Spokój nie trwał długo. Po południu Galina Siergiejewna wróciła z torbą dziecięcych ubrań.
— Kupiłam Timurowi nowe rzeczy. Zobacz, jakie piękne — oznajmiła.
W środku znajdowały się jaskrawozielone kombinezony z dużymi misiami. Jana podziękowała, ale powiedziała, że dziecko ma już dużo ubrań.
Teściowa natychmiast uznała, że Jana źle ubiera syna.
— Wczoraj założyłaś mu ten jasnoniebieski strój? Przecież dziecku będzie zimno.
Jana spokojnie odpowiedziała, że w mieszkaniu jest odpowiednia temperatura i Timur czuje się dobrze.
— Mnie lepiej wiadomo — odparła Galina Siergiejewna. — Przebierz go teraz.
Jana nie chciała budzić śpiącego dziecka tylko po to, żeby zmienić ubranie, ale kiedy Paweł wrócił z pracy, również poparł swoją matkę.
— To tylko przebranie. Co ci szkodzi?
Nie chcąc wywoływać kolejnego konfliktu, Jana zrobiła to, o co proszono. Jednak w środku czuła coraz większą bezsilność.
Później teściowa zaczęła udzielać kolejnych rad dotyczących prania dziecięcych rzeczy. Twierdziła, że ubranka powinny być prane wyłącznie w określony sposób. Jana próbowała wyjaśnić, że wybrała odpowiedni środek, ale szybko zrozumiała, że jej argumenty nie mają znaczenia.
W kolejnych dniach krytyka stała się codziennością. Jana karmiła dziecko nie tak, jak chciała teściowa. Źle trzymała butelkę. Źle ubierała syna. Źle kąpała i źle układała go do snu.
Pewnego dnia Galina Siergiejewna skrytykowała nawet to, że Jana śpiewa synowi kołysanki.
— Dziecko powinno słyszeć normalną mowę, a nie takie zdrobnienia.
Jana odpowiedziała, że lekarz mówił o znaczeniu czułego kontaktu z dzieckiem. Teściowa jednak ponownie odrzuciła jej zdanie.
Najbardziej bolało Janę to, że Paweł tego nie zauważał. Dla niego matka po prostu pomagała młodej rodzinie. Nie widział, że jego żona coraz bardziej czuła się pozbawiona prawa do samodzielnego decydowania.
Wieczorem Jana spróbowała porozmawiać z mężem.
— Chcę sama podejmować decyzje dotyczące naszego dziecka. Jesteśmy rodzicami.
Paweł nie rozumiał problemu.
— Mama ma doświadczenie. Chce tylko pomóc.
— Pomoc to zaproponować coś i uszanować decyzję. Nie ciągle krytykować i rozkazywać — odpowiedziała Jana.
Tego wieczoru usiadła przy łóżeczku Timura i po raz pierwszy od wielu dni pozwoliła sobie zapłakać.
