Larisa powoli otworzyła drzwi. Teściowa wyglądała inaczej niż zwykle. Włosy nie były ułożone tak nienagannie, jak zawsze, a na twarzy miała zmęczenie.
— Walentino Siergiejewno? Coś się stało? Andrieja nie ma w domu.
— Przyszłam do ciebie. — Teściowa wyciągnęła bukiet. — Mogę wejść?
Larisa przepuściła ją do przedpokoju i wzięła kwiaty. Białe róże. Drogie, piękne. Walentina Siergiejewna nigdy wcześniej nie dawała jej kwiatów.
— Proszę do kuchni. Napije się pani herbaty?
— Dziękuję.
Usiadły przy stole w milczeniu. Larisa nastawiła czajnik i rozłożyła filiżanki. Walentina Siergiejewna siedziała prosto, z rękami złożonymi na kolanach.
— Andriej powiedział mi, że nie chcesz pomóc przy jubileuszu — odezwała się w końcu.
— Tak właśnie jest.
— Mogę wiedzieć dlaczego?
Larisa zatrzymała się na środku kuchni.
— Poważnie? Naprawdę pani nie rozumie?
Walentina Siergiejewna milczała.
— Dobrze. — Larisa usiadła naprzeciwko. — Siedem lat, Walentino Siergiejewno. Przez siedem lat daje mi pani do zrozumienia, że jestem tu obca. Że nie zasługuję na pani syna. Że jestem złą żoną, złą kobietą, w ogóle złym człowiekiem. I teraz chce pani, żebym za darmo gotowała dla pani gości?
— Nigdy nie mówiłam, że jesteś złym człowiekiem.
— Nie mówiła pani? — Larisa wstała, otworzyła szufladę stołu i wyjęła mały notes. — Prowadzę dziennik naszych „rozmów”. „Larisa nie umie gotować jak normalne żony”. „Larisa za dużo pracuje i zapomina o rodzinie”. „W porządnych rodzinach żony nie zarabiają więcej niż mężowie”. „Larisa ubiera się wyzywająco”. Mam czytać dalej?
Walentina Siergiejewna pobladła.
— Ja… Nie sądziłam, że tak to odbierasz.
— A jak miałam to odbierać?
Czajnik zagwizdał. Larisa zaparzyła herbatę i postawiła filiżankę przed teściową.
— Lariso, przyszłam prosić o pomoc. — Głos Walentiny Siergiejewny zadrżał. — Naprawdę zaprosiłam dużo osób i teraz nie wiem, jak to wszystko zorganizować. Jeśli mi nie pomożesz, będę musiała wszystko odwołać. A ja od tylu lat marzyłam o tym święcie. Że zbiorę wszystkich przy jednym stole
