Kilka dni później Włodzimierz Siergiejewicz pokazał młodej parze mieszkanie. Swietłana szła korytarzem, przyglądając się starym tapetom w kwiaty, i czuła, jak w środku rozlewa się ciepło. Pachniało tu dzieciństwem – ojciec prawie nic nie zmienił od czasu, gdy po rozwodzie wyprowadziła się matka Swietłany.
– To salon – Włodzimierz Siergiejewicz otworzył drzwi do dużego pokoju z dwoma oknami. – Dwadzieścia dwa metry. Można postawić kanapę, telewizor, szafę – wszystko się zmieści.
Dmitrij przeszedł po pokoju, postukując kostkami palców o ściany.
– Tapety trzeba zmienić, ale ogólnie nieźle – mruknął.
Swietłana zajrzała do sypialni. Pokój mniejszy, około piętnastu metrów, ale przytulny. Okno wychodziło na podwórko, gdzie rosły stare topole. Obok znajdowała się kolejna sypialnia, nieco większa od pierwszej.
– Tu można zrobić pokój dziecięcy – powiedziała marzycielsko Swietłana, gładząc ościeżnicę.
Dmitrij objął ją ramieniem.
– Z czasem – odpowiedział cicho. – Najpierw się urządzimy.
Kuchnia okazała się przestronna, z dużym oknem i starym, ale solidnym meblościanką. Włodzimierz Siergiejewicz odkręcił kran, pokazując, że woda leci prawidłowo, bez przerw.
– Kuchenka działa, lodówka też – ojciec zakręcił kran i otarł ręce o ręcznik. – Z Ludmiłą kupimy wszystko nowe, niczego stąd nie zabieram.
Swietłana i Dmitrij spojrzeli na siebie. Mieszkanie było o wiele lepsze, niż mogli marzyć. Oczywiście remont był potrzebny, ale to drobiazg w porównaniu z tym, że nie będą już musieli płacić za wynajem.
– Zaczniemy od tapet – zdecydował Dmitrij, gdy wrócili do wynajmowanego mieszkania. – Sufity wybielimy, ściany pomalujemy. W miesiąc damy radę.
Swietłana skinęła, wyjmując z torby notes.
– Trzeba zrobić listę materiałów. Tapety, farba, szpachla…
Siedzieli do późna, planując remont i szacując budżet. Dmitrij zaproponował, by wziąć urlop, żeby szybciej wszystko skończyć. Swietłana się zgodziła – im szybciej się wprowadzą, tym lepiej.
Równolegle z remontem Swietłana zaczęła zbierać dokumenty do formalnego przejęcia mieszkania. Włodzimierz Siergiejewicz najpierw chciał przepisać je na córkę w formie spadku, ale ostatecznie zdecydował się na darowiznę, by uprościć procedurę. Swietłana chodziła do notariusza, stała w kolejkach w wydziale rejestracji, zbierała zaświadczenia z biura technicznego.
– Czemu to tyle trwa? – narzekała Swietłana do przyjaciółki przez telefon, stojąc w kolejce do notariusza. – Już trzeci tydzień noszę te papiery.
