Etap 6. Cena rodzinnej miłości
Denis wytrzymał u siostry jeszcze dziesięć dni.
Potem przeprowadził się do matki.
Niedługo później zadzwoniła Tamara Wiktorowna.
Nie powiedziała nawet „dzień dobry”.
— Doprowadziłaś do tego, czego chciałaś? Denis chodzi jak cień człowieka. Opuszcza pracę. Szef już go ostrzegał.
— To jego wybór.
— Dobra żona wspiera męża.
— Dobry mąż nie zabiera żonie pieniędzy bez jej wiedzy.
— Nie waż się nazywać mojego syna złodziejem!
— W takim razie niech odda sto dwadzieścia siedem tysięcy.
— Wydał je na dziecko!
— Na dziecko Angeliny. Bez mojego pozwolenia.
Teściowa uderzyła w najczulsze miejsce.
— Sama nie masz dzieci, dlatego jesteś taka zła.
Warwara bez słowa zakończyła połączenie.
Te słowa naprawdę zabolały.
Ona i Denis od dwóch lat próbowali zostać rodzicami.
Oboje przeszli badania.
Lekarz mówił, że nie ma poważnych przeszkód i potrzebują przede wszystkim czasu.
Warwara wierzyła, że Denis przeżywa tę sytuację razem z nią.
Teraz zobaczyła coś znacznie gorszego.
Jej ból od dawna stał się argumentem, po który jego rodzina potrafiła sięgnąć wtedy, gdy potrzebowała ją zranić.
Tego samego wieczoru Denis przyjechał osobiście.
Stał na klatce schodowej z tą samą torbą.
Wyglądał źle.
Był nieogolony i zmęczony.
— Porozmawiamy?
Warwara nie wpuściła go do środka.
Wyszła na klatkę i zamknęła za sobą drzwi.
— Byłem nie w porządku — powiedział, unikając jej wzroku. — Z tymi rzeczami przesadziłem.
— I z pieniędzmi.
— Pieniądze oddam stopniowo.
— Kiedy?
— Nie wiem. Jak dostanę wypłatę.
— Nadal pracujesz?
— Zwolnili mnie.
Warwara nawet się nie zdziwiła.
— To znajdź nową pracę.
— Nie mam gdzie mieszkać.
— Masz matkę i siostrę.
— Obie chcą, żebym się wyprowadził.
— Dlaczego?
— Kostia się wścieka, a mama mówi, że jestem dorosłym facetem.
— Ma rację.
Denis spojrzał na nią.
— Waria, wystarczy. Zrozumiałem. Nie będę już niczego rozdawał. Będę płacił połowę rachunków.
— A jedzenie?
— Jedzenie też.
— A dług?
— Stopniowo.
— A przeprosiny?
Skrzywił się.
— No przepraszam. Przecież powiedziałem, że zrozumiałem.
Warwara patrzyła na człowieka, z którym przeżyła cztery lata.
Chciała zobaczyć skruchę.
Widziała jedynie zmęczenie i strach przed utratą wygodnego miejsca do życia.
— Tęskniłeś za mną? — zapytała.
Denis zawahał się.
— Oczywiście.
— To dlaczego pierwsze, co powiedziałeś, dotyczyło tego, że nie masz gdzie mieszkać?
— Bo to teraz najważniejszy problem.
— Twój najważniejszy problem. Nie nasz.
— Nie wpuścisz mnie?
— Nie.
— Przez jakiś pled?
— Przez cztery lata, podczas których uważałeś moją dobroć za słabość.
Patrzył na nią przez chwilę.
W końcu syknął:
— Jeszcze będziesz żałować.
— Możliwe. Ale nie dzisiaj.
Warwara wróciła do mieszkania i przekręciła zamek.
Etap 7. Dom, który znów stał się jej
Denis potraktował rozwód jak kolejną próbę ukarania go.
Nie wierzył, że Warwara naprawdę doprowadzi sprawę do końca, dopóki nie dostał dokumentów sądowych.
Wtedy zaczął grozić podziałem mieszkania.
Opowiadał rodzinie, że wykonywał w nim remont i dlatego należy mu się połowa.
Dokumenty mówiły jednak coś innego.
Remont został przeprowadzony jeszcze za życia babci Warwary, a samo mieszkanie należało do niej na długo przed małżeństwem.
Prawnik wyjaśnił spokojnie:
— Do mieszkania nie będzie mógł skutecznie rościć praw. Jeśli chodzi o pieniądze z karty, proszę zachować wyciągi i korespondencję. Wiadomość, w której przyznaje, że dokonywał tych zakupów, działa na pani korzyść.
Kiedy Denis zrozumiał, że groźby nie działają, natychmiast zmienił ton.
Zaczął prosić, żeby Warwara nie podejmowała osobnej sprawy dotyczącej pieniędzy.
Obiecywał podpisać potrzebne dokumenty i nie przedłużać rozwodu.
Warwara zgodziła się na ugodę.
Denis miał zwracać dług w ratach.
Ona nie składała osobnego zawiadomienia.
Dwie pierwsze wpłaty przyszły terminowo.
Tamara Wiktorowna oddała wazon przez Konstantina.
Niebieskie szkło było całe.
Drewnianej podstawki Angelina podobno nie znalazła.
Za to pewnego dnia zostawiła pod drzwiami torbę z ręcznikami i kartkę:
„Zabierz, skoro rzeczy są dla ciebie ważniejsze od ludzi”.
Warwara nie odpowiedziała.
Wyprała odzyskany pled.
Wysuszyła go.
Położyła z powrotem na kanapie.
Wieczorem zrobiła herbatę, otuliła się miękką wełną i otworzyła książkę.
Mieszkanie wydawało się niezwykle ciche.
Nikt nie otwierał lodówki.
Nikt nie pytał, co ugotuje w niedzielę.
Nikt nie obiecywał cudzych rzeczy ludziom, którzy nazywali takie zachowanie rodzinną pomocą.
Kilka miesięcy później Warwara przypadkiem spotkała Konstantina przy sklepie.
Niósł torby w obu rękach i wyglądał na zmęczonego.
— Jak Denis? — zapytała.
— Pracuje w magazynie. Wynajmuje pokój.
— To dobrze.
Konstantin przez chwilę się wahał.
— Giela nadal jest zła.
— Wiem.
Spuścił wzrok.
— Jeśli mam być szczery… przyzwyczailiśmy się, że Denis płaci. Mówiłem jej, że to nie jest w porządku. Ale kiedy ktoś daje pieniądze, trudno odmawiać.
— Szczególnie kiedy pieniądze są zabierane nie temu człowiekowi, któremu powinny.
— Tak.
Westchnął.
— Bez jego pomocy musieliśmy sprzedać samochód. Za to prawie spłaciliśmy kredyt.
— Czyli poradziliście sobie sami.
— Poradziliśmy.
Pożegnali się bez wrogości.
