Etap 5. Inspektorzy przychodzą bez zapowiedzi
Kontrolerzy pojawili się w poniedziałek o wpół do dziewiątej rano.
Filippa Andriejewicza nie było jeszcze w zakładzie.
Zwykle pojawiał się po dziesiątej, choć w firmowym komunikatorze wymagał, aby kierownicy znajdowali się na stanowiskach od ósmej.
Inspektorzy nie tracili czasu.
Natychmiast zażądali:
- umów o pracę;
- regulaminów wynagradzania;
- potwierdzeń zawiadamiania pracowników o zmianach;
- ewidencji czasu pracy;
- zarządzeń dotyczących nadgodzin;
- dokumentacji kadrowej związanej ze zmianami wynagrodzeń.
Kierowniczka działu kadr, Margarita Lwowna, zaczęła płakać.
— Ostrzegałam go — powtarzała. — Mówiłam, że nie wolno tego robić.
Inspektor zapytał:
— Ma pani na to dowody?
Margarita Lwowna otworzyła pocztę.
Okazało się, że dwa miesiące wcześniej wysłała Filippowi Andriejewiczowi wiadomość:
„Obniżenie wynagrodzeń zasadniczych bez zawiadomienia oraz pisemnej zgody pracowników stwarza ryzyko sporów sądowych i nakazów inspekcji pracy”.
Dyrektor odpowiedział jednym zdaniem:
„Proszę nie dramatyzować. Proszę to оформić jako system premiowy”.
Potem znaleziono kolejne polecenie, tym razem skierowane do działu finansowego:
„Zapewnić zmniejszenie faktycznych wypłat dla kategorii wiekowej 50+ o minimum czterdzieści procent”.
Inspektor przeczytał zdanie dwukrotnie.
— Dla kategorii wiekowej?
Margarita Lwowna skinęła głową.
— Chciał, żeby sami odchodzili. Mówił, że młodsi są tańsi i łatwiej nimi zarządzać.
O jedenastej przyjechał Filipp Andriejewicz.
Wszedł szybko i nawet nie zdjął płaszcza.
— Kto zezwolił na tę kontrolę?
Starszy inspektor spokojnie się przedstawił.
— Kontrola została przeprowadzona w wymaganym trybie.
— To teren prywatny.
— Dlatego przy wejściu okazaliśmy wymagane dokumenty.
Filipp Andriejewicz zażądał obecności prawnika.
Zanim ten przyjechał, inspektorzy zabezpieczyli część dokumentacji kadrowej i skopiowali korespondencję elektroniczną.
Później pojawili się specjaliści odpowiedzialni za akredytację laboratorium.
Pokazałam im dzienniki, rzeczywiste terminy kontroli oraz polecenie wpisania grudniowych dat do protokołów wykonanych w styczniu.
Jeden z kontrolerów zapytał:
— Podpisała pani choć jeden taki dokument?
— Nie.
— Ktoś inny podpisał?
— Nie. Ostrzegłam pracowników.
— W takim razie status laboratorium na razie zostaje zachowany. Ale produkcję zależną od niesprawdzonych urządzeń trzeba zatrzymać.
Zakład stanął na sześć godzin.
Filipp Andriejewicz później nazwał to sabotażem.
Podczas tych sześciu godzin wykryto jednak dwa przyrządy z krytycznymi odchyleniami.
Gdyby produkcja na ich podstawie została wypuszczona, cały kontrakt trzeba byłoby wycofać.
Potencjalne straty przekraczały czterdzieści milionów rubli.
Nagle sześciogodzinny przestój wyglądał zupełnie inaczej.
Etap 6. Starszy Kowszow poznaje cenę oszczędności
Dwa dni później do zakładu przyjechali właściciele.
Razem z nimi pojawił się starszy Kowszow.
Nazywał się Andriej Fiodorowicz.
Był zupełnie inny niż syn. Niski, siwy, mówił spokojnie i zadawał krótkie pytania.
Spotkanie zorganizowano w dużej sali konferencyjnej.
Filipp Andriejewicz siedział obok ojca i nerwowo przeglądał dokumenty.
Przedstawiciel spółki zarządzającej odczytał wstępne wyniki kontroli:
- niezgodna z zasadami zmiana systemu wynagradzania;
- niewypłacone nadgodziny;
- presja wywierana na pracowników powyżej pięćdziesiątego roku życia;
- nieprawidłowo nakładane kary dyscyplinarne;
- ryzyko zawieszenia akredytacji laboratorium;
- próba sporządzenia nierzetelnych protokołów metrologicznych.
Filipp Andriejewicz przerwał:
— Nie było żadnej próby. To interpretacja Achmetowej.
— Siergiejewej — poprawiłam.
Nawet nie przeprosił za pomyłkę.
Andriej Fiodorowicz spojrzał na syna.
— Żądałeś zmiany dat kontroli?
— Prosiłem o zamknięcie planu.
— W jaki sposób?
— To dział miał zdecydować.
— Czyli ustaliłeś niewykonalny wskaźnik, a sposób jego osiągnięcia przerzuciłeś na dział?
Filipp Andriejewicz wyraźnie się zdenerwował.
— Tato, nie zaczynaj przy pracownikach.
W sali zapadła cisza.
Starszy Kowszow zdjął okulary.
— Tutaj reprezentuję inwestora. Nie twojego ojca.
Filipp pobladł.
Przedstawiciel właścicieli zwrócił się do mnie:
— Nino Siergiejewno, dlaczego nie skontaktowała się pani z właścicielami wcześniej?
— Kontaktowałam się z dyrektorem, kadrami, przewodniczącym związku zawodowego i spółką zarządzającą.
— Kiedy?
Położyłam na stole kopie pism z potwierdzeniami odbioru.
Pierwsze pochodziło z czerwca.
Każde kolejne zawiadomienie wracało jednak do Filippa Andriejewicza z dopiskiem:
„Do rozpatrzenia na miejscu”.
W praktyce oznaczało to, że dyrektor sam rozpatrywał skargi dotyczące własnych decyzji.
Jeden z właścicieli zapytał:
— Chciała pani zatrzymać zakład?
— Chciałam zapobiec wypuszczeniu produktów opartych na niewiarygodnych pomiarach.
— Ale produkcja została zatrzymana.
— Na sześć godzin. Konieczność wycofania całej partii zatrzymałaby ją na kilka miesięcy.
Kierownik jakości potwierdził moje słowa.
Andriej Fiodorowicz ponownie spojrzał na syna.
— Oszczędzałeś osiem tysięcy na specjalistce, która zapobiegła stracie czterdziestu milionów?
Filipp Andriejewicz odpowiedział:
— Po prostu miała szczęście i znalazła się w odpowiednim miejscu.
Ojciec powiedział spokojnie:
— Ona przez trzydzieści lat znajduje się w odpowiednim miejscu, podczas gdy ludzie tacy jak ty przygotowują prezentacje.
Etap 7. Zarządzenie anulowane w jeden dzień
Filippa Andriejewicza zawieszono w obowiązkach do zakończenia kontroli.
Wyszedł z sali bez pożegnania.
Interkom w jego gabinecie przestał być używany.
Tymczasowym dyrektorem został kierownik produkcji Nikołaj Iwanowicz.
Jego pierwsze zarządzenie anulowało nowy system KPI.
Drugie przywracało wcześniejsze pensje zasadnicze i dodatki.
Trzecie nakazywało ponowne przeliczenie wszystkich nadgodzin za cały rok.
Księgowość przez kilka dni pracowała do późnego wieczora.
Dwa tygodnie później na moje konto wpłynęło sto osiemdziesiąt cztery tysiące rubli.
Na tę kwotę składały się:
- wyrównanie wynagrodzenia zasadniczego;
- dodatek stażowy;
- należność za nadgodziny;
- rekompensata za opóźnienie wypłat.
Swietłana otrzymała sto czterdzieści dwa tysiące.
Nawet Oksanie ponownie naliczono kilka sobotnich dyżurów, które wcześniej określano jako „dobrowolną pomoc zakładowi”.
Dział kadr skontaktował się również z Giennadijem Pawłowiczem.
Uznano, że jego odejście nastąpiło pod presją, i zaproponowano mu powrót wraz z rekompensatą.
Przyszedł do mnie do laboratorium.
— Nina, jak myślisz, wracać?
— To pana decyzja.
— Boję się, że wszystko zacznie się od początku.
— Filipp Andriejewicz jest zawieszony.
— A później go przywrócą?
— Nie wiem.
Giennadij Pawłowicz spojrzał przez okno na znajomy plac.
— Pracowałem tutaj dwadzieścia lat. Chcę odejść wtedy, kiedy sam o tym zdecyduję, a nie kiedy ktoś mnie wypchnie.
Wrócił.
Obie nagany zostały anulowane.
Zmiany dotknęły również związek zawodowy.
Dotychczasowy przewodniczący, Arkadij Borisowicz, stracił stanowisko.
Okazało się, że składki członkowskie potrafił pobierać bardzo regularnie, ale gdy trzeba było wystąpić w obronie pracowników, bał się utraty gabinetu oraz dodatku funkcyjnego.
Nową przewodniczącą została Swietłana.
Podczas pierwszego zebrania powiedziała:
— Związek zawodowy, który boi się dyrektora, nie jest związkiem zawodowym. Jest dekoracją korytarza.
Nikt nie zaprotestował.
