Mój mąż David i ja spędziliśmy trzy lata, próbując uciec z naszego mieszkania. Nie było okropne. Było po prostu maleńkie. Kuchnia miała tyle miejsca na blacie, że zmieścił się albo ekspres do kawy, albo deska do krojenia – nigdy oba naraz. Drzwi szafy w sypialni uderzały o łóżko, gdy je otwieraliśmy. Sąsiad z góry zdawał się posiadać kule do kręgli. Mimo to mieliśmy plan. Co miesiąc odkładaliśmy pieniądze na konto domowe. Przeglądaliśmy razem oferty i kłóciliśmy się o rzeczy niegroźne. – Potrzebuję garażu – mawiał David. – Nawet nie naprawiasz własnego samochodu – odpowiadałam. – Mógłbym zacząć – mówił. – Wezwałeś pomoc drogową, bo padł ci akumulator na naszym parkingu – przypominałam. – Właśnie. Wyobraź sobie, jak bym się rozwinął z garażem – odpowiadał. Potem firma Davida ogłosiła nieograniczone nadgodziny. Te rozmowy sprawiały, że mieszkanie wydawało się tymczasowe. David niemal promieniał, gdy mi o tym powiedział. – Jeśli będę ostro pracował przez sześć miesięcy, możemy poważnie przyspieszyć terminy – powiedział. – Jak ostro? – zapytałam. Uśmiechnął się, jakby miał plan. Powinnam była wiedzieć, że ten uśmiech oznacza „zbyt ostro”.
Na początku było w porządku. David wracał około dziewiątej. Potem dziesiątej. Potem jedenastej. W ciągu miesiąca północ stała się normą. Wysyłałam mu zdjęcia domów w ciągu dnia, a on odpowiadał emotikonami kciuka w górę między spotkaniami. Wpadał przez drzwi, pachnąc kawą, rozluźniał krawat, całował mnie w czoło i mówił: „Jesteśmy coraz bliżej”. Chciałam wierzyć, że samotność jest tego warta. Pakowałam mu obiady. Przestałam prosić go, żeby oglądał ze mną programy. Wysyłałam mu zdjęcia domów w ciągu dnia, a on odpowiadał emotikonami kciuka w górę między spotkaniami. Zawiązywał buty około siódmej, po tym jak wrócił tylko na tyle długo, by wziąć prysznic. W zeszłym tygodniu w końcu pękłam. – Wracasz? – zapytałam. Nie podniósł wzroku. – Tylko na kilka godzin – odpowiedział. – David, prawie ze sobą nie rozmawiamy – powiedziałam. – Tęsknię za tobą. Czuję się, jakbym mieszkała sama – dodałam. Jego ręce znieruchomiały. Westchnął i odchylił się na kanapę. – Robię to dla naszego domu, Emily – powiedział. – Myślisz, że chcę być w pracy do północy? – zapytał. – Nie mówiłam, że chcesz – odpowiedziałam. – Więc dlaczego wprawiasz mnie w poczucie winy? – zapytał. – Pracuję na naszą przyszłość. Myślałem, że zgodziliśmy się, że to ważne – powiedział. Jego głos nie był okrutny. To w jakiś sposób pogarszało sprawę. Wyglądał na wyczerpanego. Poczułam się natychmiast samolubna. – Przepraszam – powiedziałam. – Idź. Będzie dobrze. Nie będę już narzekać – dodałam. Potarł twarz. – Nie chcę się kłócić – powiedział. – Ja też nie – odpowiedziałam. Wymusiłam uśmiech. – Idź. Będzie dobrze. Nie będę już narzekać – powtórzyłam. Zostawiłam kolację w lodówce i poszłam spać wcześniej, żeby mu nie przeszkadzać, gdy wróci. Potem przestałam narzekać. Zostawiłam kolację w lodówce i poszłam spać wcześniej, żeby mu nie przeszkadzać, gdy wróci.
Zeszłej nocy David wrócił o 1:00 w nocy i zasnął na kanapie w ubraniu roboczym. Jego Apple Watch leżał na stoliku kawowym. Symbol baterii był czerwony. W mieszkaniu panowała absolutna cisza, przerywana tylko oddechem Davida. Podniosłam go, żeby położyć na ładowarkę. Ekran się zaświecił. Pojawiła się wiadomość: „Znowu dziś o ciebie pytał. Powiedziałam mu, że pracujesz. Nie mogę cię dalej kryć, David. – Claire”. Zamarłam. Przeczytałam wiadomość ponownie. Potem jeszcze raz. „Pytał o ciebie”. Kto był tym „on”? I dlaczego Claire kryła mojego męża? Przez jedną okropną chwilę mój umysł poszedł dokładnie tam, gdzie poszedłby umysł większości ludzi. Romans. Może Claire miała męża. Może David spotykał się z nią gdzieś, a ona kłamała dla niego. Ale sformułowanie nie do końca pasowało. Położyłam zegarek na ładowarkę. Potem wróciłam do łóżka. Nie zasnęłam.
Następnego ranka David pocałował mnie, nalewając kawę. – Znowu późno dziś w nocy – powiedział. Obserwowałam jego twarz. – Duży projekt? – zapytałam. – Niestety – odpowiedział. Zawahał się na pół sekundy. – Nad czym pracujesz? – zapytałam. – Nad poprawkami do umowy – odpowiedział. Może wyobraziłam sobie to wahanie. – Dobrze – powiedziałam. Chwycił torbę. – Kocham cię – powiedział. – Ja ciebie też – odpowiedziałam. Czekałam, aż drzwi się zamkną. Potem postanowiłam, że skończyłam zgadywać.
