Pani Harper wiedziała, że Greg zrobi z tego piekło.
A ja musiałem podjąć decyzję: ulec jego żądaniom albo zatrzymać ostatni dar, jaki mi zostawiła.
Następnego ranka żwir zatrzeszczał pod kołami, zanim zdążyłem dopić kawę.
Czarny sedan podjechał ciasno pod moją skrzynkę na listy. Greg wysiadł i ruszył podjazdem tak, jakby już należał do niego.
– Musimy pogadać – powiedział. – Zanim zrobisz coś głupiego.
– Nie mamy o czym rozmawiać, Greg. Twoja ciotka jasno wyraziła swoją wolę.
Nachylił się i uśmiechnął.
– Sprawdziłem cię, wiesz? Siedem lat temu. Dokładnie wtedy, kiedy zaczęła się ta twoja wygodna przyjaźń z moją ciotką. Depresja. Leki. Wizyty u terapeuty, które odwoływałeś.
Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy.
– Skąd ty…
– Nieważne skąd. – Greg stuknął palcem w teczkę. – Ważne, że mogę cię pogrzebać. I zrobię to.
– Nigdy jej o nic nie prosiłem.
– Nie musiałeś prosić. Wystarczyło być obok i nią manipulować.
Te słowa uderzyły mocniej, niż chciałem przyznać.
Greg obserwował moją twarz i uśmiechał się coraz szerzej.
– Podpisz to – powiedział, podsuwając mi pojedynczą kartkę. – Odejdź czysty. Bez pozwu. Bez reporterów. Bez sąsiadów słuchających o twoich sprawach.
Wziąłem kartkę.
Patrzyłem na linię, na której miał znaleźć się mój podpis.
Greg wyciągnął długopis.
Prawie podpisałem i oddałem dar pani Harper jej siostrzeńcowi. Wtedy jednak przypomniałem sobie coś ważnego.
W liście napisała, że nie chciała sprowadzać na mnie kłopotów.
Napisała, że mogę sprzedać wszystko, jeśli tego nie chcę.
Ale istniał powód, dla którego nie zostawiła nic Gregowi. Musiał być poważny, skoro dopilnowała, żeby nawet nie zaproszono go na odczytanie testamentu.
Greg zrobił coś swojej ciotce. Coś strasznego.
Nie mogłem mu niczego przepisać, bez względu na to, jak bardzo mi groził, dopóki nie dowiem się, co to było.
– Potrzebuję chwili – powiedziałem.
– Bierz sobie wszystkie chwile świata. – Greg zerknął na zegarek. – Poczekam w samochodzie.
Przeszedłem przez podjazd.
Otworzyłem dom pani Harper zapasowym kluczem.
Przeszukałem jej biurko i szafę w przedpokoju. Nic.
Potem przyszła mi do głowy jedna rzecz.
Poszedłem do kuchni.
Wyjąłem z szafki mój kubek z kardynałem.
Coś w nim zagrzechotało.
Odwróciłem kubek, a na moją dłoń wysunął się mały skórzany notes.
Usiadłem przy jej stole i otworzyłem go.
Pierwsza strona była datowana cztery lata wcześniej.
„Greg znów dziś przyszedł. Pytał o akt własności bliźniaka przy Elm. Powiedziałam nie. I tak zabrał mój czek. Odcinek numer 4421, sześćset dolarów, podpis sfałszowany”.
Przewróciłem stronę.
„12 marca. Greg zadzwonił, udając pracownika banku. Poprosił o mój numer ubezpieczenia. Podałam mu zmyślony. Nie zauważył”.
Strona po stronie.
Dowody na to, że Greg od lat okłamywał i wykorzystywał swoją ciotkę.
Pani Harper dokładnie wiedziała, kim jest jej siostrzeniec. I po cichu budowała własną sprawę.
Na samym końcu, świeższym atramentem, zapisała ostatnie zdanie.
Jeśli to czytasz, kochany, to znaczy, że przyszedł też po ciebie.
Nie podpisuj niczego. Zanieś to do Vance’a.
Zamknąłem notes i przycisnąłem go do piersi.
Oczy mnie piekły, ale się uśmiechałem.
Wróciłem na zewnątrz. Greg wciąż stał obok samochodu i stukał butem o żwir.
Powiedziałem mu, że rano spotkam się z nim w kancelarii prawnika.
