Część 2: Teściowa ujawnia prawdziwy plan
— Chcecie wyrzucić mojego syna z domu? — wrzasnęła Zinaida Arkadiewna, podnosząc się z krzesła tak gwałtownie, że omal nie przewróciła się wraz z nim. — Wyrzucić na bruk, bez dachu nad głową, po ośmiu latach małżeństwa? To jakieś szaleństwo!
— Chcę, żeby przestał rozporządzać tym, co do niego nie należy — odpowiedziałam, wpatrując się w nią spokojnie. — To nie jego własność, ale moja. I ja decyduję o jej losie.
— Mieszka tu osiem lat! — wykrzyknęła, jakby to była niepodważalna prawda, która zmienia wszystko. — Ma swoje prawa, ma przyzwyczajenia, ma w końcu swoją przestrzeń! To jego dom, a nie tylko twoje mieszkanie.
— Prawo do mieszkania za zgodą właściciela — wtrącił się Andriej, precyzyjnie dobierając słowa. — To nie to samo, co prawo do rozdawania udziałów krewnym. Siergiej mieszka w tym lokalu, ponieważ Maria wyraziła na to zgodę. Nie oznacza to jednak, że może swobodnie dysponować tym mieniem.
Irina pochyliła się w stronę matki i szepnęła jej coś do ucha. Zinaida Arkadiewna odsunęła ją jednak ze złością, machając ręką w sposób świadczący o tym, że nie życzy sobie żadnych podpowiedzi.
— Dobrze — powiedziała w końcu, biorąc głęboki oddech, jakby przygotowywała się do wielkiego wyznania. — Skoro już wszystko wyjaśniamy, mówmy uczciwie. Irka naprawdę nie ma się gdzie podziać. U mnie w mieszkaniu przecieka sufit, dwie rodziny w małej chruszczowce nie mieszczą się w żaden sposób. U was są trzy pokoje. Plan był taki: sformalizowalibyśmy udziały, potem sprzedali mieszkanie i kupili dwa mniejsze lokale. Każdy dostałby swoje miejsce do życia.
Powoli odwróciłam głowę w stronę Sergieja, który nagle pobladł, jakby wypito z niego całą krew.
— Co? — zapytałam, choć doskonale słyszałam każde słowo teściowej. Potrzebowałam jednak, by powtórzył to on, bym mogła usłyszeć to z jego ust.
— Mamo, nie powinnaś teraz tego mówić… — zaczął cicho, ale matka nie dała mu skończyć.
— A kiedy, jeśli nie teraz? — oburzyła się, krzyżując ręce na piersi. — Skoro ściągnęli adwokata, niech wiedzą, że plan był rozsądny. Jedno mieszkanie kupujemy wam, drugie — mnie z Irką. Wszyscy są zabezpieczeni, nikt nie mieszka na kupie.
— Kosztem sprzedaży mojego mieszkania? — zapytałam, czując, jak wewnętrzna temperatura zaczyna rosnąć.
— Nie twojego, tylko rodzinnego! — poprawiła mnie, unosząc palec w górę w geście ostrzeżenia. — W małżeństwie wszystko powinno być wspólne. To nie ty, to wy macie to mieszkanie.
— Gdzie w tym planie miała mieszkać ja? — zapytałam, wpatrując się w nią uważnie.
— Z Sieriożą, naturalnie — odpowiedziała, jakby to było oczywiste. — W nowym, dwupokojowym lokalu. Przecież jesteście małżeństwem, macie być razem.
— A kto miał wybrać to nowe mieszkanie? — dopytywałam.
— My już wybraliśmy — wyrwało się Irinie, a po chwili zdała sobie sprawę, że zdradziła zbyt wiele. — Na obrzeżach, za to w nowym budownictwie, z windą i podziemnym parkingiem.
Siergiej zamknął oczy, jakby chciał odciąć się od rzeczywistości.
W tej chwili we mnie coś pękło. Ostatnia nadzieja, że mój mąż po prostu powtarzał bezmyślnie słowa matki, rozwiała się w mgnieniu oka. Już wyszukiwali kupców, liczyli zyski i wybierali mi nowe miejsce do życia, nie pytając mnie o zdanie.
— Sierioża — powiedziałam cicho, ale w każdym moim słowie czuć było stal. — Brałeś udział w tym planie?
— Tylko oglądaliśmy oferty — odpowiedział wymijająco, nie patrząc mi w oczy. — Zero zobowiązań, sama ciekawość.
— Powiedziałeś mi, że chcesz wydzielić im udziały — przypomniałam. — Nie wspomniałeś ani słowem o sprzedaży mieszkania.
— Bo wiedziałem, że od razu byś odmówiła — przyznał w końcu, a jego głos był tak cichy, że ledwo go słyszałam. — Nie było sensu zaczynać rozmowy od tematu, który wywołuje twoją obronę.
— Czyli najpierw chcieliście zdobyć udziały, a potem postawić mnie przed faktem dokonanym?
Zapadła cisza, która była bardziej wymowna niż tysiąc słów.
Andriej zamknął teczkę z dokumentami, uznając rozmowę za zakończoną.
— Myślę, że dyskusja jest zamknięta — powiedział, podnosząc się z krzesła.
Ale podniosłam rękę, powstrzymując go gestem.
— Nie. Teraz chcę usłyszeć wszystko. Każdy szczegół, każdy krok tego planu.
Część 3: Mąż wyjaśnia, dlaczego żona miała poświęcić dom
Siergiej zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju, jakby spacery miały mu pomóc w znalezieniu odpowiednich słów.
— Dobrze. Tak, wiedziałem o sprzedaży — przyznał w końcu, stając naprzeciwko mnie. — Ale nie widzę w tym żadnej tragedii. Otrzymalibyśmy normalne, funkcjonalne mieszkanie, nie za duże, nie za małe. Mama z Irką również przestałyby się męczyć w ciasnocie. Dla wszystkich byłoby lepiej.
— To znaczy, że nasze obecne mieszkanie nie jest normalne? — spytałam, unosząc brew. — Bo do tej pory nie słyszałam żadnych skarg.
— Jest za duże dla nas dwojga — stwierdził, jakby to była oczywista prawda. — Płacimy za przestrzeń, której nie wykorzystujemy. Komfort ponad miarę.
— Przez osiem lat nie narzekałeś.
— Ponieważ wtedy rodzina nie miała tak pilnych potrzeb — odpowiedział, a w jego głosie zabrzmiała nuta pretensji. — Sytuacja się zmieniła, trzeba reagować.
— Jakiej rodziny? Twojej matki i siostry?
— Naszej wspólnej rodziny! — krzyknął, uderzając dłonią w stół.
— Moja matka również wynajmuje domek na lato — zauważyłam. — Może powinniśmy jej przeznaczyć pokój? Albo oddać jej część mieszkania?
— Nie przekręcaj moich słów — obruszył się. — To zupełnie inna sytuacja.
— Dlaczego? Moja matka też jest rodziną, prawda? Czy tylko twoja rodzina zasługuje na wsparcie?
Zinaida Arkadiewna uśmiechnęła się kpiąco.
— Twoja matka żyje wygodnie, ma emeryturę, ma dom. Nie musi się martwić o jutro. — To zupełnie inna sytuacja niż nasza.
— Wy również żyjecie wygodnie — odpowiedziałam. — We własnym mieszkaniu. Może nie jest ono wielkie, ale jest wasze.
— W starej chruszczowce! — wtrąciła się Irina. — To nie jest życie, to wegetacja. Sufity się sypią, sąsiedzi piją na klatce.
— Sprzedajcie je i kupcie coś innego — zaproponowałam. — To proste.
— Za co? — wybuchnęła Zinaida Arkadiewna. — Wyobrażasz sobie, ile teraz kosztuje mieszkanie? To nie są czasy, gdy można było wymienić dwa pokoje na trzy.
— Wyobrażam sobie — odparłam. — Właśnie dlatego nie zamierzam oddawać połowy swojego majątku, który został mi przekazany przez ciotkę.
Siergiej uderzył pięścią w oparcie krzesła, aż mebel zakołysał się niebezpiecznie.
— Znowu mówisz „swojego”! — krzyknął. — Powinnaś myśleć o nas, o rodzinie, która ma cię za najbliższą osobę.
— Myślę — odpowiedziałam. — Dlatego pytam: co wy włożyliście w to mieszkanie?
Zamilkł na chwilę, szukając w głowie argumentów.
— Jestem twoim mężem — powiedział w końcu, jakby to miało być rozwiązanie wszystkich problemów. — To zobowiązanie, to więcej niż dokumenty.
— To nie jest suma, którą można przeliczyć na metry kwadratowe — odparłam.
— Byłem przy tobie osiem lat! — wykrzyknął, jakby to był jego główny atut. — Wspierałem cię, byłem twoim partnerem. To musi mieć znaczenie.
— Przez osiem lat nie zapłaciłeś nawet połowy rachunków za media — zauważyłam chłodno. — Nie mówiąc już o remontach czy podatkach.
Zinaida Arkadiewna zerwała się na równe nogi.
— Liczysz pieniądze męża? — wrzasnęła, a jej oczy błysnęły. — To niegodne żony!
— Teraz liczę — odpowiedziałam. — Ponieważ on postanowił policzyć moje metry kwadratowe. Skoro mamy rozmawiać o sprawiedliwości, porozmawiajmy o faktach, a nie o uczuciach.
Irina, która do tej pory siedziała w milczeniu, nagle zaczęła przesadnie głośno szlochać, przyciskając chusteczkę do oczu.
— Wiedziałam, że nas nienawidzi — jęknęła teatralnie, choć w jej oczach nie było ani jednej łzy. — Zawsze to czułam, od samego początku.
— Nie muszę was kochać w takim stopniu, żeby oddać wam mieszkanie — odpowiedziałam spokojnie.
Siergiej spojrzał na mnie z urazą, która zdawała się być głębsza niż zwykła złość.
— Czyli moi siostrzeńcy będą spać w jednym pokoju, a ty będziesz dalej zajmować całe trzy pokoje? Gdzie tu jest logika?
— Twoi siostrzeńcy mają matkę, ojca i babcię — przypomniałam. — Ich sytuacja mieszkaniowa to odpowiedzialność dorosłych, którzy ich spłodzili. To nie moja rola naprawiać ich problemy.
— Mąż Irki odszedł! — wrzasnął, jakby to miało być ostateczne zwycięstwo w dyskusji.
— Ale alimenty i udział w jego mieszkaniu nie zniknęły — odpowiedziałam. — Ona ma swoje prawa, może z nich korzystać.
Irina gwałtownie podniosła głowę, a na jej twarzy pojawiło się przerażenie.
— Skąd wiesz o udziale? — zapytała, a w jej głosie zabrzmiał strach.
Po raz pierwszy poczułam, że coś jest nie tak. W jej reakcji było coś dziwnego, coś, co nie pasowało do obrazu biednej, pokrzywdzonej siostry.
Andriej uważnie spojrzał na Irinę, jakby wyczuł w jej zachowaniu coś ważnego.
