— Niech teraz inna synowa zmienia pieluchy twojej mamusi! Ja już nie będę waszą służącą! — krzyknęła Daria, rzucając gumowymi rękawiczkami prosto w twarz męża.
Paweł odruchowo się cofnął, jakby właśnie dostał policzek. Rękawiczki spadły na kuchenną podłogę z mokrym plaśnięciem. Wciąż były na nich krople środka dezynfekującego.
— Co ty wyprawiasz? — syknął, zerkając nerwowo w stronę drzwi sypialni, gdzie leżała jego matka. — Przecież ona wszystko słyszy!
— I bardzo dobrze! Niech słyszy! — Daria odwróciła się w stronę kuchenki, na której gotowała się zupa, i gwałtownie zmniejszyła ogień. — Od trzech lat sprzątam po twojej matce! Od trzech lat! A gdzie przez cały ten czas była ukochana Kasia? Gdzie?
Zofia Nikołajewna rzeczywiście wszystko słyszała. Leżała w łóżku, wsłuchując się w każde słowo dobiegające z kuchni, i zaciskała kościste palce na kołdrze. Po udarze lewa strona jej ciała prawie jej nie słuchała, ale słuch pozostał doskonały. Czasami wręcz zbyt dobry.
— Kasia pracuje, przecież wiesz… — zaczął Paweł, lecz żona natychmiast mu przerwała.
— Pracuje! — Daria uderzyła dłonią w stół. — A ja niby odpoczywam w kurorcie? Też pracuję! Tylko że oprócz tego prowadzę dom, zajmuję się twoją matką i jeszcze ciebie karmię!
Paweł milczał. Co właściwie miał odpowiedzieć? Że Kasia rzeczywiście pojawiała się niezwykle rzadko, właściwie tylko przy okazji najważniejszych świąt, i nawet wtedy zostawała na krótko? Że jego żona miała rację?
Przyznanie tego na głos wydawało mu się jednak niemal zdradą własnej rodziny.
Niespodziewana wizyta ciotki
W przedpokoju zaskrzypiały drzwi. Daria i Paweł natychmiast zamilkli.
— Witajcie! — rozległ się pogodny głos ciotki Swiety. — Wpadłam tylko na chwilkę do Zośki!
Swieta była młodszą siostrą Zofii Nikołajewny i jedyną osobą, która potrafiła bez skrępowania powiedzieć jej prawdę prosto w oczy. Daria doskonale o tym wiedziała. Wiedziała również, że pojawienie się Swiety właśnie w tym momencie mogło nie być przypadkowe.
— Swietłano Pietrowno, proszę wejść — powiedziała chłodno Daria, wycierając ręce o fartuch. — Zofia Nikołajewna jest w sypialni.
— A co się tutaj dzieje? — Swieta przyjrzała się napiętym twarzom małżonków. — Miny macie takie ponure…
— Nic szczególnego — mruknął Paweł. — Daria jest po prostu zmęczona.
— Zmęczona? — Swieta usiadła na taborecie i uważnie spojrzała na synową. — Wiesz, Dario, wczoraj rozmawiałam z Kasią. Opowiadała mi różne rzeczy…
Daria poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Co takiego mogła powiedzieć Kasia? I dlaczego Swieta postanowiła wspomnieć o tym właśnie teraz?
— Co opowiadała? — zapytała, starając się zachować obojętny ton.
— Nic takiego — odpowiedziała Swieta z uśmiechem, który tym razem nie miał w sobie nic przyjaznego. — Mówiła, że być może niedługo się tutaj przeprowadzi. Do Zośki. Będzie pomagać.
Paweł drgnął. O czym mówiła jego ciotka? Kasia nigdy nie wspominała mu o żadnej przeprowadzce.
— Przeprowadzi się? — powtórzyła Daria. — Po co?
— Bo Michał ją wyrzucił. Ostatecznie. Wczoraj. Wystawił jej rzeczy na klatkę schodową — powiedziała Swieta, wyraźnie delektując się każdym słowem. — Podobno miał już dość życia z alkoholiczką.
W kuchni zapadła taka cisza, że można było usłyszeć, jak Zofia Nikołajewna poprawia w sypialni poduszkę.
— To niemożliwe — wyszeptała Daria. — Przecież Kasia…
— Kasia pije, moja droga. Już od dwóch lat. A jak myślałaś, dlaczego tak rzadko odwiedza matkę? — Swieta pokręciła głową. — Wstydzi się. Dlatego unika wizyt.
Paweł ciężko opadł na krzesło. Kasia miała problem z alkoholem? Jego siostra, która zawsze wydawała mu się taka opanowana i dobrze zorganizowana?
— I teraz chce zamieszkać tutaj? — Daria poczuła chłód przebiegający po plecach. — Z nami? W tym mieszkaniu?
— A dokąd ma pójść? — Swieta wzruszyła ramionami. — Miesiąc temu straciła pracę. Nie ma pieniędzy. Zośka jest jedyną osobą, która ją przyjmie.
Z sypialni dobiegł słaby głos:
— Swieta! Chodź tutaj!
Ciotka podniosła się, ale zanim wyszła z kuchni, pochyliła się w stronę Darii.
— Przygotuj się, kochana. Jutro Kasia przyjedzie. Ze wszystkimi swoimi problemami.
Swieta zniknęła w sypialni, pozostawiając za sobą zapach tanich perfum i nieprzyjemne przeczucie nadchodzącej katastrofy.
Daria nie zamierzała dłużej milczeć
Paweł i Daria spojrzeli na siebie. Gumowe rękawiczki nadal leżały na podłodze pomiędzy nimi, jak symbol wszystkiego, co przez ostatnie lata narastało w ich małżeństwie.
— Wiedziałeś? — głos Darii był teraz cichszy, ale pobrzmiewała w nim złość. — Wiedziałeś, że twoja siostra ma problem z alkoholem?
Paweł pokręcił głową, jednak zrobił to zbyt szybko. Daria natychmiast to zauważyła.
— Kłamiesz! — Chwyciła chochlę stojącą przy kuchence i potrząsnęła nią w powietrzu. — Wiedziałeś! Dlatego nigdy nie nalegałeś, żeby pomagała przy matce!
— Daria, posłuchaj…
— Nie. Teraz ty mnie posłuchaj! — Podeszła bliżej. Paweł dostrzegł czerwone plamy pojawiające się na jej szyi. Znał ten znak. Wiedział, że żona jest u kresu wytrzymałości. — Czyli teraz mam zajmować się dwiema osobami? Twoją matką i twoją pijącą siostrą?
Z sypialni dochodziły przytłumione głosy. Swieta coś opowiadała swojej siostrze, a starsza kobieta od czasu do czasu ciężko wzdychała.
— Tutaj nie będzie piła — powiedział cicho Paweł. — Dopilnuję tego.
— Ty? — Daria roześmiała się gorzko. — Przecież nawet własnej żony nie zauważasz! Kiedy ostatnio normalnie spałam? Kiedy ostatni raz poszliśmy razem do kina?
Paweł otworzył usta, ale nie znalazł odpowiedzi. Sam nie pamiętał. Czy było to jeszcze przed chorobą matki? Dwa lata temu?
— A teraz oczekujesz, że będę niańczyć jeszcze Kasię? — ciągnęła Daria. — Że będę patrzeć, jak rano wymiotuje, ukrywa butelki i kłamie mi prosto w oczy?
— Może to tylko tymczasowe…
— Tymczasowe! — Daria cisnęła chochlę do zlewu. — Przecież widziałeś wczoraj Michała! Widziałeś, jak wyglądał? Był wyraźnie spokojniejszy. Jakby nagle pozbył się ogromnego ciężaru!
Paweł rzeczywiście widział szwagra przed blokiem. Michał palił papierosa i uśmiechał się w sposób, w jaki nie uśmiechał się już od bardzo dawna.
Pokój, którego Daria nie chciała oddać
Drzwi sypialni zaskrzypiały i pojawiła się w nich Swieta. Na jej twarzy malowało się zadowolenie.
— Zośka mówi, żebyście opróżnili mały pokój. Kasia przyjedzie jutro wieczorem — oznajmiła takim tonem, jakby informowała o prognozie pogody.
— Co? — Daria gwałtownie się odwróciła. — Jaki pokój?
— Ten, w którym trzymacie deskę do prasowania i maszynę do szycia. Przecież można to wszystko gdzieś przenieść.
Daria poczuła, jak grunt usuwa jej się spod nóg.
Mały pokój był jej jedynym azylem. To właśnie tam szyła, czytała albo po prostu siedziała w ciszy, gdy napięcie w mieszkaniu stawało się nie do zniesienia. W domu podporządkowanym chorobie, obowiązkom i potrzebom innych osób ta niewielka przestrzeń była jedynym miejscem, które uważała naprawdę za swoje.
— Nie — odpowiedziała stanowczo. — Nie opróżnię go.
Swieta uniosła brwi.
— Jak to nie? A gdzie Kasia będzie spała?
— Nie wiem. To nie jest mój problem.
— Dario — Swieta przybrała pojednawczy ton — no co ty? Przecież jesteśmy rodziną. Trzeba sobie pomagać.
— Rodziną? — Daria odwróciła się do niej całym ciałem. — A gdzie była ta rodzina, kiedy sama zajmowałam się Zofią Nikołajewną? Gdzie była rodzina, kiedy wstawałam do niej w nocy? Kiedy przewróciła się w łazience?
— Daria! — syknął ostrzegawczo Paweł.
— Co „Daria”? — zwróciła się do męża. — Myślisz, że sprawia mi przyjemność mycie twojej matki? Zmienianie jej pieluch? Karmienie jej łyżeczką?
Nagle z sypialni dobiegł podniesiony głos Zofii Nikołajewny:
— To twój obowiązek! Jesteś żoną mojego syna!
— Mój obowiązek?
Daria ruszyła prosto do sypialni. Paweł próbował ją zatrzymać, ale wyrwała mu się.
— A gdzie jest obowiązek pani córki? Gdzie?
W sypialni pachniało lekarstwami i charakterystyczną wonią choroby, która przez dwa lata zdawała się przeniknąć całe pomieszczenie. Zofia Nikołajewna leżała oparta o wysoko ułożone poduszki. Wyglądała drobno i krucho, ale w jej spojrzeniu wciąż było wiele złości.
— Kasia jest chora — powiedziała starsza kobieta. — Ma problemy.
— Problemy! — Daria usiadła na brzegu łóżka, nawet nie pytając o pozwolenie. — A ja mam codziennie święto? Pracuję na dwóch etatach, żeby zarobić na pani lekarstwa! Sprzedałam ostatnią spódnicę, żeby kupić pieluchy!
Swieta spróbowała interweniować.
— Dario, nie trzeba tak…
— Zamknij się! — krzyknęła Daria tak gwałtownie, że Swieta odruchowo się cofnęła. — Przychodzisz raz w miesiącu na pół godziny, rozdajesz wszystkim rady, a później znikasz!
— Jak śmiesz! — Zofia Nikołajewna spróbowała się podnieść, lecz zabrakło jej sił. — Przyjęłam cię do naszej rodziny!
— Przyjęła mnie pani? — Daria roześmiała się gorzko. — Pani mnie tylko tolerowała! Bo Paweł postanowił się ze mną ożenić! A kiedy pani zachorowała, nagle uznała pani, że jestem coś winna całej rodzinie!
