„Boria, zwariowałaś? Natychmiast stąd wynoś się!” Ałła uszczypnęła nos pachnącym rękawem szlafroka. „Śmierdzi jak w piwnicy!”
W lśniącym korytarzu wiejskiego domu, gdzie jedna płytka kosztowała tyle, co remont przeciętnego mieszkania, stał mężczyzna w skrajnie zaniedbanym stanie. Splątana broda, ciężki zapach mocnych trunków i niemytych części ciała, kurtka, która wydawała się sztywna od oleju napędowego.
Borys, właściciel sieci warsztatów samochodowych, spokojnie zdjął płaszcz, ignorując protesty żony.
„Ałła, nie krzycz. To Michaił. I zostanie tutaj.”
„Tu?! W domu, gdzie leży twój syn?!”. Jej głos drżał z oburzenia. „Denis jest wyczerpany, a ty przynosisz niehigieniczne rzeczy! Wzywam natychmiast ochronę!”
„Oczyściłem go, zostanie z Denisem” – oświadczył surowo mąż, prowadząc włóczęgę do domu. „Bez dyskusji”. Poprzednich pięciu pomocników uciekło w ciągu tygodnia. Zobaczymy, jak Denis sobie z nim poradzi.
Michaił milczał. Stał z pochyloną głową i tylko intensywne, ciężkie spojrzenie spod krzaczastych brwi zdradzało, że był kimś więcej niż tylko bezdomnym. W tym spojrzeniu była wola. Zapomniana, ale jednak wola.
Boris znalazł go na autostradzie. Widział mężczyznę, jak w pojedynkę unieszkodliwia trzech napastników, którzy próbowali ukraść ładunek kierowcy ciężarówki. Unieszkodliwił ich po cichu, profesjonalnie, bez zbędnych ruchów. Boris zatrzymał się i zaoferował pomoc, ale mężczyzna poprosił jedynie o światło i podwózkę do miasta.
„Nina!” – zawołał Boris.
Gosposia wyszła z kuchni. Pulchna, spokojna kobieta około pięćdziesiątki, która od dziesięciu lat była „jedną z domowników”. Zacisnęła usta z obrzydzeniem na widok gościa.
„Zabierz mnie do pensjonatu”. Niech się umyje i pozbędzie ubrań. Daj mu moje stare dresy. I nakarm go.
Przedstawienie się z mężczyzną, którym się opiekował, od początku nie poszło dobrze.
Pokój Denisa przypominał kryptę. Zasłony były zaciągnięte, a w powietrzu unosił się ciężki zapach leków i przygnębienia. Miał dwadzieścia lat. Sześć miesięcy temu miał wypadek na quadzie. Poważne obrażenia miał już za sobą, jego ciało wyzdrowiało, ale był psychicznie zablokowany. Lekarze wzruszyli ramionami: „On nie chce się ruszać”. Leżał tam, nienawidząc świata.
„Wynoś się stąd” – mruknął Denis, nie odwracając się od ściany. „Czy twój ojciec przyprowadził kolejnego asystenta?”
Michaił, teraz ogolony i ubrany w za duży dres, cicho podszedł do okna i z hukiem odsunął zasłony.
„Światło razi w oczy!” – krzyknął mężczyzna. „Głuchy jesteś?!”.
„Osłabłeś?” Głos Michaiła był ochrypły. „Wstań i zamknij drzwi”.
„Nie mogę chodzić!”
„Jesteś leniwy” – warknął spokojnie Michaił, siadając na krześle i wyjmując jabłko. „Masz siłę. Masz potencjał. Ale brakuje ci silnej woli. Wola jest zerwana”.
Kubek z wodą poleciał w stronę Michaiła. Uchylił się, wciąż żując.
„Słaby. Rzuć więcej. Gniew jest dobry. Gniew to paliwo”.
Ałła, która podsłuchiwała pod drzwiami, pobiegła do gabinetu męża:
„On znęca się nad chłopakiem! Borya, wyrzuć go!”
„Nie wyrzucę go” – Borys ze zmęczeniem przetarł oczy. „Denis potrzebuje mężczyzny, a nie niani. Niech się kłócą. Może zechce tak żyć”.
Dwa tygodnie później atmosfera w domu się zmieniła. Michaił stał się cieniem Denisa. Nie dawał mu wody – kazał mu się rozciągać. Nie pchał wózka – zmuszał ręce do pracy, aż bolały.
„No, do roboty!” – zażądał Michaił, gdy Denis, mokry od wysiłku, próbował pokonać pochyłość w ogrodzie. „A może po prostu zostaniesz na tym krześle?”
„Nienawidzę cię!” – wydyszał chłopiec, ściskając obręcze kół.
„Ja też. Do roboty”.
