Galia tymczasem spokojnie weszła do pokoju i usiadła w swoim ulubionym fotelu. W fotelu, w którym od około dwóch miesięcy nie miała okazji spokojnie posiedzieć.
— Wujku Żenia, a gdzie prezenty? — zapytała dziewczynka.
— Jakie prezenty? — Igor spojrzał na nią zaskoczony.
— No przecież ciocia Galia zawsze daje prezenty! — odpowiedziała dziewczynka, jakby było to najbardziej oczywiste na świecie.
Galia spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła.
— A dzisiaj, Maszeńko, ciocia Galia da prezent samej sobie. Najlepszy prezent na świecie.
— Jaki? — dzieci natychmiast się zainteresowały.
— Wolność — odpowiedziała Galia. — Wolność od cudzych problemów, cudzych dzieci, cudzych długów i od ludzi, którzy biorą dobroć za słabość.
Igor i Natasza wymienili spojrzenia.
— Gal, co ty wygadujesz? — zapytał ostrożnie Igor. — Uderzyłaś się w głowę?
— Wręcz przeciwnie — roześmiała się Galia. — Wreszcie zaczęłam jej używać.
Z przedpokoju dobiegł huk, a chwilę później głos Żeni:
— Już, mamo, wychodź! Ostrożnie, żebyś się nie przewróciła!
— Wyszła! — powiedziała głośno Galia. — Jakie to ciekawe! Czyli jednak potrafi, kiedy chce. Potrafi otworzyć drzwi i wyjść z toalety. Niesamowite!
W pokoju zapadła niezręczna cisza. Dzieci patrzyły na dorosłych zdezorientowane, nie rozumiejąc, dlaczego zwykłe urodzinowe spotkanie zamieniło się w coś zupełnie innego.
— Mamo — powiedziała cicho dziewczynka, ciągnąc Nataszę za rękaw — co się stało z ciocią Galią?
— Nic mi nie jest, kochanie — odpowiedziała Galia łagodnie. — Ciocia Galia po prostu wreszcie zrozumiała, że nie musi uszczęśliwiać wszystkich dookoła. I wiecie co? Kiedy to zrozumiałam, zrobiło mi się tak dobrze, że aż chce mi się śpiewać.
I rzeczywiście zaczęła śpiewać. Cicho, prawie pod nosem, jakąś starą piosenkę z czasów swojej młodości.
Po chwili wstała, podeszła do okna i szeroko je otworzyła.
— Zina! — zawołała w stronę sąsiedniego mieszkania. — Słyszysz mnie?
— Słyszę! — dobiegła odpowiedź z sąsiedniego okna.
— Chcesz jutro pójść ze mną do teatru? Bo chyba trochę zatęskniłam za kulturą!
— Chcę! — odpowiedziała z radością Zina. — Od dawna miałam ochotę!
Galia zamknęła okno i odwróciła się do oszołomionych krewnych.
Galia po raz pierwszy postawiła własne granice
Jeszcze tego samego dnia rano wykonywała wszystkie swoje zwykłe obowiązki, jakby nic miało się nie zmienić. Gotowanie, sprzątanie, zajmowanie się domem i rozwiązywanie cudzych problemów zdążyły stać się dla wszystkich czymś oczywistym. Dopiero gwałtowna kłótnia sprawiła, że wypowiedziała na głos to, co przez długi czas pozostawało przemilczane.
Nie chodziło wyłącznie o jedną wizytę Igora, jeden tort czy jedną uwagę teściowej. Galia miała dość sytuacji, w której kolejne decyzje dotyczące jej mieszkania, czasu i pieniędzy zapadały bez prawdziwego pytania o jej zdanie. Sama przyznała, że Żenia podejmował decyzje, a ona jedynie kiwała głową lub milczała.
Teraz po raz pierwszy powiedziała jasno, czego oczekuje: Raisa Iwanowna ma wrócić do własnego mieszkania, Igor nie powinien pojawiać się z rodziną w każdy weekend, a siostra Żeni nie może traktować Galii jak stałego źródła pieniędzy.
„Wystarczy przestać być wygodną dla wszystkich”
Galia spojrzała jeszcze raz na swoich krewnych, którzy nie bardzo wiedzieli, jak zareagować na jej nagłą stanowczość.
— Widzicie? — powiedziała. — Okazuje się, że życie jest pełne niesamowitych możliwości. Trzeba tylko przestać być wygodną dla wszystkich dookoła.
W jej słowach nie było już wcześniejszej histerii. Złość, która jeszcze niedawno wypełniała kuchnię, ustąpiła miejsca spokojowi. Galia podjęła decyzję i tym razem nie zamierzała wycofywać się tylko dlatego, że inni mogli poczuć się urażeni.
Przez wiele miesięcy brakowało jej czasu na zwykłe rzeczy: spokojną herbatę, książkę, wspólne wyjście z mężem czy odpoczynek w weekend. Teraz zaczynała dostrzegać, że może odzyskać choć część swojego życia.
Teatr z Ziną był drobnym planem, ale dla Galii znaczył znacznie więcej niż samo wyjście z domu. Po raz pierwszy od dawna zrobiła coś nie dlatego, że oczekiwali tego krewni, lecz dlatego, że sama miała na to ochotę.
Na koniec powiedziała już bardzo cicho, lecz na tyle wyraźnie, by usłyszeli ją wszyscy:
— I wiecie co? Mam wrażenie, że to dopiero początek.
