Etap 5. Z biura zaczęły znikać dokumenty
Następnego dnia zauważyłam, że z biura zniknęło kilka teczek z umowami.
Początkowo nie wpadłam w panikę.
Uznałam, że być może sama przeniosłam je wcześniej w inne miejsce.
Sprawdziłam szafki.
Przejrzałam półki.
Nic.
Dopiero rozmowa z administratorką wszystko zmieniła.
Okazało się, że poprzedniego wieczoru Anton przyjechał sam do magazynu.
Powiedział pracownikom, że działa w moim imieniu.
— Pokazał jakieś dokumenty? — zapytałam.
— Tylko zdjęcie pani paszportu w telefonie — odpowiedziała administratorka. — Mówił też, że niedługo będzie reorganizacja.
Poczułam, jak rośnie we mnie napięcie.
Natychmiast pojechałam do biura.
Sprawdziłam magazyn.
Dokumentację bankową.
Komputery.
Dostępy do poczty firmowej.
Okazało się, że Anton zdążył już zmienić hasło do jednej ze wspólnych skrzynek pocztowych.
Zadzwoniłam do prawnika.
Michaił Olegowicz poradził mi wysłać Antonowi formalne żądanie natychmiastowego zaprzestania jakichkolwiek działań podejmowanych w imieniu przedsiębiorstwa.
Zrobiłam to tego samego dnia.
Prawnik przygotował również zawiadomienia dla pracowników, banku i najważniejszych klientów.
Od tej chwili wszystkie polecenia dotyczące firmy miały być uznawane za ważne wyłącznie wtedy, gdy posiadały moją podpis i oficjalną pieczęć.
Wieczorem powiedziałam Antonowi, że nie ma już prawa pojawiać się w biurze bez mojej zgody.
— Postanowiłaś zrobić ze mnie przestępcę?
— Postanowiłam zatrzymać samowolę.
Anton podniósł głos.
— Mama już dogadała się z dostawcami!
— To niech odwoła ustalenia, które zawarła bez żadnego upoważnienia.
— Zdajesz sobie sprawę, że wystawiasz całą rodzinę?
Odpowiedziałam spokojnie:
— Rodzina nie jest licencją na zarządzanie moim biznesem.
Anton spojrzał na mnie z nienawiścią.
— Pożałujesz.
Następnego dnia rzeczywiście próbował stworzyć kolejne problemy.
Zadzwonił jeden z naszych klientów korporacyjnych.
Powiedział, że otrzymał wiadomość dotyczącą zmiany danych do płatności.
W przesłanym piśmie wskazano konto należące do nowej firmy.
Firmę zarejestrowano kilka tygodni wcześniej.
Jej założycielką była Lidia Romanowna.
Natychmiast przekazałam wiadomość prawnikowi.
Michaił Olegowicz przejrzał ją i powiedział:
— Wygląda na to, że chcieli przenieść tam pani klientów oraz aktywa. Możliwe, że planowali pozostawić dotychczasową firmę z zobowiązaniami, a dochodowe kontrakty przenieść do nowego podmiotu.
— Ale jak mogli zrobić to bez mojej zgody?
— Poprzez presję, pełnomocnictwo albo dokumenty, których autentyczność można później zakwestionować. Dobrze, że odpowiednio wcześnie zablokowała pani dostęp.
Moje dłonie zaczęły drżeć.
Wszystkie wcześniejsze rozmowy nagle nabrały innego znaczenia.
„Robię to dla ciebie”.
„Mama ci pomoże”.
„Nic się nie zmieni”.
Nie chodziło wyłącznie o pomoc.
Przygotowywali przejęcie kontroli.
Etap 6. Próbowano zmienić dyrektora bez mojej wiedzy
Tydzień po naszej pierwszej rozmowie prawnik poprosił mnie o ponowne przyjście do kancelarii.
Na stole czekała nowa teczka.
Michaił Olegowicz nie przeciągał rozmowy.
— Sprawdziliśmy działania rejestracyjne. Pani teściowa rzeczywiście próbowała złożyć dokumenty dotyczące zmiany dyrektora firmy.
Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, że dobrze usłyszałam.
— Bez mojego podpisu?
— Dokumenty zostały zwrócone z powodu wykrytych niezgodności. Ale sama próba została podjęta.
Podał mi kopie wniosku i pełnomocnictwa.
Popatrzyłam na podpis.
Był podobny do mojego.
Nie identyczny.
Ale wystarczająco podobny, żeby ktoś najwyraźniej liczył na to, że przejdzie niezauważony.
Jednego byłam pewna.
Nigdy nie złożyłam tego podpisu.
— Podrobili mój podpis.
Prawnik zachował ostrożność.
— To będzie ustalane przez ekspertyzę. Odpowiednie zawiadomienie zostało już złożone.
Wyszłam z kancelarii i zadzwoniłam do Antona.
— Próbowałeś zmienić dyrektora mojej firmy?
Milczał zdecydowanie zbyt długo.
— Chciałem uprościć procedurę.
— Podrobiłeś dokumenty?
— Nie wygaduj głupot.
— Mam przed sobą kopię pełnomocnictwa.
Anton natychmiast spróbował przerzucić odpowiedzialność.
— Mama zajmowała się papierami. Nie wiem, co tam podpisywała.
— Ale wiedziałeś o całym planie.
— Jestem twoim mężem.
To zdanie zabolało bardziej, niż się spodziewałam.
— Właśnie dlatego ci ufałam.
Anton odpowiedział:
— Sama wszystko zniszczyłaś swoją chciwością.
— Chciwość jest wtedy, gdy ktoś próbuje zabrać cudzą własność. Ja próbuję zachować swoją.
Rozłączył się.
Dwa dni później przyszła do nas Lidia Romanowna.
Tym razem nie udawała troskliwej teściowej.
Już od progu zaatakowała:
— Zniszczyłaś życie mojemu synowi!
— Pani syn sam doprowadził się do tej sytuacji.
— On chciał uwolnić cię od tego ciężaru!
— Chcieliście przejąć moją firmę.
Lidia Romanowna uniosła głos.
— Ty nic nie rozumiesz! My byśmy ją rozwinęli!
— Skoro chcieliście ją rozwijać dla mojego dobra, dlaczego działaliście za moimi plecami?
Teściowa zacisnęła usta.
Po chwili odpowiedziała:
— Anton jest słaby. Zawsze był zbyt miękki. Gdyby nie ja, dawno zniszczyłabyś go swoimi ambicjami.
Popatrzyłam na nią.
— Nazywa pani słabością to, że nie potrafi samodzielnie zbudować własnego sukcesu?
Twarz Lidii Romanownej poczerwieniała.
— Jeszcze pożałujesz, że za niego wyszłaś.
— Już żałuję. Ale nie samego małżeństwa. Żałuję, że tak długo zamykałam oczy.
Wyszła, trzaskając drzwiami.
Tego samego wieczoru Anton spakował rzeczy i przeprowadził się do matki.
Przed wyjściem zatrzymał się jeszcze przy drzwiach.
— Beze mnie i tak sobie nie poradzisz.
Popatrzyłam na jego walizkę.
— Radziłam sobie przed tobą. Poradzę sobie również po tobie.
