Ostatnie słowa Weroniki
Weronika otworzyła drzwi wejściowe.
— Mówiłeś też, że wrosnę w kanapę i będę robiła to, co mi każą. Teraz będziesz miał okazję sam sprawdzić tę teorię.
Wyszła na klatkę schodową.
Za jej plecami ponownie rozległ się łoskot przesuwanych toreb.
Buldog zaszczekał.
Z mieszkania dobiegł oburzony głos Kławdii Michajłowny:
— Proszę nie ruszać moich słoików!
— Proszę pani, zajęły całą szafkę! — odpowiedział basem Piotr.
Weronika po raz ostatni obejrzała się za siebie.
— Mówią, że dorosłe dzieci prędzej czy później opuszczają rodzinne gniazdo — powiedziała z lekką ironią. — U ciebie, Oleg, wyszło odwrotnie. Mama przyleciała do ciebie, za to gniazdo zrobiło się teraz komunalne.
Oleg stał w drzwiach całkowicie zagubiony.
— I nie zapomnij jutro przygotować jej śniadania — dodała Weronika. — Sam mówiłeś, że starsza osoba potrzebuje opieki. Zwłaszcza przy takim ciśnieniu.
Nie czekała na odpowiedź.
Drzwi się zamknęły.
Za nimi pozostały oburzone krzyki Kławdii Michajłowny, pewny bas Piotra, tupot chłopców i donośne szczekanie buldoga.
Weronika spokojnie ruszyła w stronę windy.
Przed nią było inne mieszkanie, w którym nikt nie zamierzał tłumaczyć jej, w jaki sposób ma obowiązek żyć.
Olegowi natomiast pozostało przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości: do Raji, dwóch hałaśliwych chłopców, buldoga, głośnej muzyki w weekendy oraz starannie rozpisanego grafiku sprzątania wspólnej łazienki i toalety.
