– Podpisz to i nie rób scen – powiedział Ethan, rzucając teczkę na kuchenny blat, kiedy Claire ledwo trzymała się na nogach.
Gorączka rozmazywała jej obraz. Przed chwilą uderzenie przyszło tak nagle, że przed oczami błysnęła jej biel. Oparła się dłonią o blat, drżąc pod dwoma grubymi swetrami.
Po drugiej stronie kuchni Ethan patrzył na pusty stół w jadalni tak, jakby dopuściła się czegoś niewybaczalnego.
– Mam czterdzieści stopni – wyszeptała Claire. – Lekarz kazał mi nie wstawać z łóżka.
Ethan spojrzał na termometr leżący obok lekarstw, po czym strącił go na podłogę.
– Pracuję cały dzień – powiedział lodowato. – Mogłabyś przynajmniej przygotować kolację.
Jego matka, Patricia, siedziała niedaleko w drogim jedwabnym szlafroku i stukała wypielęgnowanym paznokciem w pusty talerz.
– Mówiłam ci, że jest bezużyteczna – rzuciła. – Po co komu żona, która nie potrafi nawet podać posiłku?
Claire paliły stawy, a każdy oddech ciążył jej w płucach. Żadne z nich nie zapytało, czy piła wodę. Żadne nie sprawdziło, czy wzięła leki. Żadne nie zaproponowało, że zawiezie ją do szpitala.
Zamiast tego Ethan otworzył aktówkę i położył na blacie teczkę.
