— Kasiu, mogę na chwilę pożyczyć twoją kartę? Terminal nie przyjmuje mojej — poprosiła teściowa, kiedy stały w aptece.
Walentina Nikołajewna wyjaśniła, że kupuje witaminy dla swojego pięcioletniego wnuka, Artioma. Katarzyna nie miała żadnego powodu, by jej nie wierzyć. Bez chwili wahania wyjęła kartę i podała ją teściowej.
Po chwili telefon Katarzyny wydał charakterystyczny dźwięk informujący o transakcji. Kobieta zerknęła na ekran i znieruchomiała.
Z konta pobrano 24 800 rubli.
— Aż tyle? — zapytała zaskoczona.
Teściowa natychmiast zaczęła się nerwowo tłumaczyć. Zapewniała, że wszystko wyjaśni później, i zachowywała się tak, jakby właśnie wydarzyło się coś, o czym nie chciała rozmawiać w aptece.
Katarzyna nie naciskała. Nie przyszło jej nawet do głowy, że ta pozornie zwyczajna prośba o pożyczenie karty była związana z czymś znacznie poważniejszym niż zakup witamin dla dziecka.
Telefon, który zmienił wszystko
Trzy dni później zadzwonił telefon Katarzyny. Po drugiej stronie odezwał się pracownik prywatnego laboratorium.
Wiadomość była całkowicie niespodziewana.
Katarzynę poinformowano, że gotowy jest wynik badania genetycznego mającego ustalić ojcostwo. Co więcej, badanie zostało opłacone z jej konta.
W jednej chwili zagadkowa transakcja na 24 800 rubli przestała być tajemnicą.
Nie chodziło o żadne witaminy dla pięcioletniego Artioma. Jej pieniądze zostały wykorzystane do opłacenia testu DNA, który miał odpowiedzieć na pytanie, czy Igor rzeczywiście jest ojcem ich syna.
Dla Katarzyny najbardziej bolesny nie był jednak sam wydatek. Znacznie gorsza była świadomość, że ktoś za jej plecami podważył jedną z najbardziej podstawowych rzeczy w jej małżeństwie — zaufanie.
Wieczorem nie urządziła awantury. Położyła wyciąg przed mężem i czekała na wyjaśnienia.
Igor spojrzał na dokument i pobladł.
Mąż znał prawdę
Nie próbował długo zaprzeczać. W końcu przyznał, że jego matka od lat podsycała w nim wątpliwości. Powtarzała, że Artiom nie jest do niego podobny i sugerowała, że powinien sprawdzić, czy rzeczywiście jest jego biologicznym ojcem.
Igor przez długi czas słuchał tych podejrzeń, aż w końcu uległ naciskom matki i zgodził się na wykonanie testu DNA.
Dla Katarzyny to wyznanie było ciosem.
Byli małżeństwem od dziesięciu lat. Przez cały ten czas nie dała Igorowi ani jednego powodu, by kwestionował jej wierność. Tymczasem jej mąż zamiast stanąć po jej stronie i odrzucić bezpodstawne podejrzenia, pozwolił matce ingerować w najbardziej osobistą część ich rodzinnego życia.
To właśnie poczucie zdrady bolało ją najbardziej.
Nie chodziło już wyłącznie o test. Chodziło o fakt, że człowiek, z którym zbudowała rodzinę, dopuścił do sytuacji, w której słowa jego matki okazały się silniejsze niż dziesięć lat wspólnego życia.
