszłym tygodniu. Zanim wszystko przejdzie, miną pewnie ze dwa miesiące. Ale potem mieszkanie będzie nasze.
