– Marino, kochanie, czy naprawdę musisz jechać w tę podróż służbową akurat w ten weekend? – teściowa Galina Pawłowna siedziała w kuchni, mieszając herbatę i starannie unikając wzroku synowej.
Marina zdziwiona uniosła głowę znad laptopa. Przez trzy lata wspólnego życia z Igorem jego matka nigdy nie interesowała się jej wyjazdami służbowymi.
– Tak, Galino Pawłowna, klienci z Moskwy specjalnie wyznaczyli te dni na spotkanie. A co się dzieje?
Teściowa wzruszyła ramionami, wciąż mieszając dawno wystygłą herbatę.
– Tylko pytam. Igorek wspominał, że ostatnio często wyjeżdżasz.
Marina zmarszczyła brwi. Coś w głosie teściowej ją zaniepokoiło. Zazwyczaj Galina Pawłowna cieszyła się z każdej okazji, by zostać z synem sam na sam, a tu nagle zainteresowała się wyjazdem służbowym.
– Igor! – zawołała Marina męża, który siedział w salonie. – Możesz podejść na chwilę?
Igor pojawił się w drzwiach kuchni z napiętym uśmiechem.
– Co się stało?
– Twoja mama pyta o moją podróż służbową. Mówiłeś jej coś?
Igor wymienił spojrzenia z matką, a Marina wychwyciła tę szybką wymianę spojrzeń.
– Po prostu wspomniałem, że wyjeżdżasz. Mama będzie u nas w weekend, więc zapytała.
– U nas? – Marina zwróciła się do teściowej. – Zostaje pani na weekend?
Galina Pawłowna skinęła głową, nie podnosząc wzroku znad filiżanki.
– Igorek zaprosił. Powiedział, że będzie mu smutno samemu, gdy ciebie nie ma.
Marina poczuła, jak narasta w niej irytacja. Mąż nie uprzedził jej o wizycie matki, choć wiedział, jak stosunek do długich wizyt teściowej.
– Igor, możesz na dwa słowa? – wstała od stołu.
W sypialni Marina zamknęła drzwi i zwróciła się do męża.
– Dlaczego nie powiedziałeś, że twoja mama zostaje na weekend?
– Zapomniałem – Igor wzruszył ramionami. – Jaka różnica? I tak wyjeżdżasz.
– Różnica jest taka, że to nasze mieszkanie i mam prawo wiedzieć, kto w nim będzie!
– Mar, to moja mama, a nie obca osoba!
Marina wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić.
– Nie o to chodzi. Po prostu dziwne, że oboje tak się interesujecie moim wyjazdem. Jakbyście czekali, aż wyjadę.
– Nie wymyślaj! – Igor odwrócił się do okna. – Mama po prostu chce spędzić ze mną czas. Co w tym złego?
W tym momencie jego telefon zawibrował. Igor szybko spojrzał na ekran i włożył telefon do kieszeni, ale Marina zdążyła dostrzec nazwę nadawcy – ciocia Luda, siostra Galiny Pawłowny.
– Ciocia Luda też będzie? – zapytała wprost.
Igor zawahał się.
– Może wpadnie w odwiedziny. Dawno się z mamą nie widziały.
– I kto jeszcze „wpadnie”? – Marina skrzyżowała ręce na piersi.
– Nikt! Co to za przesłuchanie?
Marina uważnie spojrzała na męża. Wyraźnie denerwował się, przestępując z nogi na nogę.
– Igor, co ukrywasz?
– Nic nie ukrywamy! – machnął zirytowany ręką. – Jedź spokojnie w podróż, a my tu z mamą posiedzimy, porozmawiamy.
Wracając do kuchni, Marina zastała teściową przy rozmowie telefonicznej.
– Tak, w sobotę… Nie, wyjeżdża rano… Oczywiście, wszystko gotowe… – na widok synowej Galina Pawłowna szybko zakończyła rozmowę. – No to wszystko, oddzwonimy!
– Z kim to pani rozmawiała? – zainteresowała się Marina, siadając przy stole.
– Z koleżanką – teściowa machnęła nieokreślenie ręką. – Umawiałam się na spotkanie.
Marina skinęła głową, udając, że uwierzyła. Ale wewnętrzny głos podpowiadał: coś tu jest nie tak.
Wieczorem, gdy teściowa poszła do siebie, a Igor zasiadł przed telewizorem, Marina postanowiła przeprowadzić małe śledztwo. Weszła do łazienki i udała, że bierze prysznic, a sama nasłuchiwała rozmowy męża przez telefon.
– Tak, mamo, wszystko zgodnie z planem… Nie, niczego nie podejrzewa… W sobotę rano wyjedzie… Tak, pamiętam o dokumentach…
Dokumenty? Marina napięła się. Jakie dokumenty?
Wyszła z łazienki, udając, że nic nie słyszała.
– Igorze, pomyślałam… Może odwołam tę podróż? Klienci zrozumieją, jeśli przełożymy na przyszły tydzień.
Mąż zerwał się z kanapy.
– Po co? Przecież się przygotowywałaś! I prezentacja gotowa!
– Po prostu jestem zmęczona. Chciałabym spędzić weekend w domu – Marina uważnie obserwowała jego reakcję.
– Nie, nie możesz! – Igor wyraźnie spanikował. – Nie możesz odwołać! To przecież ważni klienci! Twój szef będzie niezadowolony!
– Skąd troska o mojego szefa? – Marina zmrużyła oczy.
– Po prostu… Sama mówiłaś, że ta transakcja jest ważna dla firmy!
Marina skinęła głową i poszła do sypialni, zostawiając męża w zakłopotaniu. Teraz była pewna – oni z teściową coś knują.
Następnego dnia Marina zadzwoniła do swojej przyjaciółki Olgi.
– Olu, potrzebuję twojej pomocy. Możesz w sobotę rano podjechać po mnie, jakbyś miała zawieźć mnie na lotnisko?
– Oczywiście! A co się stało?
– Później opowiem. Po prostu podjedź, zatrąbisz, wyjdę z walizką. I zabierzesz mnie… Ale nie na lotnisko.
– Intryga! – zaśmiała się Olga. – Dobrze, o której?
– O dziewiątej rano.
Marina odłożyła słuchawkę i zamyśliła się. Cokolwiek knują teściowa z Igorem, ona to wyjaśni.
Piątek minął w dziwnej atmosferze. Galina Pawłowna przyszła wieczorem, przywożąc dwie duże torby.
– Co to? – zapytała Marina.
– Jedzenie! – szybko odpowiedziała teściowa. – Chcę ugotować Igorkowi jego ulubione dania.
Marina zajrzała do torby – rzeczywiście były tam produkty, ale jakoś za dużo jak na dwoje na weekend.
Przy kolacji Galina Pawłowna była niezwykle miła.
– Marino, udanej podróży! Nie martw się o dom, ja wszystkim się zajmę.
– Dziękuję – odpowiedziała sucho Marina.
Igor przez cały wieczór siedział jak na szpilkach, ciągle spoglądał na zegarek i pisał z kimś przez telefon.
– Z kim tak aktywnie korespondujesz? – spytała Marina, gdy zostali sami w sypialni.
– Z pracy piszą – mruknął Igor, chowając telefon.
– O jedenastej wieczorem w piątek?
– Awaria serwera – odwrócił się do ściany. – Śpijmy, musisz wcześnie wstać.
Marina położyła się, ale sen nie przychodził. Słyszała, jak Igor przewraca się obok – też nie spał.
Rano spakowała walizkę pod bacznym okiem męża i teściowej. Galina Pawłowna wyszła nawet ją pożegnać do drzwi.
– Szczęśliwej podróży! – teściowa uśmiechała się, ale w jej oczach było dziwne spojrzenie, przypominające wyczekiwanie.
Olga przyjechała punktualnie o dziewiątej. Marina zeszła z walizką, wsiadła do samochodu.
– No to gdzie jedziemy? – zapytała przyjaciółka.
– Zaparkujmy za rogiem i poczekajmy pół godziny.
– Marin, co się dzieje?
– Wydaje mi się, że mąż z teściową coś knują. Chcę się dowiedzieć co.
Czekały czterdzieści minut. Marina zaczynała już wątpić w swoje podejrzenia, gdy zobaczyła, jak pod blok podjeżdża samochód cioci Ludy. Wysiadła z niego nie tylko ona, ale też kuzynka Igora, Natasza, z mężem, oraz jakaś nieznana starsza kobieta.
– Oho, mają tam całe zgromadzenie! – zagwizdała Olga.
– Jedźmy z powrotem! – zdecydowała Marina. – Wysadzisz mnie przed blokiem.
– Może mam z tobą pójść? – zaniepokoiła się przyjaciółka.
– Nie, sama sobie poradzę.
Marina cicho weszła na swoje piętro, wyjęła klucze. Za drzwiami słychać było głosy i śmiech. Ostrożnie otworzyła drzwi i weszła do przedpokoju.
– …Notariusz powiedział, że wszystkie dokumenty są w porządku! – usłyszała głos teściowej. – Zostało tylko podpisać!
– A Marina na pewno się nie dowie? – to był głos cioci Ludy.
– Skąd? – zaśmiała się Galina Pawłowna. – Jest w Moskwie! A kiedy wróci, wszystko będzie już załatwione!
Marina zamarła. Notariusz? Dokumenty? Co się dzieje?
Stanowczo pchnęła drzwi do salonu. Za stołem siedzieli teściowa, ciocia Luda, Natasza z mężem i nieznajoma kobieta z teczką dokumentów.
– Marina! – Galina Pawłowna zbladła. – Ty… Ty powinnaś być…
– W Moskwie? – Marina weszła do pokoju. – Lot odwołano. Postanowiłam wrócić.
Igor zerwał się z krzesła, na jego twarzy malowało się przerażenie.
– Mar, to nie jest to, co myślisz!
– A co powinnam myśleć? – Marina podeszła do stołu i wzięła jeden z dokumentów. – Umowa kupna-sprzedaży? Czego?
Przebiegła oczami tekst i nie wierzyła własnym oczom. To była umowa sprzedaży daczy jej zmarłej babci, która zapisała ją Marinie w spadku.
– Sprzedajecie moją daczę? – zwróciła się do Igora. – Bez mojej wiedzy?
– Marino, daj mi wyjaśnić! – Galina Pawłowna spróbowała wstać, ale Marina powstrzymała ją gestem.
– Wyjaśnić co? Jak za moimi plecami sprzedajecie mój majątek?
– To dla naszego dobra! – wybuchnął Igor. – Mama znalazła kupca, który daje dobrą cenę!
– Czyjego dobra? – Marina zwróciła się do notariuszki. – I jak zamierzaliście sfinalizować transakcję bez właściciela?
Notariuszka, starsza kobieta w okularach, nerwowo poprawiła teczkę.
– Powiedziano mi, że mąż ma pełnomocnictwo…
– Pełnomocnictwo? – Marina zwróciła się do Igora. – Jakie pełnomocnictwo?
Igor spuścił wzrok.
– Pamiętasz, pół roku temu podpisywałaś dokumenty do wniosku o dotację?
Marinę przeszedł dreszcz.
– Podrzuciłeś mi pełnomocnictwo razem z innymi papierami?
– Myślałem, że to dla naszego wspólnego dobra! – Igor próbował się usprawiedliwić. – Dacza i tak stoi pusta, tylko płacimy podatki!
– To MOJA dacza! – Marina podniosła głos. – Pamiątka po babci! Jak śmiałeś?
– Nie krzycz na syna! – wtrąciła się Galina Pawłowna. – On myśli o waszej przyszłości! Za te pieniądze można kupić samochód, pojechać na wakacje!
– Albo spłacić długi waszego drogiego synka! – Marina zwróciła się do teściowej. – Myśli pani, że nie wiem, że Igor przegrał dużą sumę w kasynie online?
Wszyscy zamilkli. Igor zbladł.
– Skąd wiesz…
– Wyciągi bankowe, Igor! – Marina zaśmiała się gorzko. – Nie jestem ślepa! Widziałam, jak znikały pieniądze z twojej karty! Najpierw myślałam, że oszczędzasz na prezent albo niespodziankę. A potem przypadkiem zobaczyłam historię przeglądarki.
– To był tylko jeden raz! – próbował się bronić Igor.
– Jeden raz? Czterdzieści tysięcy za jeden raz? – Marina pokręciła głową. – I rozwiązaniem jest potajemna sprzedaż mojej daczy?
– Nataszeńka zaproponowała, że kupi! – wtrąciła ciocia Luda. – Ona z Sieriożą od dawna marzyli o daczy!
Marina zwróciła się do kuzynki męża.
– I nie wstyd ci? Wiesz, że kupujesz w tajemnicy przed właścicielką?
Natasza zaczerwieniła się i spuściła wzrok.
– Myślałam, że się zgadzasz… Igor mówił…
– Igor mówił! – Marina zaśmiała się gorzko. – A zapytać mnie wprost nie wypadało?
– Marino, nie denerwuj się! – Galina Pawłowna próbowała chwycić synową za rękę. – Jesteśmy rodziną! Wszystko można załatwić!
– Rodziną? – Marina cofnęła rękę. – Rodziną, która za moimi plecami dysponuje moim majątkiem?
Zwróciła się do notariuszki.
– Transakcja nie dojdzie do skutku. Może pani iść.
– Ale… – zaczęła kobieta.
– Żadnych „ale”! Jestem właścicielką i nie wyraziłam zgody na sprzedaż! Każde pełnomocnictwo uzyskane w sposób nieuczciwy jest nieważne!
Notariuszka pośpiesznie zebrała dokumenty i skierowała się do wyjścia. Za nią pociągnęli ciocia Luda z Nataszą i jej mężem.
– Wybacz, Marin – wymamrotała Natasza na pożegnanie. – Nie wiedzieliśmy…
Gdy drzwi się zamknęły, w mieszkaniu zapadła cisza.
– Mar, porozmawiajmy spokojnie – zaczął Igor.
– O czym mamy rozmawiać? – Marina usiadła w fotelu. – O tym, jak mnie oszukałeś? Czy o tym, jak ty z mamą planowaliście wszystko za moimi plecami?
– Chciałem jak najlepiej! – Igor podszedł do niej. – Tak, popełniłem głupotę z tym kasynem! Ale naprawię to!
– Syn chciał rozwiązać swoje problemy! – wstawiła się Galina Pawłowna. – Nie twoim kosztem!
– A czyim? – Marina spojrzała na teściową. – Kosztem spadku, który zostawiła mi babcia? Swoją drogą, Galino Pawłowna, jaki interes miała pani w tej transakcji?
Teściowa zawahała się.
– Żaden! Po prostu chciałam pomóc synowi!
– Naprawdę? – Marina zmrużyła oczy. – A to, że Natasza obiecała oddać pani stare meble z daczy, które zostały po babci, w tym antyczny kredens, to tak, drobnostka?
Galina Pawłowna zaczerwieniła się.
