Po raz pierwszy naprawdę poczuła się u siebie
W samochodzie Swietłana wreszcie wypuściła długo wstrzymywane powietrze. Telefon niemal bez przerwy sygnalizował kolejne wiadomości. Dima pisał, że wszystko naprawi, że dopiero teraz zobaczył swoje zachowanie z boku i zrozumiał, co zrobił.
Matka siedząca obok ujęła ją za rękę.
— Córeczko, jestem z ciebie taka dumna — wyszeptała Nadieżda Iwanowna. — Tak długo wszystko znosiłaś, że niemal zapomniałam, jaka jesteś odważna.
Swietłana uśmiechnęła się przez łzy.
— Mamo, ja też o tym zapomniałam.
Wieczorem odebrała Aloszę z przedszkola. Chłopiec wybiegł do niej, wymachując rysunkiem.
— Mamo, patrz! Narysowałem nasz dom!
Na kartce widniał dom, zielone drzewa i wielkie okno.
— A pani Maria Trofimowna powiedziała, że mam najjaśniejszy dom na świecie.
Swietłana przykucnęła i mocno przytuliła syna, wtulając twarz w jego włosy.
— Ma rację — odpowiedziała. — Bo to my w nim mieszkamy.
Kiedy Alosza już zasnął, Swietłana usiadła samotnie w kuchni. Plastikowa koperta z dokumentami leżała przed nią na stole.
Otworzyła ją powoli. Między papierami znajdował się stary pierścionek po babci, z lekko zatartym grawerunkiem. Swietłana wsunęła go na palec.
Kiedyś wydawał jej się ciężki jak żelazne jarzmo. Teraz był lekki, jak obietnica złożona samej sobie.
Nie wiedziała jeszcze, co zrobi z Dimą. Wybaczenie takiej zdrady wydawało się niemożliwe. Myśl o rozwodzie budziła strach, a dalsze mieszkanie pod jednym dachem było trudne do wyobrażenia.
Jedno jednak już się zmieniło.
Przestała być wygodna.
Przestała bać się teściowej i męża. Przestała wierzyć, że rodzina oznacza konieczność zgadzania się na wszystko tylko po to, by inni byli zadowoleni.
— Dziękuję, babciu — wyszeptała, zaciskając dłoń wokół pierścionka. — Nawet teraz potrafiłaś mnie uratować.
W sąsiednim pokoju spokojnie spał Alosza. Na kuchence cicho szumiał czajnik, a za oknem świeciły światła wieczornego miasta.
Przyszłość nadal była niepewna. Swietłana nie wiedziała, jakie decyzje podejmie ani jak będzie wyglądało jej życie za kilka dni czy tygodni.
Ale po raz pierwszy od wielu lat naprawdę czuła, że jest u siebie.
