August 24, 2026 Feed v2

Jedno zdanie nowej szefowej sprawiło, że odeszłam

Relacja „rodzic–dziecko” zamiast „dorosły–dorosły”

W zdrowym środowisku zawodowym komunikacja powinna odbywać się pomiędzy dorosłymi ludźmi. Każdy ma swoje obowiązki, zakres odpowiedzialności i możliwość prowadzenia profesjonalnego dialogu.

Gdy jednak do miejsca pracy przenosi się model rodzinny, przełożony może zacząć przyjmować rolę „rodzica”, a podwładni – „dzieci”. W przypadku pani Margarity jej wiek, sposób bycia i dominująca postawa idealnie pasowały do roli matriarchini.

A dzieci, przynajmniej w takim modelu relacji, nie powinny dyskutować. Mają słuchać, być wdzięczne i nie zadawać zbyt wielu niewygodnych pytań.

To właśnie tutaj dostrzegałam kolejne niebezpieczeństwo.

Zdrowa krytyka może zacząć być odbierana jak nieposłuszeństwo, a zwykła różnica zdań jak niewdzięczność. Z czasem mogą pojawić się osoby szczególnie faworyzowane oraz takie, które pozostają na uboczu.

Zamiast profesjonalnych relacji zaczyna dominować emocjonalna atmosfera, w której coraz większą rolę mogą odgrywać sympatie, konflikty, plotki i osobiste układy.

Rozmowa o wynagrodzeniu jako test lojalności

Drugim problemem, który kojarzył mi się z takim sposobem myślenia, była kwestia pieniędzy.

W „rodzinnej” firmie rozmowa o wynagrodzeniu może zostać przedstawiona nie jako naturalny element relacji zawodowej, ale jako coś niewłaściwego. Pracownik prosi o podwyżkę, a w odpowiedzi może usłyszeć pytanie, czy naprawdę pracuje wyłącznie dla pieniędzy albo czy pieniądze są dla niego ważniejsze niż zespół.

W takiej atmosferze lojalność zaczyna być ceniona bardziej niż wiedza, kompetencje i rzeczywisty wkład pracownika.

Zamiast zatrzymywać ludzi dobrymi warunkami i możliwościami rozwoju zawodowego, próbuje się budować ich przywiązanie poprzez poczucie obowiązku, wdzięczności i wierności wobec zespołu.

Widziałam utalentowanych specjalistów, którzy przez lata funkcjonowali w podobnych strukturach. Pracowali nawet po czternaście godzin dziennie, podczas gdy ich prawdziwe rodziny prawie przestawały ich widywać.

Dla mnie był to wystarczający powód, aby bardzo ostrożnie podchodzić do wszystkich deklaracji o firmie będącej „drugim domem” czy zespole mającym stać się „jedną rodziną”.

Ciąg dalszy artykułu znajduje się na następnej stronie Reklama
Dalsza część na następnej stronie:
Share on Facebook