Świadoma decyzja dorosłego człowieka
Kiedy dyrektorka zakończyła swoje pełne emocji przemówienie, w mojej głowie układał się już obraz przyszłości, której nie chciałam dla siebie.
Miałam wrażenie, że nie chodzi wyłącznie o stworzenie zespołu profesjonalistów. Obawiałam się środowiska, w którym od pracowników oczekiwano przede wszystkim bezwarunkowej lojalności.
Moi współpracownicy nadal zachwycali się serdecznością nowej szefowej, a ja drukowałam wypowiedzenie.
Nie uważałam, że uciekam przed trudnościami. Chciałam raczej uniknąć przyszłości, w której moje osobiste granice mogłyby być regularnie przekraczane pod hasłem „rodzinnych wartości”. Nie chciałam czuć się winna tylko dlatego, że o szóstej wieczorem kończę pracę i idę do domu.
Praca nie musi udawać rodziny
Wolę pracować z profesjonalistami. Możemy się lubić, zaprzyjaźnić, wspierać i pomagać sobie w trudniejszych momentach. Nie oznacza to jednak, że musimy udawać rodzinę.
Możemy pozostać dorosłymi ludźmi połączonymi uczciwą współpracą, jasno określonymi obowiązkami i wzajemnym szacunkiem, zamiast tworzyć sztuczne więzi przypominające pokrewieństwo.
Z tej perspektywy odejście było dla mnie jedną z najbardziej świadomych decyzji zawodowych. Traktowałam je jako zwyczajną ochronę własnych granic.
Mimo to czasami wracam myślami do tamtego spotkania i zastanawiam się, czy nie zareagowałam zbyt zdecydowanie. Czy jedno zdanie rzeczywiście wystarczyło, by przewidzieć sposób zarządzania nowej dyrektorki? A może hasło „jesteśmy jedną wielką rodziną” naprawdę może być jednym z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych w miejscu pracy?
