Etap 2. „Głowa rodziny odkryła pustą szafę”
Nasta przyjechała po czterdziestu minutach z butelką szampana i bukietem kwiatów, które natychmiast wypełniły salon przyjemnym, świeżym zapachem, stanowiąc miły kontrast dla ciężkiej atmosfery, jaka panowała w mieszkaniu od czasu przyjazdu teściowej. – Za awans! – powiedziała, ściskając Marinę w serdecznym uścisku, który przyniósł jej więcej ukojenia niż wszystkie słowa, jakie mogłyby paść w tej sytuacji. – Wiedziałam, że sobie poradzisz. Zawsze wiedziałam. – Z kuchni dobiegał podniesiony głos Galiny Stiepanowny, która najwyraźniej nie zamierzała rezygnować ze swojej roli głównej komentatorki rodzinnych wydarzeń: – Wiktorze, a ty dlaczego milczysz? Żona powinna ci się tłumaczyć, gdzie wydaje pieniądze! – Marina zamknęła oczy na chwilę, zbierając siły, by nie dać się ponownie wciągnąć w wir jałowych kłótni. – Ona wciąż tu jest? – zapytała cicho Nasta. – Tak – odpowiedziała Marina, wzdychając. – To chodźmy do salonu. Chcę usłyszeć, jak skończy się wykład o obowiązkach rodzinnych – powiedziała, uśmiechając się gorzko, choć w jej sercu nie było już miejsca na dawną cierpliwość.
Galina Stiepanowna pojawiła się w drzwiach, skrzyżowawszy ręce na piersi, w pozie, która miała wyrażać całe jej oburzenie i niezgodę na obecność nieproszonego gościa w jej – jak to ujmowała – rodzinnym domu. – A to znowu kto? – zapytała, mierząc Nastę wzrokiem pełnym niechęci. – Moja przyjaciółka – odpowiedziała Marina, nie spuszczając wzroku z teściowej. – Prowadzimy rozmowę rodzinną – oświadczyła Galina Stiepanowna, jakby to miało być wystarczającym argumentem, by Nasta natychmiast opuściła mieszkanie. – Już skończyliśmy – odparła Marina, nie ustępując ani na krok. – Wiktor wyszedł za nią, trzymając w ręce pudełko, w którym jeszcze przed chwilą znajdował się zegarek, ale teraz jego dłoń ściskała puste opakowanie, które przypominało o całej sytuacji. – Postanowiłem oddać – powiedział cicho, unikając wzroku żony. – Dobrze – odpowiedziała, nie okazując żadnych emocji, choć w jej wnętrzu coś drgnęło na widok tej symbolicznej kapitulacji. – Ale nie myśl, że mnie kupisz – dodał szybko, jakby próbował odzyskać resztki swojej pozycji. – Nawet nie myślałam o tym – odparła spokojnie. – Musisz zrozumieć, że w rodzinie decyzje podejmuje mężczyzna – powiedział, podnosząc głos, by nadać swoim słowom większą wagę. – Nasta parsknęła krótkim śmiechem, który zabrzmiał w ciszy jak sygnał, że nie zamierza brać udziału w tej farsie. – To niech mężczyzna chociaż opłaca połowę wspólnych wydatków – rzuciła, patrząc na Wiktora z wyzywającym uśmiechem. – Pani nikt nie pytał – odgryzł się Wiktor, marszcząc czoło. – A mnie nikt nie pytał, kiedy zapraszałaś tu swoją matkę – odpowiedziała Marina, nie pozwalając się sprowokować. – Ale jakoś od trzech godzin rządzi na mojej kuchni.
Galina Stiepanowna oblała się rumieńcem, który świadczył o tym, że trafiła w nią uwaga synowej. – Jestem matką głowy rodziny! – wykrzyknęła, jakby to miało być ostatecznym argumentem w każdej dyskusji. – Głową rodziny jest tu ten, kto ma prawo własności do mieszkania – odpowiedziała Marina, podnosząc głos, by jej słowa dotarły do wszystkich obecnych. – A tym kimś jestem ja. – Wiktor napiął mięśnie, jakby przygotowywał się do kolejnej wymiany zdań, ale zamiast krzyku usłyszał od żony słowa, które miały zakończyć ten spór raz na zawsze. – Znowu zaczynasz o mieszkaniu? – zapytał, choć w jego głosie nie było już dawnej pewności. – Nie. Kończę o mieszkaniu. – Marina przeszła do sypialni i wyjęła z szafy teczkę z dokumentami, która przez lata leżała w bezpiecznym miejscu, jako symbol jej niezależności i prawnych gwarancji. – Oto akt własności – powiedziała, kładąc dokument na stole. – Mieszkanie zostało kupione przeze mnie za pieniądze, które otrzymałam po śmierci babci. Przed ślubem. Doskonale o tym wiesz. – Jesteśmy rodziną – próbował argumentować Wiktor, ale jego głos brzmiał już niepewnie. – Rodzina nie oznacza, że możesz osiedlić tu kogoś bez mojej zgody – odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Moja matka nie jest dla ciebie kimś? – zapytał, próbując jeszcze raz użyć tego samego argumentu. – Jest człowiekiem. Ale nie gospodynią – odpowiedziała Marina, a w jej głosie zabrzmiała stanowczość, której nie słyszał w niej od lat.
Galina Stiepanowna porwała swoją torebkę, jakby za chwilę miała opuścić to miejsce, ale jej ruchy były pełne wahania, które zdradzało, że nie zamierza rezygnować z tej pozycji tak łatwo. – Sama wyjdę! – krzyknęła. – Nie potrzebuję waszego mieszkania! – Dziś zostanie pani – powiedziała Marina, nie podnosząc głosu. – Jest już późno. Ale rano zamówię dla pani taksówkę. – Wyrzucasz matkę swojego męża? – zapytała teściowa, a w jej głosie pojawiła się nuta histerii. – Ustalam termin pobytu, o który nikt mnie nie zapytał – odpowiedziała Marina, dając tym samym do zrozumienia, że era jej uległości dobiegła końca. – Wiktor uderzył pięścią w framugę drzwi, a dźwięk ten odbił się echem po całym mieszkaniu, jak wyraz jego bezsilności, która wreszcie znalazła ujście w tym gwałtownym geście. – Marina, przestań! – krzyknął. – Jestem głową rodziny! – To zachowuj się jak głowa rodziny, a nie jak syn chowający się za spódnicą matki – odpowiedziała, a w jej głosie zabrzmiała pogarda, która poraziła go bardziej niż jakiekolwiek inne słowa. Zbladł, nie mogąc znaleźć odpowiedzi, a jego cisza była bardziej wymowna niż wszystkie protesty, jakie mógłby w tej chwili wykrzyczeć. Nasta położyła dłoń na ramieniu Mariny w geście wsparcia, ale ona już wiedziała, że nie cofnie się ani na krok.
– Jutro oddasz mi zegarek – powiedziała Marina do Wiktora, wracając do tematu, który był jedynie symbolem znacznie większego problemu. – A pojutrze chcę otrzymać listę wszystkich rzeczy, które uważasz za „swoje” w tym mieszkaniu. – Wyrzucasz mnie? – zapytał, a w jego głosie pojawiło się niedowierzanie, jakby nie mógł pojąć, że jego żona, która zawsze ustępowała, nagle postanowiła zawalczyć o swoje prawa. – Na razie proszę cię o spakowanie rzeczy – odpowiedziała, nie dodając nic więcej, bo nie było już potrzeby, by przedłużać tę rozmowę, która i tak zaszła za daleko.
