Ultimatum nie przyniosło oczekiwanego skutku
Paweł osłupiał.
Plan był prosty: zagrozić odejściem, przestraszyć żonę i zmusić ją do ustępstwa. Nie przewidział jednego — Vera nie zamierzała go zatrzymywać.
W jednej chwili okazało się, że słowa o rozstaniu nie są już wygodnym narzędziem nacisku. Jeżeli rzeczywiście chciał odejść, musiałby opuścić wygodny dom i zmierzyć się z sytuacją, w której znajdował się jego brat.
A na to najwyraźniej nie był gotowy.
Paweł wymamrotał coś niewyraźnie pod nosem, nie podniósł torby i poszedł do kuchni.
Vera nie pobiegła za nim. Nie próbowała łagodzić sytuacji ani wracać do rozmowy o mieszkaniu. Jej stanowisko zostało przedstawione wystarczająco jasno.
Minął miesiąc.
Przez pierwszy tydzień Paweł chodził obrażony. Liczył zapewne, że żona poczuje się winna albo sama wróci do tematu. Kiedy jednak zrozumiał, że manipulacje nie przynoszą rezultatu, stopniowo ucichł.
Co więcej, w końcu naprawił nawet cieknący kran.
Zoja Pawłowna obrała inną strategię. Ogłosiła wobec Very bojkot i przestała się odzywać. Dla Very nie była to jednak kara. Wręcz przeciwnie — przyjęła nową sytuację z ulgą.
Walera musiał sam rozwiązać swój problem
Najważniejsze było jednak to, co wydarzyło się z Walerą.
Kiedy stało się jasne, że mieszkanie Very nie zostanie sprzedane, musiał zacząć szukać rozwiązania we własnym majątku. Ostatecznie sprzedał zarówno wychwalanego SUV-a, jak i „święty” garaż odziedziczony po dziadku.
Dopiero dzięki temu mógł rozliczyć się z bankami.
Okazało się więc, że rzeczy, których wcześniej rzekomo nie można było ruszyć, dało się sprzedać, kiedy zabrakło możliwości przerzucenia kosztów na kogoś innego.
