Nikt nie panikował.
Emma podała ratownikom teczkę, zanim jeszcze dotarli na werandę.
Zbadali Davida na werandzie, ale odmówił zabrania do szpitala.
Dzieci cicho wróciły do środka.
Następnego ranka gwizdek zabrzmiał dokładnie o piątej.
Nic się nie zmieniło. Tyle że Emma nosiła teraz wszędzie tę samą teczkę, a David sprawdzał, czy ma ją przy sobie przed każdą lekcją.
Najstarsze dzieci nosiły teraz w kieszeniach małe notesy.
Młodsze powtarzały numery telefonów z odręcznie napisanych kartek.
Pewnego popołudnia usłyszałam głos Davida przez otwarte okno w kuchni.
„Jeszcze raz”.
