Granice, których nie udało się Alli uszanować
Pierwsze dni rzeczywiście były spokojne. Alla pomagała w domu, przygotowywała obiady i starała się nie narzucać swoich rad.
Katia powoli zaczynała się otwierać. Czuła, że sytuacja może się poprawić.
Ale z czasem coś się zmieniło.
Może była to zmęczona codzienność. Może przyzwyczajenie Alli do kierowania wszystkim. A może po prostu nie potrafiła milczeć, kiedy uważała, że coś jest robione źle.
— Katia, za mocno go zawijasz — powiedziała pewnego dnia, obserwując kąpiel dziecka.
— Ja go nie zawijam. To tylko ręcznik.
— Powinnaś go jednak owijać. Żeby nóżki były proste.
— Pediatra powiedział, że to przestarzała metoda.
— Teraz lekarze mówią różne rzeczy. Ja wychowałam Jewgienija i wyrósł zdrowy.
Katia nic nie odpowiedziała.
Następnego dnia pojawiła się kolejna uwaga.
— Dlaczego dajesz mu mieszankę? Mleko matki jest przecież najlepsze.
— Mam za mało pokarmu. Muszę go dokarmiać.
— Masz mało, bo źle się odżywiasz.
— Alla Pietrowna, jem to, co mogę. Dziecko ma alergię.
— Na co?
— Na białko mleka krowiego.
— To niemożliwe. Dzieci nie mają alergii na mleko.
Katia odwróciła się i wyszła z kuchni.
Jewgienij wracał z pracy zmęczony i od razu trafiał w sam środek konfliktów.
— Jewgienij, zobacz, co dzieje się w mieszkaniu! — mówiła Alla. — Wszędzie bałagan. Katia cały dzień jest w domu, a nie potrafi posprzątać.
— Mamo, ona ma małe dziecko.
— Ja wychowałam ciebie sama i jeszcze pracowałam. A w domu zawsze był porządek.
Katia słuchała tych rozmów i czuła, jak narasta w niej złość. Jednak milczała. Dla dobra męża i spokoju rodziny.
Do czasu.
