„I gdzie ja mam postawić tę kanapę? W naszej kawalerce i tak nie ma gdzie się odwrócić” – Lena stała pośrodku pokoju, skrzyżowawszy ręce na piersi. – „Postawimy wzdłuż ściany, a rozkładane krzesło przeniesiemy na balkon” – Wita krzątał się, mierząc krokami niewielki pokój. „Nastia jest niewymagająca, nie potrzebuje dużo miejsca”. – „Zaraz, zaraz” – Lena uważnie spojrzała na męża. „Ty chyba chcesz zamieszkać tu swoją siostrę?” Wiktor zatrzymał się i odwrócił do żony z miną, jakby omawiał najzwyklejszą rzecz na świecie: „No tak. Nastia dostała się na uniwersytet, potrzebuje gdzieś mieszkać. Myślę, że za dwa-trzy miesiące się ogarnie i wynajmie pokój, a na razie pomieszka z nami”. Lena powoli opuściła ręce. „Mógłbyś to najpierw ze mną omówić, a nie stawiać mnie przed faktem dokonanym”. Wita machnął ręką: „Co tu omawiać? Siostra jest siostrą. Potrzebuje pomocy, więc pomożemy”. – „Słuchaj, rozumiem wszystko” – Lena starała się mówić spokojnie, choć w środku wszystko kipiało – „ale jesteśmy małżeństwem dopiero trzy miesiące, mieszkanie jest małe…” – „A myślałaś, że będziesz żyć jak księżniczka?” – przerwał jej nagle ostro Wita. „Po ślubie twoje mieszkanie staje się wspólne, więc zamelduję tu siostrę. I kropka”.
Lena zamarła w miejscu, nie wierząc własnym uszom. „Zameldować? Mówisz poważnie?” – „Absolutnie. To teraz nasz wspólny dom” – uciął Wita. – „I mam prawo zaprosić tu swoją siostrę”. – „Zaprosić do mieszkania a zameldować to dwie różne rzeczy” – głos Leny zadrżał. – „To mieszkanie zostawiła mi babcia, jest tylko moje…” – „Było twoje” – przerwał Wita. „A teraz jest nasze wspólne. Co, skąpisz? Nie chcesz pomóc mojej siostrze?” Lena wzięła głęboki oddech, starając się opanować emocje. Gdy wychodziła za Witę, nie przypuszczała, że po trzech miesiącach będzie rozmawiał z nią w takim tonie. „Nie mam nic przeciwko, żeby Nastia u nas pomieszkała, póki nie znajdzie lokum” – powiedziała powoli. „Ale zameldować jej nie zamierzam. To moje jedyne mieszkanie i nie mam zamiaru…” – „Jesteś egoistką” – uciął Wita. „A ja myślałem, że ożeniłem się z dobrą dziewczyną”. Odwrócił się i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Nastia przyjechała tydzień później – szczupła dziewczyna z długim warkoczem i dużymi szarymi oczami, tak podobnymi do oczu Wity. Zachowywała się cicho i skromnie, prawie nie rozmawiała z Leną, tylko dziękowała za kolację i przepraszała, jeśli zajmowała łazienkę dłużej niż dziesięć minut. „Dziękuję, że pozwoliliście mi u was pomieszkać” – powiedziała trzeciego dnia, gdy Wita został w pracy, a kobiety zostały same. „Postaram się znaleźć jakąś pracę i wynieść się jak najszybciej”. – „Nie spiesz się” – odpowiedziała Lena, choć w środku wszystko ściskało się na myśl, że ich małe mieszkanie wydaje się teraz jeszcze mniejsze. „Nauka jest najważniejsza”. – „Już zatrudniłam się na weekendy jako kasjerka w supermarkecie” – Nastia poprawiła kosmyk włosów. „W tygodniu mam zajęcia, a w weekendy będę pracować”. Lena mimowolnie poczuła sympatię do tej ambitnej dziewczyny. „A gdzie mieszkałaś przed studiami?” – „W Sosnowce, to wieś sześćdziesiąt kilometrów stąd” – Nastia nieco ożywiła się. „Tam jest ładnie, ale pracy nie ma. Mama z bratem ledwo wiążą koniec z końcem na ogródku”. – „A twój ojciec?” Nastia spuściła wzrok: „Odszedł, gdy miałam siedem lat. Od tamtej pory go nie widziałyśmy”. Lena skinęła głową, nie wiedząc, co powiedzieć. W tamtej chwili była prawie gotowa zgodzić się na meldunek – tak bardzo zrobiło jej się żal tej dziewczyny. Ale zdrowy rozsądek wziął górę.
Wieczorem Wita wrócił z paczką jakichś papierów. „Proszę” – rzucił je na stół przed Leną. „Jutro idziemy do urzędu stanu cywilnego”. – „Co to jest?” – „Dokumenty do zameldowania Nastii” – odpowiedział, jakby to było najnaturalniejsze na świecie. „Wszystko przygotowałem”. – „Wita, rozmawialiśmy o tym” – Lena odsunęła papiery. „Nie mam nic przeciwko, żeby twoja siostra u nas mieszkała, póki się uczy, ale nie zamierzam jej zameldować”. – „Czyli chcesz, żeby moja siostra mieszkała tu na prawach ptaszka?” – Wita podniósł głos. „Bez meldunku nie dostanie polisy zdrowotnej, ulg jako studentka z ubogiej rodziny…” – „To tymczasowe trudności” – odpowiedziała Lena. „Możemy pomóc jej wynająć pokój i zameldować się tam”. – „Za jakie pieniądze?” – Wita potarł zdenerwowany włosy. „Masz nadwyżkę na wynajem?” – „Ja nie mam, ale ty też nie, jak widać” – odparowała Lena. „Inaczej nie nalegałbyś na meldunek w moim mieszkaniu”. – „W naszym mieszkaniu” – podkreślił Wita. „I nie zapominaj, że to ja płacę za media”. Lena poczuła, jak drżą jej ręce od niesprawiedliwości tych słów. „Też wnoszę swoją część i doskonale o tym wiesz. Do tego jestem gotowa płacić za troje, póki Nastia się uczy. Ale meldunek to zupełnie co innego”. W tym momencie do pokoju weszła Nastia. Po jej minie było widać, że słyszała rozmowę. „Proszę, nie kłóćcie się o mnie” – powiedziała cicho. „Mogę mieszkać w akademiku, jeśli trzeba…” – „Jeszcze czego!” – zawołał Wita. „W tym hotelu dla robactwa? Nie, będziesz mieszkać z nami. A Lena teraz tylko kaprysi, ale zmieni zdanie”. Spojrzał na żonę wyzywająco, a Lena nagle zrozumiała, że wcale nie zna tego człowieka, za którego wyszła.
Następnego ranka Lena wzięła wolne i pojechała do centrum. Musiała poznać swoje prawa. „Zgodnie z prawem mieszkanie otrzymane w spadku przed ślubem jest twoją osobistą własnością, a nie wspólnym majątkiem małżonków” – wyjaśniła Anna Siergiejewna, konsultantka ds. mieszkaniowych. „Mąż nie ma prawa nim dysponować bez twojej zgody”. – „A jeśli mimo wszystko zameldowałby siostrę?” – zapytała Lena. – „Bez twojej pisemnej zgody to niemożliwe” – odpowiedziała Anna Siergiejewna. „Ale miej na uwadze: jeśli zgodzisz się na meldunek, a potem będziesz chciała go wykreślić, może to być problematyczne. Zwłaszcza gdy chodzi o bliskich krewnych męża”. Lena wyszła z centrum z poczuciem ulgi – przynajmniej prawo jest po jej stronie. Ale co dalej? Zamiast jechać do domu, postanowiła przejść się po parku. Musiała przemyśleć wszystko.
Gdy wychodziła za Witę, była pewna, że znalazła bratnią duszę. Poznali się na urodzinach wspólnego znajomego, a Wita od razu podbił jej serce poczuciem humoru i troską. Pracował jako mechanik w warsztacie, dobrze zarabiał i marzył o otwarciu własnego warsztatu. O jego rodzinie Lena wiedziała niewiele: matka mieszka na wsi, ojciec odszedł dawno, jest młodsza siostra. Wita rzadko mówił o swojej przeszłości, a Lena nie nalegała – każdy ma prawo do małych tajemnic. Ale teraz te „małe tajemnice” zamieniły się w wielki problem. Kim naprawdę był człowiek, z którym związała swoje życie? I jak mógł tak szybko zamienić się z kochającego mężczyzny w zimnego manipulatora? Wieczorem, wracając do domu, Lena zastała puste mieszkanie – Nasti nie było, a Wita siedział przed telewizorem z nieprzeniknioną miną. „Rozmawiałam z prawnikiem” – powiedziała Lena od progu. „Nie możesz zameldować Nastii bez mojej zgody”. Wita powoli podniósł na nią wzrok: „I pobiegłaś do prawników, zamiast ze mną porozmawiać? Świetnie”. – „A ty dałeś mi szansę porozmawiać?” – Lena zdjęła kurtkę. „Postawiłeś mnie przed faktem, że zamierzasz zameldować siostrę w moim mieszkaniu”. – „W naszym” – poprawił znowu. „I tak, zamierzam to zrobić. Po dobroci lub po złości”. – „Co znaczy «po złości»?” – Lena poczuła, jak po plecach przebiega jej chłód. – „To znaczy” – Wita wyłączył telewizor i wstał – „albo zgadzasz się dobrowolnie, albo się rozwodzimy. I uwierz, rozwód nie wyjdzie na twoją korzyść”. – „Szantażujesz mnie?” – Lena nie wierzyła własnym uszom. – „Proponuję ci dokonać właściwego wyboru” – Wita podszedł bliżej. „Nastia to moja rodzina. Jeśli jej nie akceptujesz, to znaczy, że nie akceptujesz i mnie”. W tym momencie Lena zrozumiała, że człowiek przed nią jest jej zupełnie obcy.
W sobotę Lena postanowiła porozmawiać z Nastią na osobności. Czekała, aż Wita wyjdzie do pracy, i zaproponowała dziewczynie spacer. „Musimy poważnie porozmawiać” – powiedziała Lena, gdy wyszły z klatki. „I proszę, bądź ze mną szczera”. Nastia skinęła głową, lekko napięta. „Wita nalega na twój meldunek w naszym mieszkaniu. Chcę zrozumieć – czy to dla ciebie naprawdę takie ważne?” Nastia pomilczała, po czym niepewnie powiedziała: „Brat mówi, że bez meldunku będę miała problemy z dokumentami…” – „To nie do końca prawda” – zaprzeczyła łagodnie Lena. „Zameldowanie czasowe daje te same prawa, a do niego nie trzeba się u nas meldować. Można je załatwić w miejscu nauki lub pracy”. Dziewczyna spuściła wzrok: „Nie wiedziałam…” Szły powoli alejką, a Lena czuła, że Nastia coś zataja. „Słuchaj, nie mam nic przeciwko, żebyś u nas mieszkała, póki nie staniesz na nogi” – kontynuowała Lena. „Ale stały meldunek to poważny krok. To moje jedyne mieszkanie, dostałam je od babci i bardzo je cenię”. – „Rozumiem” – odpowiedziała cicho Nastia. „Właściwie…” – zawahała się, jakby podejmując decyzję – „właściwie to ja nie chciałam się u was meldować na stałe. Planowałam wynająć mieszkanie, gdy Dima się przeprowadzi”. – „Dima?” – zapytała Lena. – „Mój chłopak” – policzki Nasty lekko zaróżowiły się. – „Jest z naszej wsi, teraz kończy technikum. Chcemy mieszkać razem, gdy przyjedzie do miasta”. – „Czemu nie powiedziałaś o tym Wicie?” – „Mówiłam” – Nastia westchnęła. „Ale on uważa, że Dima mi nie pasuje. Mówi, że mogę znaleźć kogoś lepszego w mieście, a na razie powinnam myśleć o nauce. I że mam mieszkać z wami, bo tak jest bezpieczniej”. Lena uważnie spojrzała na dziewczynę: „A co ty sama myślisz?” – „Kocham Dimę” – odpowiedziała po prostu Nastia. „Jesteśmy razem od ósmej klasy. Jest dobry, pracowity i dawno wszystko sobie postanowiliśmy. Ale Wita… on zawsze wiedział lepiej, co mi potrzebne”. W głosie Nasty Lena usłyszała coś, co sprawiło, że poczuła się czujna. „Często decyduje za ciebie?” Nastia wzruszyła ramionami: „Jest starszym bratem. Gdy odszedł ojciec, Wita wziął na siebie odpowiedzialność za rodzinę. Zawsze troszczył się o nas z mamą”. – „To chwalebne” – ostrożnie powiedziała Lena. „Ale ty jesteś już dorosła i masz prawo sama decydować o swoim życiu”. – „Wiem” – Nastia podniosła na nią oczy. „Tylko z Witią trudno się spierać. Zawsze jest przekonany o swojej racji”. Lena westchnęła – to było jej aż nazbyt znajome. „Nastia, powiedz szczerze: naprawdę chcesz się u nas zameldować, czy to pomysł Wity?” Dziewczyna pomilczała, po czym powiedziała cicho: „To Wita nalega. Ja bym wolała wynająć pokój lub mieszkać w akademiku, ale on mówi, że jestem niewdzięczna, jeśli odmawiam jego pomocy”. Lena poczuła, jak wszystko w niej przewraca się na lewą stronę. Okazuje się, że Wita manipulował nie tylko nią, ale i swoją siostrą.
Wieczorem, gdy Lena wróciła z spaceru z Nastią, czekała ją niespodzianka – w mieszkaniu znajdowała się nieznajoma kobieta w średnim wieku. „A, Leno!” – zawołała gościa, wstając z kanapy. „Nareszcie się poznamy! Jestem Klara Nikołajewna, mama Wity i Nasti”. Lena zmieszana podała wyciągniętą rękę. Teściowa nigdy wcześniej nie przyjeżdżała do miasta, a jej pojawienie się było całkowitym zaskoczeniem. „Miło mi” – mruknęła Lena. „A gdzie Wita?” – „Pobiegł do sklepu, zaraz wróci” – Klara Nikołajewna rozglądała się po mieszkaniu z miną gospodyni. „Ładne macie tu gniazdko, przytulne. Trochę małe, ale na początek ujdzie”. – „Na początek?” – powtórzyła Lena. – „No tak” – kobieta uśmiechnęła się. „Wita mówi, że potem kupicie większe mieszkanie. A to będziecie wynajmować. Dobrze, młodzi powinni się rozwijać!” Lena milczała, nie wiedząc, co odpowiedzieć. O jakich planach mówiła teściowa? Z Witą nigdy nie rozmawiali o kupnie innego mieszkania czy wynajmie tego. „A Nastia jak się urządziła?” – ciągnęła tymczasem Klara Nikołajewna. „Wita mówił, że ją meldujecie. Dobrze, niech się dziewczyna zadomawia. A na wsi co? Ani pracy, ani perspektyw”. – „Jeszcze nie zdecydowaliśmy w sprawie meldunku” – ostrożnie odpowiedziała Lena. – „Jak to nie zdecydowaliście?” – Klara Nikołajewna zdziwiona uniosła brwi. – „Wita mi mówił, że już wszystko ustalone. Dokumenty przygotował”. – „Rozmawiamy o tym” – Lena starała się mówić spokojnie. – „No, czego tu rozmawiać?” – teściowa machnęła ręką. – „To przecież siostra twojego męża. Gdzie ma się meldować, jak nie do brata? A potem, kto wie, może i ja się do was przeprowadzę. Na wsi zima zimna, piec palić ciężko. A tu i centralne ogrzewanie, i ciepła woda”.
