— Wyciągasz od niego pieniądze, a on próbuje zbudować sobie nowe życie — powiedziała Kristina i spojrzała na mnie tak, jakby właśnie wypowiedziała prawdę, której nie da się podważyć.
Powoli wypuściłam powietrze.
— Nowe życie może sobie budować, ile chce. To nie sprawia, że jego wcześniejsze dziecko przestaje istnieć.
Kristina skrzywiła się.
— Nie dramatyzuj. Matwiej przecież nie głoduje.
— Dzięki mnie.
— No właśnie.
Pokręciłam głową.
— Nie, Kristina. Widzę coś zupełnie innego. Widzę kobietę, która przyszła do mojego domu i chce, żebym podpisała dokument pozwalający ojcu mojego syna ograniczyć swoje zobowiązania tylko po to, żeby łatwiej było wam dostać kredyt hipoteczny.
Kristina lekko pochyliła się do przodu.
— Nikt cię nie zmusza. Proponuję tylko załatwić sprawę spokojnie.
— Spokojnie byłoby wtedy, gdyby Arkadij spłacił zaległość i dalej płacił alimenty na czas.
Kristina uśmiechnęła się chłodno.
— Mówi, że i tak wydajesz te pieniądze na siebie.
Po raz pierwszy się uśmiechnęłam.
Nie z rozbawienia.
Ze zmęczenia.
— Oczywiście, że tak mówi.
Otworzyłam segregator i wyjęłam pierwszy dokument.
— Tutaj jest opłata za zajęcia z robotyki. Tutaj stomatolog. Zimowe buty. Przygotowanie do szkoły z zeszłego roku. Leki po zapaleniu oskrzeli. Jeśli pani chce, mogę pokazać paragony.
Kristina zerknęła na dokumenty i natychmiast odwróciła wzrok.
— Nie potrzebuję twoich paragonów.
— A ja nie potrzebuję waszego wzoru rezygnacji ściągniętego z internetu.
Nagle położyła dłoń na kartce.
— Podpiszesz.
— Nie.
— Larisa, nie zachowuj się głupio. Arkadij i tak znajdzie sposób, żeby płacić mniej.
— Już znalazł. Po prostu przestał płacić.
Kristina zmrużyła oczy.
— Myślisz, że komornicy cię uratują?
— Nie. Oni tylko przypomną Arkadijowi, że dziecko nie jest subskrypcją, którą można anulować, kiedy staje się niewygodna.
Telefon stojący nad słoikiem z kaszą
Kristina nagle spojrzała w stronę półki.
Jej wzrok zatrzymał się na telefonie.
— Nagrywasz mnie?
— Tak.
Natychmiast wstała.
— Nie masz prawa!
— To moja kuchnia. Rozmowa dotyczy moich praw i praw mojego dziecka.
— Natychmiast to usuń!
— Nie.
Kristina pobladła, ale po chwili odzyskała kontrolę nad sobą.
— Czyli od początku urządziłaś pułapkę.
— To pani przyszła do mnie z dokumentem, w którym mam zrezygnować z alimentów.
— Chciałam porozmawiać po ludzku!
— Po ludzku nie mówi się: „Podpisz, bo przez alimenty nie wystarcza nam na kredyt”.
Kristina chwyciła torebkę.
— Pożałujesz. Arkadij powiedział, że jeśli zaczniesz robić problemy, wystąpi o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka przy nim.
Skinęłam głową.
— Niech występuje.
Ta spokojna odpowiedź zadziałała na nią bardziej niż krzyk.
— Nie boisz się?
— Czego? Człowieka, który przez dwa lata jedenaście razy przypomniał sobie, że ma syna?
— Pracuje!
— Ja również.
— Ma nową rodzinę!
— Matwiej ma tego samego ojca.
Kristina otworzyła usta, ale w tej chwili drzwi do pokoju lekko skrzypnęły.
Matwiej wyszedł w piżamie z pluszowym dinozaurem pod pachą.
— Mamo, tata przyjdzie?
Kristina zamarła.
Podeszłam do syna.
— Nie, kochanie. To tylko gość.
Matwiej spojrzał na Kristinę.
— Jest pani z tatą?
Nie odpowiedziała od razu.
— Tak.
Matwiej zmarszczył brwi.
— Proszę mu powiedzieć, że jutro mam występ. Pisałem do niego.
Kristina spuściła wzrok.
Wiadomości, których podobno nie było
Odprowadziłam Matwieja do pokoju, włączyłam mu lampkę nocną i wróciłam do kuchni.
Kristina nie siedziała już tak pewnie jak wcześniej.
Jej palce przestały nerwowo stukać w blat.
— On do niego pisał? — zapytała.
— Tak.
— Arkadij mówił, że nie pozwalasz im się kontaktować.
Wzięłam telefon i otworzyłam rozmowę Matwieja z ojcem.
Pokazałam jej ostatnie wiadomości:
„Tato, mam konkurs recytatorski”.
„Tato, nauczyłem się wiersza”.
„Tato, przyjdziesz?”
Wszystkie były przeczytane.
Żadnej odpowiedzi.
Kristina przez długi czas patrzyła na ekran.
— Może był zajęty.
— Przez dwa lata?
Zacisnęła usta.
— Mówił też, że wszystko kontrolujesz. Że nie pozwalasz mu zabierać Matwieja na weekendy.
Otworzyłam kolejną rozmowę, tym razem swoją z Arkadijem.
„Możesz zabrać Matwieja w sobotę na trzy godziny. Chce iść do parku”.
Odpowiedź dzień później:
„Nie mogę. Praca”.
Tydzień później:
„Matwiej pyta, czy przyjdziesz na występ w przedszkolu”.
Brak odpowiedzi.
Jeszcze później:
„Potrzebne są pieniądze na kurtkę. Drugi miesiąc nie ma alimentów”.
Odpowiedź:
„Nie zaczynaj”.
Kristina powoli usiadła z powrotem.
— Mówił, że płaci trzydzieści tysięcy.
Zaśmiałam się cicho.
— Sąd zasądził piętnaście tysięcy czterysta. I nawet tego nie płaci regularnie.
— Powiedział, że specjalnie zawyżasz wydatki.
— Wydatków na dziecko nie trzeba sztucznie zawyżać. Dziecko rośnie samo.
Kristina przetarła twarz dłonią.
— Czyli mnie okłamywał.
— Prawdopodobnie nie tylko panią.
Telefon do Arkadija na głośniku
Kristina wyjęła własny telefon.
— Zaraz to wyjaśnimy.
— Proszę włączyć głośnik.
Spojrzała na mój telefon, który nadal nagrywał rozmowę.
— Po co?
— Żeby później nikt nie mówił, że coś wymyśliłam.
Wybrała numer Arkadija.
Odebrał prawie natychmiast.
— No i co? Podpisała?
Kristina zamknęła oczy.
Ja milczałam.
— Kris? — głos Arkadija stał się nerwowy. — Jesteś u niej?
— Tak. I ona wszystko nagrywa.
Zapadła pauza.
Potem zaklął.
— Po co jej powiedziałaś?
— Arkadij, dlaczego mówiłeś mi, że płacisz trzydzieści tysięcy?
— Nie zaczynaj przy niej.
— Dlaczego powiedziałeś, że Larisa nie pozwala ci widywać się z synem, skoro Matwiej do ciebie pisze, a ty mu nie odpowiadasz?
— Pokazała ci swoją wersję.
Odezwałam się spokojnie:
— Arkadij, jesteś na głośniku.
— Larisa, kompletnie zwariowałaś?! — wybuchł. — Postanowiłaś teraz obrabiać moją dziewczynę?
— Nie. Sama przyszła do mnie z dokumentem o rezygnacji z alimentów.
— Bo nas dusisz!
— Dochodzę zaległości należnych Matwiejowi.
— Ile można zasłaniać się tym dzieckiem?
Kristina gwałtownie podniosła głowę.
— Co?
Arkadij natychmiast zrozumiał, że powiedział za dużo.
— Nie to miałem na myśli.
— To co? — zapytała.
— Kris, wyjdź stamtąd. Natychmiast.
— Naprawdę zalegasz sto osiemdziesiąt tysięcy?
— Ona sobie liczy, jak chce.
— Tak czy nie?
Milczał.
Czasami cisza potwierdza więcej niż podpis.
Kristina dowiaduje się, po co naprawdę przyszła
Rozłączyła się.
Przez kilka sekund siedziała bez ruchu, a potem starannie złożyła kartkę z rezygnacją z alimentów.
— Nie wiedziałam.
Nie odpowiedziałam od razu.
— Teraz pani wie.
— Powiedział mi, że żyjecie za jego pieniądze. Że płaci, a pani mimo wszystko złośliwie poszła do komornika.
— Nie jest pierwszym mężczyzną, który myli obowiązek z dobroczynnością.
Kristina spojrzała mi w oczy.
— Jestem w ciąży.
Tym razem to ja zamilkłam.
Powiedziała to cicho, prawie z poczuciem winy.
Cała wcześniejsza pewność siebie gdzieś zniknęła.
— To początek ciąży. Arkadij mówi, że pilnie potrzebujemy mieszkania. Twierdzi, że jeśli pani zrezygnuje z alimentów, bank policzy mu większy wolny dochód. A kiedy wszystko się ułoży, będzie pomagał Matwiejowi osobno.
— „Później” nie przychodzi do ludzi, którzy nie potrafią wywiązywać się z obowiązków teraz.
Kristina objęła się ramionami.
— Myślałam, że po prostu jest zmęczony poprzednią rodziną.
Spojrzałam w stronę zamkniętych drzwi pokoju mojego syna.
— Matwiej nie jest „poprzedni”. Jest prawdziwy. Każdego ranka wstaje do szkoły, chce niebieski plecak, chodzi do dentysty, uczy się wierszy i czeka na ojca podczas występów.
Kristina również spojrzała w tamtą stronę.
— Przepraszam.
Skinęłam głową.
— Przyjmuję przeprosiny. Ale dokumentu nie podpiszę.
— Już o to nie proszę.
Wstała.
Przy drzwiach zatrzymała się jeszcze na chwilę.
— Mogę pani coś wysłać? Myślę, że może się przydać.
Pliki, które zmieniły sytuację
Następnego dnia Kristina przesłała mi archiwum.
Były w nim zrzuty ekranu rozmów z Arkadijem, fotografie jego nowej karty bankowej oraz dwa nagrania głosowe.
W pierwszym mówił:
„Najważniejsze, żeby Larisa oficjalnie zrezygnowała. Bez alimentów pokażę bankowi wyższy wolny dochód”.
W drugim:
„Jeśli zacznie się stawiać, powiedz jej, że zabiorę dziecko. Przestraszy się. Nie ma czasu biegać po sądach”.
Przesłuchałam nagrania trzy razy.
Potem przesłałam je prawniczce, z którą konsultowałam się już po rozwodzie.
Poprosiła, żebym zachowała oryginalne pliki i nie podpisywała żadnej rezygnacji.
Sprawa alimentów miała dalej toczyć się oficjalną drogą.
Dwa dni później komornik poinformował mnie, że wysłano zapytania dotyczące rachunków Arkadija i jego pracodawcy.
Wieczorem Arkadij zadzwonił.
— Co ty zrobiłaś?
— Nic nowego. Po prostu przestałam czekać.
— Do mojej pracy przyszedł oficjalny wniosek!
— Dobrze.
— Chcesz mnie skompromitować przed szefem?
— Sam stworzyłeś ten dług.
— Przez ciebie nie dostaniemy kredytu hipotecznego!
— Przez ciebie twojemu synowi brakowało pieniędzy na szkołę.
Ciężko oddychał.
— Mścisz się.
— Nie, Arkadij. Zemstą byłoby kombinowanie, jak ci zaszkodzić. Ja po prostu przestałam rezygnować z tego, co należy się Matwiejowi.
