Jana stała w białej sukni u notariusza, trzymając w rękach dokumenty na dwupokojowe mieszkanie. Dzień ślubu miał być najszczęśliwszym dniem w życiu, ale teraz najbardziej cieszyły ją nie obrączki, a te dokumenty z pieczęciami.
– Mamusiu, dziękuję – szeptała Jana, przytulając się do matki. – Nie wiem, jak ci dziękować.
– Żyjcie szczęśliwie, córeczko. I pamiętaj – to twoje mieszkanie. Darowizna została sporządzona tylko na ciebie.
Matka specjalnie podkreśliła ostatnie słowa, rzucając szybkie spojrzenie na narzeczonego i jego matkę. Maksym uśmiechał się z wdzięcznością, ale teściowa Nina Siergiejewna tylko skinęła głową z niezadowoloną miną.
W mieszkaniu pachniało świeżym remontem i nowymi meblami. Dwa małe pokoje, kuchnia, łazienka – skromnie, ale przytulnie. Jana chodziła po pokojach, marząc o przyszłości: tu będzie pokój dziecka, a w sypialni postawią duże łóżko.
– Świetne mieszkanie – powiedział Maksym, oglądając wysokie sufity. – Twoja mama jest bardzo hojna.
– Teraz nasze – poprawiła Jana, tuląc się do męża.
– Oczywiście nasze – zgodził się Maksym, ale w jego głosie zabrzmiała jakaś niepewność.
Nina Siergiejewna uważnie oglądała każdy kąt, jakby oceniała zakup.
– Młodzi powinni mieszkać samodzielnie – powiedziała w końcu teściowa. – Ale pamiętajcie: rodzina to wspólnota. Żadne „twoje” i „moje” nie powinno mieć miejsca.
Jana spojrzała ze zdziwieniem na Maksyma, ale mąż tylko wzruszył ramionami. Wtedy te słowa wydawały się zwykłym życzeniem, a nie ostrzeżeniem.
Pierwsze miesiące minęły jak w bajce. Jana urządzała dom, Maksym pracował w firmie budowlanej, a wieczorami planowali przyszłość. Teściowa odwiedzała raz w tygodniu, przynosiła ciasta i doradzała w sprawach domowych.
Ciąża była niespodzianką, ale przyjemną. Jana z drżeniem opowiedziała Maksymowi nowinę przy kolacji.
– Jestem w ciąży – wypaliła Jana, nie wytrzymując napięcia.
Maksym zamarł z łyżką przy ustach, po czym powoli się uśmiechnął.
– Poważnie? Zostaniemy rodzicami?
– Tak, za siedem miesięcy.
Maksym wstał i mocno przytulił żonę. W tamtej chwili wydawało się, że nie ma na świecie szczęśliwszych ludzi.
Nina Siergiejewna zareagowała na nowinę dziwnie – najpierw się ucieszyła, ale potem nagle zmarszczyła brwi.
– Czyli teraz nie będziesz mogła chodzić do pracy – zamyśliła się teściowa. – Maksym sam będzie utrzymywał rodzinę. Ciężko będzie.
– Nic nie szkodzi, damy radę – odpowiedziała pewnie Jana.
– Oczywiście, damy radę – zgodziła się Nina Siergiejewna, ale w jej głosie zabrzmiała jakaś niezrozumiała stanowczość.
Urlop macierzyński rozpoczął się wcześniej z powodu zagrożenia poronieniem. Jana leżała w domu, oszczędzała dziecko, a Maksym pracował od rana do nocy. Pieniędzy dramatycznie brakowało – pensja męża ledwo wystarczała na rachunki i jedzenie.
– Może zadzwonisz do mamy? – zaproponował ostrożnie Maksym pewnego wieczoru. – Poprosisz o pomoc.
– Mama i tak podarowała nam mieszkanie – odpowiedziała Jana. – Wstyd prosić o więcej.
– Wtedy moja mama pomoże.
Jana poczuła się nieswojo, ale nie miała wyboru. Nina Siergiejewna rzeczywiście zaczęła pomagać: przynosiła jedzenie, gotowała obiady, sprzątała w mieszkaniu. Na początku Jana była wdzięczna, ale stopniowo zaczęła dostrzegać dziwne rzeczy.
Teściowa przestawiała meble według własnego gustu, wyrzucała rzeczy Jany pod pretekstem ich nieprzydatności, zmieniała układ naczyń w kuchni. Gdy Jana próbowała się sprzeciwić, Nina Siergiejewna obrażała się.
– Przecież staram się dla was, a ty się czepiasz. Niewdzięcznico.
Po urodzeniu córki Poliny pomoc teściowej stała się jeszcze bardziej intensywna. Nina Siergiejewna pojawiała się codziennie od rana i wychodziła późnym wieczorem. Czasem zostawała na noc na kanapie w salonie.
– Tobie przecież ciężko samej z dzieckiem – tłumaczyła teściowa. – A ja pomogę, pokołyszę wnuczkę w nocy.
Jana czuła się jak gość we własnym mieszkaniu. Nina Siergiejewna decydowała, o której karmić dziecko, co gotować na obiad i jaki program oglądać w telewizji. Próby rozmowy z Maksymem na nic się zdawały.
– Mama tylko chce pomóc – powtarzał mąż. – Przez hormony źle to odbierasz.
– Maksym, to moje mieszkanie – powiedziała cicho Jana. – Chcę czasem być sama z córką.
– Nasze mieszkanie – poprawił mąż. – I mama nie jest obca. Troszkę pocierp.
Ale cierpliwość stawała się coraz trudniejsza. Nina Siergiejewna zachowywała się jak pełnoprawna gospodyni: rozdawała klucze hydraulikom, podejmowała decyzje o naprawie kranu, kupowała sprzęt bez uzgodnienia. Gdy Jana spróbowała zaprotestować przeciwko zakupowi nowej pralki, teściowa oburzyła się.
– To moje pieniądze! Mogę wydawać, jak chcę. A ty siedzisz w domu, nic nie zarabiasz.
Polina miała cztery miesiące, gdy w mieszkaniu pojawiła się kolejna lokatorka. Siostra Maksyma, Swietłana, zapukała do drzwi wieczorem z dwiema torbami w rękach.
– Rozwiodłam się z mężem – wyjaśniła Swietłana, wchodząc do przedpokoju. – Maksym powiedział, że mogę u was przenocować kilka dni.
Jana spojrzała zdezorientowana na męża, ale ten uniknął jej wzroku.
– Jasne, rozgość się – powiedział Maksym do siostry. – Kanapa w kuchni jest wolna.
Kilka dni przerodziło się w tydzień, potem w miesiąc. Swietłana zajęła kanapę w kuchni, porozwieszała swoje rzeczy w łazience, postawiła kosmetyki na półkach. Rano Jana nie mogła spokojnie nakarmić córki – Swietłana głośno rozmawiała przez telefon, zastawiała przejście, zajmowała kuchenkę.
– Wkrótce wynajmę mieszkanie – ciągle obiecywała Swietłana. – Tylko uzbieram pieniądze.
Ale pieniądze się nie zbierały. Swietłana pracowała jako sprzedawczyni w sklepie, zarabiała grosze, a większość czasu spędzała w domu. Jana zaczynała budzić się w nocy z powodu głodu córki i zastawać w kuchni Swietłanę z przyjaciółkami, które paliły przy otwartym oknie i głośno się śmiały.
– Może ciszej? – prosiła Jana. – Dziecko śpi.
– Przepraszam – odpowiadała Swietłana, ale po pięciu minutach hałas wracał.
Mieszkanie zamieniło się w przechodni dziedziniec. Nina Siergiejewna przychodziła rano, Swietłana przyprowadzała przyjaciółki, Maksym wracał późno zmęczony. Polina źle spała z powodu ciągłego hałasu, Jana nie wysypiała się, denerwowała.
Jedynym schronieniem stała się łazienka. Jana zamykała się tam i cicho płakała, tuląc córkę do piersi. W lustrze odbijała się wychudzona twarz z cieniami pod oczami.
W końcu cierpliwość się skończyła. Jana doczekała, aż Maksym wróci z pracy, i stanowczo podeszła do męża.
– Musimy poważnie porozmawiać – powiedziała Jana. – Tak dłużej nie można żyć.
– O czym? – zapytał zmęczony Maksym, zdejmując buty.
– O tym, że w naszym mieszkaniu mieszka twoja rodzina, a dla mnie i córki nie ma miejsca.
– Jana, przesadzasz – machnął ręką Maksym. – Mama pomaga, Swietłana wkrótce się wyprowadzi.
– Kiedy wkrótce? Za rok? Dwa? – głos Jany drżał ze złości. – Jestem zmęczona czuciem się zbędną we własnym domu.
– W naszym domu – poprawił mąż. – I rodzina nie może być zbędna.
– Więc gdzie jest moja rodzina? Gdzie moje miejsce? – Jana poczuła, jak po policzkach płyną łzy. – Nie mogę spokojnie nakarmić córki, nie mogę ugotować jedzenia, nie mogę włączyć telewizora.
– Mylisz się przez siedzenie w domu – powiedział zmęczony Maksym. – Może wrócisz do pracy? Odwrócisz uwagę.
– Z kim zostawić dziecko? Z twoją matką, która i tak uważa mieszkanie za swoje?
Maksym gwałtownie odwrócił się do żony.
– Nie waż się tak mówić o mamie! Bez niej w ogóle byśmy sobie nie poradzili. Nic nie zarabiasz, siedzisz na mojej głowie.
Słowa zabolały bardziej niż policzek. Jana w milczeniu wzięła córkę i poszła do sypialni. Za ścianą słychać było głosy – wróciła Swietłana z przyjaciółkami. Nina Siergiejewna głośno rozmawiała przez telefon o planach na jutro. Polina zapłakała od hałasu.
Rano Jana zdecydowała się na rozmowę ze Swietłaną. Czekając, aż Nina Siergiejewna pójdzie do sklepu, a Maksym do pracy, podeszła do szwagierki.
– Swietłana, musimy porozmawiać – powiedziała Jana, kołysząc marudzącą córkę.
– O czym? – zapytała Swietłana, nie odrywając wzroku od telefonu.
– O tym, że mieszkasz tu już dwa miesiące. Może czas poszukać własnego lokum?
Swietłana powoli podniosła głowę znad ekranu i uważnie spojrzała na Janę.
– A skąd wzięłaś prawo, żeby mi mówić, co mam robić? – w głosie Swietłany pojawiły się metaliczne nuty.
– To moje mieszkanie – odpowiedziała cicho Jana.
– Twoje? – Swietłana uśmiechnęła się ironicznie. – Chyba się mylisz. Maksym to mój brat, a ty jesteś żoną na utrzymaniu. Decydują ci, którzy zarabiają pieniądze, a nie ci, którzy siedzą w domu.
Jana poczuła, jak krew napływa jej do twarzy.
– Dokumenty na mieszkanie są wystawione na mnie – powiedziała drżącym głosem.
– Dokumenty to papierki – odpowiedziała obojętnie Swietłana. – A rzeczywistość jest taka, że bez Maksyma jesteś nikim. Więc nie udawaj pani domu.
W tym momencie do mieszkania weszła Nina Siergiejewna z pełnymi torbami zakupów.
– O czym tu rozmowa? – zapytała teściowa, stawiając torby na podłodze.
– Jana próbuje mnie wyrzucić z mieszkania – poskarżyła się Swietłana.
Nina Siergiejewna powoli odwróciła się do synowej. W oczach teściowej zapłonął ogień, którego Jana nigdy wcześniej nie widziała.
– Jak śmiesz? – zapytała cicho, ale bardzo groźnie Nina Siergiejewna. – Swietłana jest w trudnej sytuacji, a ty wyrzucasz rodzoną siostrę swojego męża?
– Tylko poprosiłam, żeby pomyślała o terminie – próbowała się bronić Jana.
– Nic nie prosiłaś – ucięła Nina Siergiejewna. – Wymagałaś. A kto dał ci prawo wymagać? Maksym pracuje, utrzymuje rodzinę, a ty siedzisz w domu i stawiasz żądania.
Polina zapłakała od głośnych głosów. Jana próbowała przejść do pokoju, ale Nina Siergiejewna zastąpiła jej drogę.
– Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy – powiedziała teściowa. – Chcesz, żeby rodzina pomagała? To przyjmij zasady rodziny. A zasady są proste: tu mieszkają ci, na których Maksym się zgadza.
– Ale mieszkanie…
– Jakie mieszkanie? – przerwała Nina Siergiejewna. – Jesteś zamężna. Cały majątek jest teraz wspólny. A decyzje podejmuje mąż, nie kapryśna żona.
Jana cofnęła się do sypialni i zamknęła drzwi. Ręce jej drżały, serce waliło tak mocno, że zdawało się zaraz wyskoczyć z piersi. Córka płakała, wyczuwając niepokój matki.
Wieczorem Maksym wrócił ponury jak chmura.
– Mama opowiedziała mi o twojej rozmowie ze Swietłaną – powiedział mąż, nawet się nie przywitawszy.
– I co ci opowiedziała? – zapytała Jana, nie podnosząc wzroku.
– Że robisz awantury, wyrzucasz siostrę. Jana, co się z tobą dzieje?
– Nic się ze mną nie dzieje – odpowiedziała cicho Jana. – Po prostu chcę żyć spokojnie we własnym mieszkaniu.
– W naszym mieszkaniu – poprawił Maksym. – I moja rodzina ma prawo tu być.
– A ja nie jestem rodziną? – Jana podniosła oczy na męża. – A nasza córka?
– Oczywiście, że jesteś rodziną. Ale rodzina to nie tylko ty. Swietłana też jest rodziną, mama też.
– Maksym, już nie dam rady – szepnęła Jana. – Pomóż mi. Potrzebuję choć trochę miejsca dla siebie i córki.
Maksym patrzył na żonę w milczeniu, po czym ciężko westchnął.
– Dobrze. Porozmawiam z mamą i Swietłaną. Może znajdziemy kompromis.
Ale rozmowa do niczego nie doprowadziła. Dwa dni później Nina Siergiejewna ogłosiła, że teraz będzie mieszkać w mieszkaniu na stałe.
– Maksym poprosił o pomoc z wnuczką – oświadczyła teściowa. – Więc przeprowadzam się tutaj. W moim mieszkaniu zrobiło się ciasno, a tu jest przestronniej.
Jana słuchała w milczeniu, kołysząc córkę. Ostatnia nadzieja runęła. Teraz w dwupokojowym mieszkaniu miało mieszkać pięcioro.
– Poczekaj – w końcu odnalazła głos Jana. – A gdzie wszyscy będziemy spać?
– Jakoś się ułożymy – machnął ręką Maksym. – Mama będzie w salonie, Swietłana w kuchni. Nic się nie stanie.
– A gdzie my z córką? – Jana obrzuciła wzrokiem pokój, w którym stały już łóżeczko, komoda, przewijak.
– W sypialni miejsca wystarczy – odpowiedział obojętnie mąż. – Przesuniemy łóżeczko w kąt.
Nina Siergiejewna z zadowoleniem skinęła głową i zaczęła oglądać pokoje, jakby planując przestawienie mebli.
– Tu nieźle – powiedziała teściowa. – Tylko remont trzeba zrobić. Tapety w salonie stare, linoleum też czas wymienić.
Jana poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg. Nina Siergiejewna mówiła o remoncie w obcym mieszkaniu jak o czymś oczywistym.
– Jeśli ci się tu nie podoba – powiedział nagle Maksym – możesz na razie przeprowadzić się do swojej mamy.
Słowa zabrzmiały jak wyrok. Jana zamarła, nie wierząc własnym uszom.
– Co? – wyszeptała.
– No tak – poparła Nina Siergiejewna. – Jeśli czujesz się nieswojo z rodziną, to naprawdę lepiej jedź do matki. Tam będzie ci spokojniej.
Swietłana zachichotała ze swojego miejsca na kanapie.
– Dokładnie! Wtedy zwolni się pokój. Będzie można normalnie ustawić meble.
Jana stała na środku salonu z córką na rękach i czuła się obca. Cała trójka patrzyła na nią wyczekująco, jakby czekała na decyzję o eksmisji.
– Ale to moje mieszkanie – powiedziała słabo Jana.
– Nasze – poprawił Maksym. – I jeśli nie potrafisz dogadać się z moją rodziną, to problem jest w tobie.
– Maksym, jak możesz tak mówić? – głos Jany drżał. – Jestem twoją żoną, matką twojego dziecka.
– I nie mam nic przeciwko temu, żebyś tu mieszkała – odpowiedział spokojnie mąż. – Ale nie mam też nic przeciwko temu, żeby mieszkała tu moja rodzina. A jeśli ci to nie odpowiada…
