Etap 4 . „Prezent wrócił nie sam”
Wiktor wyszedł do pracy, a Galina Stiepanowna została w mieszkaniu, jakby zamierzała uparcie kontynuować swoje nieautoryzowane rządy, mimo że jej pozycja została mocno zachwiana poprzedniego wieczoru. Marina pracowała z domu, starając się nie zwracać uwagi na teściową, która jak cień krążyła po mieszkaniu, szukając pretekstu do kolejnej uwagi, która miała podważyć jej autorytet i niezależność. – Jesteś pewna, że dasz sobie radę z działem? – zapytała Galina Stiepanowna, wchodząc do pokoju bez pukania, jakby granice prywatności nie miały dla niej żadnego znaczenia. – Jestem pewna – odpowiedziała Marina, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa, choć czuła, jak jej cierpliwość jest wystawiana na próbę. – Ludzie nie lubią, gdy rządzą nimi kobiety – stwierdziła teściowa, jakby ogłaszała niepodważalną prawdę. – Mojemu zespołowi liczą się wyniki – odpowiedziała Marina, starając się zachować profesjonalny spokój. – Twój mąż też potrzebuje rezultatów – dodała zjadliwie Galina. – Na przykład tego, żeby w domu było czysto. – Marina nie odpowiedziała, wiedząc, że każda próba dyskusji zakończy się tym samym – kolejnym kołem wzajemnych oskarżeń, które nie prowadziło do żadnego konstruktywnego rozwiązania.
W południe, podczas krótkiej przerwy, Marina zauważyła, że pudełko z zegarkiem zniknęło z szafy, w której wczoraj je schowała. Serce zabiło jej szybciej, gdy przeszukała wszystkie półki, choć doskonale wiedziała, czego szuka i gdzie powinno być. – Galina Stiepanowna, gdzie jest prezent dla Wiktora? – zapytała, wchodząc do kuchni, gdzie teściowa właśnie nalewała sobie herbatę z jej ulubionego dzbanka. – Nie wiem – odpowiedziała, wzruszając ramionami w geście udawanej obojętności. – Zabrali je? – zapytała Marina, choć w głębi duszy znała już odpowiedź. – Pewnie tak – odparła teściowa, nie patrząc na nią. – Marina zadzwoniła do męża, choć wiedziała, że ta rozmowa tylko pogłębi jej rozczarowanie. – Witia, masz zegarek? – zapytała, starając się opanować drżenie w głosie. – Nie, zostawiłem go w domu – odpowiedział, a w jego głosie słychać było zaskoczenie, jakby nie miał pojęcia o całej sytuacji. – Nie ma go – powiedziała Marina. – Może go schowałaś? – zapytał, jakby to była jedyna logiczna możliwość. – Nie ruszałam go – odparła.
Galina Stiepanowna, która stała w drzwiach i obserwowała całą scenę z miną wyrażającą najwyższe zadowolenie, w końcu postanowiła ujawnić swoje sprawstwo. – Nie rób ze mnie złodziejki – powiedziała, unosząc głowę. – Wyrzuciłam je. – Marina powoli odwróciła się w jej stronę, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. – Co? – Takie drogie rzeczy przy długach są niepotrzebne – stwierdziła teściowa, jakby tłumaczyła oczywiste prawdy ekonomiczne. – Włożyłam je do torby i wyniosłam do kontenera na śmieci. – Przez kilka sekund Marina nie mogła wydusić z siebie słowa. Ogarnęła ją fala zimnego gniewu, która mieszała się z niedowierzaniem, że ktoś może być tak bezczelny i destrukcyjny. – Wyrzuciła pani prezent o wartości ponad stu tysięcy rubli? – zapytała w końcu, a w jej głosie zabrzmiało coś, co nie było już tylko złością, ale głębokim, bezdennym rozczarowaniem. – A co z tego? Zegarek. Mój syn nie powinien nosić rzeczy kupionych przez żonę, która będzie mu nimi potem wypominać – odpowiedziała Galina Stiepanowna, jakby to był najlogiczniejszy argument pod słońcem. – Marina chwyciła klucze, nie mówiąc ani słowa więcej, i wybiegła z mieszkania, by sprawdzić, czy uda się jeszcze uratować to, co teściowa zniszczyła w swojej bezmyślnej złośliwości. – Gdzie torba? – zapytała, dzwoniąc do firmy zarządzającej budynkiem. Dowiedziała się, że kontenery zostaną opróżnione dopiero wieczorem, co dało jej kilka godzin na znalezienie paczki wśród stert śmieci, które już zaczynały wydzielać nieprzyjemny zapach. Razem z dozorcą przeszukała wszystkie worki, aż w końcu znalazła pudełko – zabrudzone, z porysowanym paskiem, ale w środku zegarek wciąż działał, jakby opierał się losowi, który chciał go zniszczyć.
Gdy Wiktor wrócił do domu, Marina położyła przed nim zabrudzone pudełko, nie dodając żadnego komentarza, który mógłby zdradzić jej emocje. – Oto twój prezent – powiedziała. – Spojrzał na brudne pudełko, a na jego twarzy pojawiło się zdumienie. – Mama powiedziała, że sama go wyrzuciłaś – powiedział cicho. – Twoja matka go wyrzuciła. Ja go odnalazłam – odpowiedziała. – Wiktor powoli przeniósł wzrok na Galinę, która stała w drzwiach z miną obrażonej królowej. – Mamo, po co? – zapytał, a w jego głosie pojawiła się nuta wyrzutu, której Marina nie słyszała w nim od dawna. – Żeby zrozumiała, że pieniądze nie decydują o wszystkim – odpowiedziała matka, podnosząc głos, by jej słowa zabrzmiały jak niepodważalny wyrok. – Mogłaś po prostu mnie zapytać – powiedział cicho, a w jego głosie zabrzmiała nuta bezradności. – Broniłam cię! – krzyknęła. – Zniszczyłaś rzecz, którą podarowała mi żona – odpowiedział, a w jego głosie po raz pierwszy zabrzmiało coś na kształt buntu. – Kupiła cię tym prezentem! – krzyknęła matka, nie ustępując ani na krok. – Nie – odpowiedział cicho. – To ty teraz próbujesz mną rządzić. – Galina Stiepanowna zamilkła, nie mogąc znaleźć odpowiedzi na te słowa, które wbiły się w nią jak ostrze. – Marina wyjęła zegarek z pudełka i położyła go na stole przed mężem. – Są twoje – powiedziała. – Zabieraj. – Nie będę ich nosił – odpowiedział. – Dlaczego? – Bo teraz rozumiem, że kupowałaś mnie nie dla siebie. Chciałaś mnie uszczęśliwić. A my z mamą zamieniliśmy to w wojnę – powiedział, a w jego głosie pojawiła się skrucha, której Marina nie słyszała w nim nigdy wcześniej. – Po raz pierwszy usłyszała od niego coś, co przypominało uczciwość. Ale wiedziała też, że sama uczciwość to za mało, by naprawić lata zaniedbań, kłamstw i wzajemnych oskarżeń
