P.
Długo myślałem, że to skrót od projektu.
Teraz spojrzałem na to inaczej.
Peter.
Drzwi nagle się otworzyły.
Réka stała tam.
– Możemy porozmawiać?
Zamknąłem telefon.
– Porozmawiamy.
Weszła i zamknęła za sobą drzwi.
– Dlaczego tak się zachowujesz wobec Petera?
– Bo kłamie.
– O czym?
– Powiedz mi.
Objęła się ramionami na zimnie.
– Anno, nie wszystko jest spiskiem.
– Kto ci to powiedział?
– Tutaj?
– Nie powiedziałem, że to spisek.
Réka odwróciła wzrok.
Moje serce zaczęło bić wolniej.
– Co wiesz o śmierci Marka?
– Nic.
– Spójrz na mnie.
Nie spojrzał.
Wstałem.
– Réka.
– Przestań.
– Co wiesz?
Potem wybuchnął płaczem.
Ale to nie były łzy, jakie miał na pogrzebie.
Jego ramiona się trzęsły.
– Péter powiedział, że to tylko spór biznesowy.
Nic nie powiedziałem.
– Jaki spór?
– Nie wiem.
– Réka.
– Przysięgam. Nie wiem dokładnie.
– Co więc wiesz?
Usiadł na starej skrzyni.
– Dwa tygodnie przed wypadkiem słyszałam go przez telefon. Péter powiedział komuś, że „wojskowy kopał za głęboko”.
Zaschło mi w ustach.
– Czemu mi nie powiedziałeś?
– Myślałam, że to jakiś kontrakt.
– A kiedy Márk umarł?
Réka ocierała twarz, płacząc.
– Zapytałam Pétera. Powiedział, że to nie ma z tym nic wspólnego. Powiedział, że jeśli cokolwiek powiem, zrujnuję rodzinę.
– Dlatego mnie tu wezwałeś?
Nie odpowiedział.
– Réka.
– Péter potrzebuje czegoś po Márku.
– Co?
– Pendrive.
Wszystko we mnie zamarło.
Po śmierci Márka wojskowi szukali też zaginionego nośnika danych.
– Jakiego pendrive’a?
– Nie wiem. Powiedział, że musisz go mieć.
– A dokumenty?
Réka spuściła głowę.
– Jeśli podpiszesz pełnomocnictwo, Peter będzie miał dostęp do wynajętego przez Marka magazynu w Budapeszcie.
Nawet o tym nie wiedziałam.
– Jaki magazyn?
– W trzynastej dzielnicy.
– Adres?
– Nie wiem.
Wtedy z wnętrza zatrzasnęły się drzwi.
Usłyszeliśmy głos Petera.
– Réka?
Moja siostra zbladła.
– Nie mów jej, że rozmawiałam.
Drzwi garażu się otworzyły.
Peter stał tam.
Miał na sobie płaszcz.
A w dłoni trzymał telefon Réki.
– Co ty tu robisz? – zapytał żonę.
Réka wstała.
– Przyniosłam tylko koc.
Peter spojrzał na mnie.
– Ciekawe. Nie widzę koca.
Powietrze się zmieniło.
– Wróć, powiedział do Réki.
– Peter…
– Już.
Réka minęła go.
Kiedy zostaliśmy sami, Peter zamknął drzwi.
– Nie powinieneś wciągać w to swojej siostry.
– Co?
– Znów robisz z siebie idiotę.
– Powiedziałeś, że nic nie wiem.
Podszedł bliżej.
– Gdzie jest nośnik danych Marka?
Nie odpowiedziałem.
– Nie wiem, o czym mówisz.
– Oczywiście.
– A gdybym wiedział?
– To radziłbym ci mi go dać.
– Dlaczego?
– Bo go nie potrzebujesz.
– Ale potrzebujesz?
Zacisnął szczękę.
– Mark nie rozumiał, jak działa świat.
– Najwyraźniej rozumiałeś.
– Myślał, że jeśli znajdzie kilka nieprawidłowości, wszyscy będą mu się kłaniać.
– Jakie nieprawidłowości?
– Nie próbuj mnie przesłuchiwać.
– Dlaczego? Jesteś irytujący?
Potem złapał mnie za ramię.
Nie mocno.
Ale wystarczająco mocno, żebym zrozumiał.
– Jesteś w szóstym miesiącu ciąży – powiedział cicho. – Wdowa. Nie potrzebujesz kolejnego problemu.
Spojrzałam na jego dłoń.
– Puść.
– Daj mi to, co zostało z Marka.
– Puść.
– Anna…
– Peter.
Mój głos był tak spokojny, że aż się zawahał.
– Masz trzy sekundy.
Zaśmiał się.
– Po co?
– Trzy.
– Co robisz?
– Dwa.
Puścił.
– Jesteś szalony.
– Jeden.
Z ulicy dobiegł warkot silnika.
Nie samochodu.
Więcej.
Peter gwałtownie odwrócił głowę.
Mój telefon zawibrował.
„ALPHA-7 przy bramie”.
Peter otworzył drzwi garażu.
Trzy ciemne samochody podjechały przed dom.
Z pierwszego wysiadło czterech cywilów, z drugiego dwóch funkcjonariuszy żandarmerii. Jeden z nich skierował się prosto do bramy.
Wyraz twarzy Petera się zmienił.
„Co to jest?”
Założyłem płaszcz.
„Mówiłem, że masz trzy sekundy”.
„Kim są ci ludzie?”
„Przyszli po mnie”.
„Dlaczego Siły Obronne miałyby po ciebie przyjść?”
Spojrzałem na niego.
„Bo nie składam dokumentów w ministerstwie”.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Mój ojciec krzyknął gniewnie z domu:
„Kto tam o tej porze?”
W następnej chwili jeden z oficerów wszedł do garażu.
– Podpułkownik Anna Kovács?
Péter spojrzał na mnie, jakby widział mnie po raz pierwszy.
– Podpułkownik?
Skinąłem głową.
–
Tak.
Oficer podszedł do mnie.
– Musimy natychmiast wyjechać. Protokół ochronny wszedł w życie.
Piotr cofnął się.
„To nieporozumienie”.
Oficer spojrzał na niego.
„Piotr Wielki?”
Piotr nie odpowiedział.
– Proszę, zostań na miejscu.
Promowane treści
لن تصدق ما ثلاثه هذا بوجد بالمشاعر
Ziołopiękno
Na koniec tańce weselne, które zostały opublikowane w Internecie
Mózgówki
Co robisz, jeśli zdarzy Ci się wypadek?
Mózgówki
„Dlaczego?”
Następnie weszło dwóch pozostałych mężczyzn.
To nie byli żołnierze.
Ludzie Prokuratury Centralnej.
Przyszli także mój ojciec, mama i Réka.
– Co tu się dzieje? zapytał mój ojciec.
Jeden z detektywów pokazał dowód tożsamości.
– Mamy zlecenie poszukiwania i produkcji.
